
Główną bohaterką jest Dora, młoda, robiąca karierę dziewczyna mieszkająca w Londynie. Wraz z narzeczonym, artystom Danem urządza swoje pierwsze mieszkanie. Dowiaduje sie, że jest w ciąży, jednak nie potrafi się tym cieszyć. Prześladują ją wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wraz z siostrą Cassie miały opiekować się młodszym braciszkiem Alfiem. Chwila nieuwagi wystarczyła by chłopiec się zgubił. Prawdopodobnie utonął, choć nigdy nie znaleziono jego ciała. Ta tragedia na zawsze zmieniła rodzinę Dory i Cassie. Wzajemne zarzuty i obwinianie się doprowadziły do całkowitego rozpadu rodziny.
Motto książki głosi: "Powrót do domu jest zaledwie początkiem." Dora chcąc uporać się z wyrzutami sumienia postanawia wrócić do tytulowego domu na szczycie klifu i odkrywa głęboko skrywane tajemnice. Hisotrię rodziny Tide'ów poznajemy z trzech perspektyw: matki - Helen i jej dwóch córek - Cassie i Dory. Dzięki retrospektywom poznajemy historię rodziny i pięknego, starego domu.
"Dom..." to smutna historia rozkładu rodziny. Dramatyczne wydarzenia odcisnęły piętno na każdym z jej członków. Pomimo upływu lat trzy kobiety nie mogą pogodzić się w decyzjami jakie podjęły wcześniej. Każda z nich cierpi w milczeniu obwiniając się o stratę dziecka.
Dora, przytłoczona odpowiedzialnością za nienarodzone dziecko i wciąż walcząca z poczuciem winy postanawia rozliczyć się z każdym członkiem rodziny. Zaczyna od matki Helen, która obwinia ją o zaginięcie Alfiego. Helen, z kolei opowiada swoją historię od poznania męża Richarda. Początkowo bohaterka ta nie budziła mojej sympatii i trudno było jej współczuć, co zmieniło się pod koniec książki. Niemniej ważną postacią, choć mniej eksponowaną, jest Cassie, którą poznajemy najpierw jako zbuntowaną nastolatkę dręczoną przez poczucie winy.
Wina i kara jaką narzuciły sobie bohaterki są tu pojęciami kluczowymi. Dora nie może pogodzić się ze stratą brata, nie potrafi też założyć własnej rodziny. Helen pozostaje w domu otoczona pamiątkami po synu, rozpamietując wciąż wydarzenia sprzed lat. Cassie odcina się od rodziny. Bez pogodzenia się z tym co się stało i zostawienia tragedii za sobą bohaterowie nie mogą ruszyć dalej ze swoim życiem. Symboliczna podróż w przeszłość daje nadzieję na nowy początek dla Dory i jej bliskich.
Debiutancka książka Hannah Richell jest dobrym studium rozpadu rodziny, pokazuje jak radzi sobie ona z cierpieniem i stratą. Mimo, że kończy się typowym happy endem to jest to książka, która wzbudziła wiele emocji i wzruszeń. Polecam.