Muszę jakoś poprawić sobie humor. Pogoda się popsuła, u mnie okropnie wieje i pada. Pracy jak zwykle sporo, a chyba nawet więcej, bo doszło mi jeszcze bardzo ważne i pochłaniające dużo czasu wolnego 4-tygodniowe szkolenie. W związku z tym nie mogę blogowi i innym rozrywkom poświęcać tyle czasu ile bym chciała, ale jestem w marę na bieżąco z
książkami.
Obiecałam sobie, że w marcu niczego nie kupię i na razie się tego trzymam, ale książki i tak jakoś napływają. Sami zobaczcie:
Od góry:
Carin Gerhardsen "Najmroczniejsza ciemność" - od Matrasu, już przeczytana
Barbara Mutch "Kolor jej serca" - od pani Anny Małysiak z Bussiness & Culture, już przeczytana, moja opinia jutro
Dan T. Selberg "Mona" - wygrana w konkursie
Iain Pears "Którędy droga?" - wynik wymiany na portalu Lubimy Czytać
Timur Vermes "On wrócił" - od Libroteki, właśnie czytam
Mariusz Zielke "Easylog" - z biblioteki, skusiły mnie recenzje
Hanna Cygler "W cudzym domu" - przyniesione prze moją mamę z biblioteki
Tim Weaver "Zanurzyć się w mrok" i "Ścigając umarłych" - z biblioteki
Mark Lawrence "Król cierni" - z biblioteki, kontynuacja "Księcia cierni"
Eowyn Lawrence "Dziecko śniegu" - z biblioteki
Widzicie coś ciekawego dla siebie? O czym chcielibyście przeczytać najpierw?
sobota, 15 marca 2014
niedziela, 9 marca 2014
"Sezon burz" Andrzej Sapkowski
Wiele już napisano o najnowszym Wiedźminie. Jako zaprzysiężona fanka czuję obowiązek napisania choć kilku słów przemyśleń i wrażeń, które przyszły mi do głowy w trakcie i po lekturze najnowszej książki Andrzeja Sapkowskiego. "Sezon burz" nie jest kontynuacją cyklu wiedźmińskiego, ale można go nazwać prequelem ponieważ jego akcja została osadzona bezpośrednio przed wydarzeniami z pierwszego opowiadania o Geralcie pt. "Wiedźmin". Z najnowszą książką AS-a mam pewnie problem, bowiem lektura "Sezonu burz" była jak spotkanie z bardzo dawno niewidzianym przyjacielem. Z jednej strony cieszycie się ze spotkania i wspominacie stare dzieje, a z drugiej dzieli was kawał życia, odmiennych doświadczeń i wspomnień. Mnie ponowne spotkanie z Geraltem i spółką ucieszyło, ale nie czuję już chemii takiej jak przed laty.
Sapkowski zaczyna z przytupem. Geralt walczy z morderczym potworem, wdaje się w sprzeczkę ze strażniczkami w mieście Kerack, zostaje aresztowany, a w międzyczasie ktoś kradnie jego miecze (!) O tak, nasz znajomy wiedźmin daje się okraść...Jakby kłopotów było mu mało zostaje wplątany w intrygi czarodziejów i następców tronu króla Kerack. Ale, ale! To jeszcze nie wszystko, bo Geralt nawiązuje romans z Lyttą Neyed, czarodziejką, zwaną Koral, która to była kobietą, z którą tylko kompletny idiota mógłby chcieć związać się na dłużej niż dwie doby.* Czyli u wiedźmina z Rivii wszystko po staremu.
Pióro Andrzeja Sapkowskiego nie straciło na ostrości przez te kilka lat. Nadal pisze świetnie, z lekkością i specyficznym humorem, tak lubianym przez jego fanów. Niemniej jednak fabuła "Sezonu burz" wydała mi się chaotyczna, jakby złożona z kilku połączonych ze sobą opowiadań, ze średnio ciekawym głównym wątkiem. Sprawa ukradzionych mieczy - no cóż nie spodziewałam się tego, że Geralt, tak łatwo da się okraść.Choć książkę czyta się bardzo dobrze, to ja niestety klimatu wiedźmińskiego już nie poczułam.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań Czytam fantastykę, Polacy nie gęsi II, Z półki. "Sezon burz" znalazł się również w stosie książek, które zaplanowałam przeczytać tym roku. Tu
Sapkowski zaczyna z przytupem. Geralt walczy z morderczym potworem, wdaje się w sprzeczkę ze strażniczkami w mieście Kerack, zostaje aresztowany, a w międzyczasie ktoś kradnie jego miecze (!) O tak, nasz znajomy wiedźmin daje się okraść...Jakby kłopotów było mu mało zostaje wplątany w intrygi czarodziejów i następców tronu króla Kerack. Ale, ale! To jeszcze nie wszystko, bo Geralt nawiązuje romans z Lyttą Neyed, czarodziejką, zwaną Koral, która to była kobietą, z którą tylko kompletny idiota mógłby chcieć związać się na dłużej niż dwie doby.* Czyli u wiedźmina z Rivii wszystko po staremu.
Pióro Andrzeja Sapkowskiego nie straciło na ostrości przez te kilka lat. Nadal pisze świetnie, z lekkością i specyficznym humorem, tak lubianym przez jego fanów. Niemniej jednak fabuła "Sezonu burz" wydała mi się chaotyczna, jakby złożona z kilku połączonych ze sobą opowiadań, ze średnio ciekawym głównym wątkiem. Sprawa ukradzionych mieczy - no cóż nie spodziewałam się tego, że Geralt, tak łatwo da się okraść.Choć książkę czyta się bardzo dobrze, to ja niestety klimatu wiedźmińskiego już nie poczułam.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań Czytam fantastykę, Polacy nie gęsi II, Z półki. "Sezon burz" znalazł się również w stosie książek, które zaplanowałam przeczytać tym roku. Tu
sobota, 1 marca 2014
"Obietnica gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley
Matt i Elle Beaulieu to amerykańska złota para. On - ceniony neurochirurg z własną praktyką. Ona - była kosmonautka współpracująca z NASA, astrofizyk. Ich beztroskie życie przerywa tragiczny wypadek. Elle spada z drabiny, uderza głową o kamień i zapada w stan śmierci mózgowej. Zrozpaczony Matt jest gotowy odłączyć żonę od aparatury podtrzymującej życie, gdyż wie, że Elle obawiała się powolnego umierania. Gdy okazuje się, że kobieta jest w ciąży Matt zmienia zdanie, bowiem największym pragnieniem jego ukochanej było posiadanie dziecka. Z decyzją Matta nie zgadza się jego matka Linney i szwagier Christopher, którzy twierdzą, że Elle nie chciałaby cierpieć tak jak jej matka, która powoli umierała na raka. Sprawa ląduje w sądzie, a Matt rozpoczyna walkę o życie swego nienarodzonego dziecka.
"Obietnica gwiezdnego pyłu" to książka, która poruszy nie jednego twardziela. Rozpacz Matta po stracie ukochanej jest wręcz namacalna. Jedynym co trzyma go przy życiu to świadomość istnienia dziecka, czy raczej płodu, bo Elle jest dopiero w 8 tygodniu ciąży. Decyzja o utrzymaniu żony przy życiu jest najtrudniejszą jaką musiał w życiu podjąć. Jako lekarz wie, że nie ma dla niej ratunku. Wychowująca się po sąsiedzku para obserwowała powolną i pełną bólu śmierć matki Elle. Matt wiedział, że Elle nie chciała być sztucznie podtrzymywana przy życiu. Jednak mężczyzna był też świadkiem poronień i straty dziecka jakiego wspólnie doświadczyli i wiedział, że Elle poświęciłaby wszystko, by urodzić zdrowe dziecko. Po drugiej stronie barykady stoi matka Matta, która traktowała Elle jak własną córkę. Decyduje się walczyć o godną śmierć synowej. Historię tę poznajemy z perspektywy Matta i szybko zaczynamy mu kibicować (a przynajmniej ja). Razem z nim cierpimy i zastanawiamy się co dalej. A temat to niełatwy i kontrowersyjny, bo z jednej strony występują obrońcy życia nienarodzonego, a z drugiej prawa do godnej śmierci. I obydwa obozy mają argumenty, które warto rozważyć.
Debiutancka książka Sibley to historia pięknej miłości i przyjaźni, najpierw młodych zakochanych w sobie bohaterów, później dojrzalszych, świadomych swych uczuć małżonków. Nie jest to historia usłana różami, ale pełna dobrych i złych emocji, zdrad, cierpienia, ale też wielu chwil radości. Życie bohaterów to nie idylla, wręcz przeciwnie, ale na kartach tej powieści czuć ogromne uczucie jakim się darzyli. Nad "Obietnicą gwiezdnego pyłu" wylałam nie jedną łzę. To piękna i smutna książka, a przy tym dobrze napisana. To tak zwany page-turner, książka na jeden wieczór, wciągająca i poruszająca. Polecam wszystkim lubiącym książki obyczajowe!
7.5/10
"Obietnica gwiezdnego pyłu" to książka, która poruszy nie jednego twardziela. Rozpacz Matta po stracie ukochanej jest wręcz namacalna. Jedynym co trzyma go przy życiu to świadomość istnienia dziecka, czy raczej płodu, bo Elle jest dopiero w 8 tygodniu ciąży. Decyzja o utrzymaniu żony przy życiu jest najtrudniejszą jaką musiał w życiu podjąć. Jako lekarz wie, że nie ma dla niej ratunku. Wychowująca się po sąsiedzku para obserwowała powolną i pełną bólu śmierć matki Elle. Matt wiedział, że Elle nie chciała być sztucznie podtrzymywana przy życiu. Jednak mężczyzna był też świadkiem poronień i straty dziecka jakiego wspólnie doświadczyli i wiedział, że Elle poświęciłaby wszystko, by urodzić zdrowe dziecko. Po drugiej stronie barykady stoi matka Matta, która traktowała Elle jak własną córkę. Decyduje się walczyć o godną śmierć synowej. Historię tę poznajemy z perspektywy Matta i szybko zaczynamy mu kibicować (a przynajmniej ja). Razem z nim cierpimy i zastanawiamy się co dalej. A temat to niełatwy i kontrowersyjny, bo z jednej strony występują obrońcy życia nienarodzonego, a z drugiej prawa do godnej śmierci. I obydwa obozy mają argumenty, które warto rozważyć.
Debiutancka książka Sibley to historia pięknej miłości i przyjaźni, najpierw młodych zakochanych w sobie bohaterów, później dojrzalszych, świadomych swych uczuć małżonków. Nie jest to historia usłana różami, ale pełna dobrych i złych emocji, zdrad, cierpienia, ale też wielu chwil radości. Życie bohaterów to nie idylla, wręcz przeciwnie, ale na kartach tej powieści czuć ogromne uczucie jakim się darzyli. Nad "Obietnicą gwiezdnego pyłu" wylałam nie jedną łzę. To piękna i smutna książka, a przy tym dobrze napisana. To tak zwany page-turner, książka na jeden wieczór, wciągająca i poruszająca. Polecam wszystkim lubiącym książki obyczajowe!
7.5/10
piątek, 28 lutego 2014
Przegląd książkowy
"Bezbarwny Tsukuru i lata jego pielgrzymstwa" Haruki Murakami
Tsukuru Tazaki ma trzydzieści sześć lat, jest kawalerem. Pochodzi z Nagoi, ale mieszka w Tokio, gdzie pracuje w firmie budującej dworce. Szesnaście lat temu miał czworo bliskich przyjaciół, którzy na drugim roku studiów nagle i nie wiadomo dlaczego zerwali z nim stosunki. Tsukuru bardzo ciężko to przeżył. Teraz, po latach, postanawia dowiedzieć się, co właściwie się wtedy stało. Odwiedza po kolei dawnych przyjaciół i próbuje odkryć tajemnice przeszłości. Dlatego wraca do rodzinnej Nagoi i wyrusza w podróż do Finlandii.
Z najnowszą książką Harukiego Murakami mam ogromny problem. Czytało się ją dobrze, historia Tsukuru, mężczyzny, który czuł się bezbarwny i jego czwórki przyjaciół była ciekawa, a powody nagłego zerwania kontaktów z Tazakim zaintrygowała mnie od początku. Z drugiej strony ta książka, spośród wszystkich czytanych do tej pory powieści japońskiego pisarza, podobała mi się najmniej. Trudno mi nawet określić czemu. Historia Tsukuru wydaje mi się niedokończona, a w końcówce brakowało mi jakiegoś wyjaśnienia i zamknięcia wątków. A może Murakami po prostu mi się przejadł?
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik
6.5/10
"Bez śladu" Tana French
W życiu liczy się tylko kilka chwil. W życiu dziewiętnastoletniego Franka Mackeya takim przełomowym momentem okazuje się niedoszłe spotkanie z ukochaną dziewczyną, Rosie Daly. Wspólnie planowali uciec z Dublina i szukać lepszej przyszłości w Anglii. Ale Rosie nie pojawiła się w umówionym miejscu u wylotu uliczki Faithful Place – zostawiła jedynie list, z którego wynikało, że postanowiła uciec sama. Potem wszelki słuch o niej zaginął. Wydarzenie to położyło się cieniem na życiu nastolatka. Frank odszedł z domu terroryzowanego przez despotyczną matkę i ojca alkoholika oraz zerwał wszelkie kontakty z rodziną – poza najmłodszą siostrą. Dwie dekady później Frank, teraz rozwiedziony ojciec dziewięcioletniej Holly, pracuje jako detektyw w wydziale operacji tajnych policji. W przeznaczonym do rozbiórki domu na Faithful Place robotnicy znajdują walizkę należącą do Rosie. Frank nabiera podejrzeń, że być może dziewczyna wcale nie opuściła Irlandii.
Moje pierwsze spotkanie z pisarstwem irlandzkiej autorki wypadło bardzo dobrze. Ciekawie było udać się do mrocznego i fascynującego Dublina. Tana French stworzyła bardzo wiarygodnego głównego bohatera. Frank Mackey to z jednej strony twardy policjant, z drugiej wrażliwy ojciec i mężczyzna rozpaczający po stracie ukochanej. Zdeterminowany, by dojść prawdy nie waha się użyć wszelakich brudnych sztuczek. Drugim "bohaterem", nie mniej ciekawym, jest okolica w jakiej dorastał główny bohater, miejsce nieciekawe, jednak nie slumsy. To ich portret prawił, że "Bez śladu" nie jest tylko kryminałem jednym z wielu. Rozwiązanie zagadki może zawieść, bo nie jest zbyt zaskakujące, ale mi podobała się atmosfera tej książki, dlatego nie będzie to moje ostatnie spotkanie z panią French.
7.5/10
"Rany kamieni" Simon Beckett
Ktoś ucieka… przez pola gdzieś we Francji. W zagajniku parkuje luksusowe audi. W strumieniu usiłuje zmyć krew z fotela, z pasa i rąk… Zaciera wszelkie ślady. Zabiera plecak i odchodzi. I zabiera coś jeszcze…W nieznośnym upale wśród obezwładniającej ciszy i w paraliżującym słońcu idzie przed siebie. Tylko dokąd? Tego nie wie. Nie ma pieniędzy, żadnych planów, za to ma siniaki na twarzy. Dowiadujemy się, że jest Anglikiem. Widzimy, że jest inteligentny i wrażliwy. Domyślamy się, że jest młody. Wiemy, że musi się ukrywać…W desperacji wchodzi do ogrodzonego drutem kolczastym lasu i dociera do wyglądającej na opuszczoną farmy. Prosi o wodę młodą tajemniczą kobietę z dzieckiem na ręku…Nie spodziewa się, jak szybko i w jakich dramatycznych okolicznościach będzie mu dane tu wrócić.
Simona Becketta znałam wcześniej z serii książek z antropologiem sądowym Davidem Hunterem w roli głównej. Jego makabryczne książki czytało się szybko i dobrze, a fabuła była ciekawa i trzymająca w napięciu. Tego samego nie można niestety powiedzieć o "Ranach kamieni", do bólu przewidywalnych i nudnych. Niestety ta książka to największy zawód tego miesiąca.
5.5/10
"Zaginione" Mo Hayder
Detektyw Jack Caffery prowadzi dochodzenie w sprawie kradzieży samochodu. Chociaż na pierwszy rzut oka sprawa wygląda rutynowo, jednak szybko okazuje się, że nie będzie to wcale standardowe śledztwo. Nie dość, że samochód został porwany sprzed nosa właścicielki, to co gorsza, na jego tylnym siedzeniu była pasażerka – jedenastoletnia dziewczynka, której nie odnaleziono. Niebawem przestępca zaczyna komunikować się z policją za pomocą listów, z których wynika, że nie jest to jednorazowy incydent. Bandyta grozi, że zaatakuje ponownie. Rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem. Caffery musi odnaleźć porywacza, zanim ten dopadnie kolejne niewinne ofiary...
"Zaginione" to piąta książka Mo Hayder, której bohaterem jest detektyw Jack Caffery i moje pierwsze z nim spotkanie. Co rozczarowujące mogę sobie odpuścić czytanie 4 części, czyli "Skóry". Powieści Hayder zdecydowanie należy czytać w odpowiedniej kolejności. "Zaginione" nie rozczarowały mnie, ale też nie spowodowały szybszego bicia serca. Jest to ciekawy, trzymający w napięciu thriller, ze zgrabnie skonstruowaną intrygą, ale nie zaskakuje i nie powala na kolana. Powieść brytyjskiej autorki jest niezłą książką w swojej kategorii, ale raczej nie zarwiecie dla niej nocy.
7/10
Tsukuru Tazaki ma trzydzieści sześć lat, jest kawalerem. Pochodzi z Nagoi, ale mieszka w Tokio, gdzie pracuje w firmie budującej dworce. Szesnaście lat temu miał czworo bliskich przyjaciół, którzy na drugim roku studiów nagle i nie wiadomo dlaczego zerwali z nim stosunki. Tsukuru bardzo ciężko to przeżył. Teraz, po latach, postanawia dowiedzieć się, co właściwie się wtedy stało. Odwiedza po kolei dawnych przyjaciół i próbuje odkryć tajemnice przeszłości. Dlatego wraca do rodzinnej Nagoi i wyrusza w podróż do Finlandii.
Z najnowszą książką Harukiego Murakami mam ogromny problem. Czytało się ją dobrze, historia Tsukuru, mężczyzny, który czuł się bezbarwny i jego czwórki przyjaciół była ciekawa, a powody nagłego zerwania kontaktów z Tazakim zaintrygowała mnie od początku. Z drugiej strony ta książka, spośród wszystkich czytanych do tej pory powieści japońskiego pisarza, podobała mi się najmniej. Trudno mi nawet określić czemu. Historia Tsukuru wydaje mi się niedokończona, a w końcówce brakowało mi jakiegoś wyjaśnienia i zamknięcia wątków. A może Murakami po prostu mi się przejadł?
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik
6.5/10
"Bez śladu" Tana French
W życiu liczy się tylko kilka chwil. W życiu dziewiętnastoletniego Franka Mackeya takim przełomowym momentem okazuje się niedoszłe spotkanie z ukochaną dziewczyną, Rosie Daly. Wspólnie planowali uciec z Dublina i szukać lepszej przyszłości w Anglii. Ale Rosie nie pojawiła się w umówionym miejscu u wylotu uliczki Faithful Place – zostawiła jedynie list, z którego wynikało, że postanowiła uciec sama. Potem wszelki słuch o niej zaginął. Wydarzenie to położyło się cieniem na życiu nastolatka. Frank odszedł z domu terroryzowanego przez despotyczną matkę i ojca alkoholika oraz zerwał wszelkie kontakty z rodziną – poza najmłodszą siostrą. Dwie dekady później Frank, teraz rozwiedziony ojciec dziewięcioletniej Holly, pracuje jako detektyw w wydziale operacji tajnych policji. W przeznaczonym do rozbiórki domu na Faithful Place robotnicy znajdują walizkę należącą do Rosie. Frank nabiera podejrzeń, że być może dziewczyna wcale nie opuściła Irlandii.
Moje pierwsze spotkanie z pisarstwem irlandzkiej autorki wypadło bardzo dobrze. Ciekawie było udać się do mrocznego i fascynującego Dublina. Tana French stworzyła bardzo wiarygodnego głównego bohatera. Frank Mackey to z jednej strony twardy policjant, z drugiej wrażliwy ojciec i mężczyzna rozpaczający po stracie ukochanej. Zdeterminowany, by dojść prawdy nie waha się użyć wszelakich brudnych sztuczek. Drugim "bohaterem", nie mniej ciekawym, jest okolica w jakiej dorastał główny bohater, miejsce nieciekawe, jednak nie slumsy. To ich portret prawił, że "Bez śladu" nie jest tylko kryminałem jednym z wielu. Rozwiązanie zagadki może zawieść, bo nie jest zbyt zaskakujące, ale mi podobała się atmosfera tej książki, dlatego nie będzie to moje ostatnie spotkanie z panią French.
7.5/10
"Rany kamieni" Simon Beckett
Ktoś ucieka… przez pola gdzieś we Francji. W zagajniku parkuje luksusowe audi. W strumieniu usiłuje zmyć krew z fotela, z pasa i rąk… Zaciera wszelkie ślady. Zabiera plecak i odchodzi. I zabiera coś jeszcze…W nieznośnym upale wśród obezwładniającej ciszy i w paraliżującym słońcu idzie przed siebie. Tylko dokąd? Tego nie wie. Nie ma pieniędzy, żadnych planów, za to ma siniaki na twarzy. Dowiadujemy się, że jest Anglikiem. Widzimy, że jest inteligentny i wrażliwy. Domyślamy się, że jest młody. Wiemy, że musi się ukrywać…W desperacji wchodzi do ogrodzonego drutem kolczastym lasu i dociera do wyglądającej na opuszczoną farmy. Prosi o wodę młodą tajemniczą kobietę z dzieckiem na ręku…Nie spodziewa się, jak szybko i w jakich dramatycznych okolicznościach będzie mu dane tu wrócić.
Simona Becketta znałam wcześniej z serii książek z antropologiem sądowym Davidem Hunterem w roli głównej. Jego makabryczne książki czytało się szybko i dobrze, a fabuła była ciekawa i trzymająca w napięciu. Tego samego nie można niestety powiedzieć o "Ranach kamieni", do bólu przewidywalnych i nudnych. Niestety ta książka to największy zawód tego miesiąca.
5.5/10
"Zaginione" Mo Hayder
Detektyw Jack Caffery prowadzi dochodzenie w sprawie kradzieży samochodu. Chociaż na pierwszy rzut oka sprawa wygląda rutynowo, jednak szybko okazuje się, że nie będzie to wcale standardowe śledztwo. Nie dość, że samochód został porwany sprzed nosa właścicielki, to co gorsza, na jego tylnym siedzeniu była pasażerka – jedenastoletnia dziewczynka, której nie odnaleziono. Niebawem przestępca zaczyna komunikować się z policją za pomocą listów, z których wynika, że nie jest to jednorazowy incydent. Bandyta grozi, że zaatakuje ponownie. Rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem. Caffery musi odnaleźć porywacza, zanim ten dopadnie kolejne niewinne ofiary...
"Zaginione" to piąta książka Mo Hayder, której bohaterem jest detektyw Jack Caffery i moje pierwsze z nim spotkanie. Co rozczarowujące mogę sobie odpuścić czytanie 4 części, czyli "Skóry". Powieści Hayder zdecydowanie należy czytać w odpowiedniej kolejności. "Zaginione" nie rozczarowały mnie, ale też nie spowodowały szybszego bicia serca. Jest to ciekawy, trzymający w napięciu thriller, ze zgrabnie skonstruowaną intrygą, ale nie zaskakuje i nie powala na kolana. Powieść brytyjskiej autorki jest niezłą książką w swojej kategorii, ale raczej nie zarwiecie dla niej nocy.
7/10
wtorek, 25 lutego 2014
"Rycerz Siedmiu Królestw" George R.R Martin
Kiedy 6 lat temu zaczynałam czytać "Grę o tron" nie miałam pojęcia w co się pakuję. Nie wiedziałam, że będą mnie czekać godziny czytania z wypiekami na twarzy, obgryzania paznokci, wiele łez, śmiechu i momentów totalnego zaskoczenia. Nie wiedziałam, że "zarażę" tą sagą tatę i przyjaciółki, że czekają mnie wielogodzinne dyskusje na temat ulubionych bohaterów i wydarzeń dalekiego królestwa Westeros... Po lekturze ostatniego wydanego u nas tomu ("Taniec ze smokami") poczułam smutek, tęsknotę i potrzebę by jeszcze raz zanurzyć się w ten skomplikowany świat intryg. O "Pieśni Lodu i Ognia" mogłabym pisać i rozmawiać godzinami. Książki Martina są jak narkotyk, a ja już zaczynałam się czuć jak na odwyku. Na szczęście z pomocą przyszło mi wydawnictwo Zysk i S-ka, które zdecydowało się wydać "Rycerza Siedmiu Królestw" - trzy opowiadania osadzone w świecie Westeros.
Na "Rycerza Siedmiu Królestw" składają się trzy opowiadania - "Wędrowny Rycerz", "Zaprzysiężony miecz" i "Tajemniczy Rycerz". Ich akcja toczy się około 100 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Grze o tron". Dwa pierwsze opowiadania były wcześniej wydane w "Legendach" i "Legendach II" pod redakcją Roberta Silverberga. Ich bohaterem jest Dunk, który po śmierci ser Arlana z Pennytree, wędrownego rycerza, którego był giermkiem, wyrusza na turniej do Ashford, by jako ser Duncan Wysoki zdobyć nieśmiertelną sławę i pieniądze. Po drodze spotyka młodego chłopaka, Jajo, który zostaje jego wiernym giermkiem. Ale, jak to u Martina bywa, nic nie idzie po jego myśli. W "Zaprzysiężonym mieczu" Dunk wraz z Jajem pakują się w kłopoty w czasie służby u ser Eustace’a Osgreya ze Standfast. W "Tajemniczym Rycerzu" nasi bohaterowie przybywają na ślub lorda Ambrose'a Butterwella z Białych Murów, gdzie Dunk ma zamiar uczestniczyć w turnieju, a bierze udział w czymś znacznie ważniejszym.
Dunk, to sierota z Zapchlonego Tyłka, od szóstego roku życia giermek ser Arlana. Postać, którą bardzo łatwo polubić. Impulsywny, ale diablo honorowy, bardziej niż niejeden szlachetnie urodzony. Jak sam czasem o sobie mówi - Dunk Przygłup, tępy jak buzdygan. Towarzyszy mu Jajo, młody chłopak, inteligentny i przebiegły. Jego prawdziwą tożsamość poznajemy na początku pierwszego opowiadania i nie jest ona zaskoczeniem dla czytelników Pieśni Lodu i Ognia. Z postaci drugoplanowych wyróżniają się z pewnością książe Baelor i Pani Zimnej Fosy.
Dla niektórych czytelników "Gry o tron" ten zbiór opowiadań może się okazać rozczarowaniem. Nie ma tu skomplikowanych intryg, złożonych postaci i głębi, tak typowych dla sagi. "Rycerz Siedmiu Królestw" to historia dużo prostsza, ale nie brakuje w niej szybkiej akcji i humoru specyficznego dla Martina. Dla mnie ten zbiór opowiadań nie był rozczarowaniem. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że dzięki niemu mogłam wrócić do Westeros i na kilka godzin zapomnieć o wszystkim. Nie jest to dzieło wybitne, ale książka dobra zarówno dla wiernych fanów, jak i dla tych, którzy swą przygodę z Pieśnią Lodu i Ognia pragną dopiero rozpocząć.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam fantastykę i wyzwania Booktrotter.
7/10
Za książkę "Rycerz Siedmiu Królestw" dziękuję księgarni Libroteka.
Na "Rycerza Siedmiu Królestw" składają się trzy opowiadania - "Wędrowny Rycerz", "Zaprzysiężony miecz" i "Tajemniczy Rycerz". Ich akcja toczy się około 100 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Grze o tron". Dwa pierwsze opowiadania były wcześniej wydane w "Legendach" i "Legendach II" pod redakcją Roberta Silverberga. Ich bohaterem jest Dunk, który po śmierci ser Arlana z Pennytree, wędrownego rycerza, którego był giermkiem, wyrusza na turniej do Ashford, by jako ser Duncan Wysoki zdobyć nieśmiertelną sławę i pieniądze. Po drodze spotyka młodego chłopaka, Jajo, który zostaje jego wiernym giermkiem. Ale, jak to u Martina bywa, nic nie idzie po jego myśli. W "Zaprzysiężonym mieczu" Dunk wraz z Jajem pakują się w kłopoty w czasie służby u ser Eustace’a Osgreya ze Standfast. W "Tajemniczym Rycerzu" nasi bohaterowie przybywają na ślub lorda Ambrose'a Butterwella z Białych Murów, gdzie Dunk ma zamiar uczestniczyć w turnieju, a bierze udział w czymś znacznie ważniejszym.
Dunk, to sierota z Zapchlonego Tyłka, od szóstego roku życia giermek ser Arlana. Postać, którą bardzo łatwo polubić. Impulsywny, ale diablo honorowy, bardziej niż niejeden szlachetnie urodzony. Jak sam czasem o sobie mówi - Dunk Przygłup, tępy jak buzdygan. Towarzyszy mu Jajo, młody chłopak, inteligentny i przebiegły. Jego prawdziwą tożsamość poznajemy na początku pierwszego opowiadania i nie jest ona zaskoczeniem dla czytelników Pieśni Lodu i Ognia. Z postaci drugoplanowych wyróżniają się z pewnością książe Baelor i Pani Zimnej Fosy.
Dla niektórych czytelników "Gry o tron" ten zbiór opowiadań może się okazać rozczarowaniem. Nie ma tu skomplikowanych intryg, złożonych postaci i głębi, tak typowych dla sagi. "Rycerz Siedmiu Królestw" to historia dużo prostsza, ale nie brakuje w niej szybkiej akcji i humoru specyficznego dla Martina. Dla mnie ten zbiór opowiadań nie był rozczarowaniem. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że dzięki niemu mogłam wrócić do Westeros i na kilka godzin zapomnieć o wszystkim. Nie jest to dzieło wybitne, ale książka dobra zarówno dla wiernych fanów, jak i dla tych, którzy swą przygodę z Pieśnią Lodu i Ognia pragną dopiero rozpocząć.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam fantastykę i wyzwania Booktrotter.
7/10
Za książkę "Rycerz Siedmiu Królestw" dziękuję księgarni Libroteka.
piątek, 21 lutego 2014
Stosik, czyli czy to już uzależnienie?
Wpadłam w szał kupowania książek. Moje oczy wszędzie widzą promocje. Jak tak dalej pójdzie to mnie wyrzucą z domu z razem z wszystkimi książkami :) Macie może jakieś sposoby na ograniczenie zakupów? Ustalacie sobie limity? A może prosicie rodzinę o pomoc?
Książek pilnuje sowa, bo mama zwykła mi podkradać książki :) Dziś bez książek z biblioteki (ograniczam skutecznie!), za to 2 recenzyjne. Od góry:
George R.R Martin "Rycerz Siedmiu Królestw" - od Libroteki, już przeczytana
Scott Spencer "Miłość bez końca" - od Muzy
Alexi Zentner "Dotyk" - dołączył do "Dostatku"
Peter May "Czarny dom" - najpierw zachwalała Padma z Miasta Książek, a później również inni blogerzy
Julia Alvarez "Czas motyli" - dołączył do "Suchej sierpniowej trawy"
Michel Bussi "Samolot bez niej" - francuski bestseller
Mark Helprin "Zimowa opowieść" - kupiona z wielu powodów, pięknie wydana
Diane Ducret, Emmanuel Hecht "Ostatnie dni dyktatorów" - dołączy do dwóch poprzednich książek Ducret
Książek pilnuje sowa, bo mama zwykła mi podkradać książki :) Dziś bez książek z biblioteki (ograniczam skutecznie!), za to 2 recenzyjne. Od góry:
George R.R Martin "Rycerz Siedmiu Królestw" - od Libroteki, już przeczytana
Scott Spencer "Miłość bez końca" - od Muzy
Alexi Zentner "Dotyk" - dołączył do "Dostatku"
Peter May "Czarny dom" - najpierw zachwalała Padma z Miasta Książek, a później również inni blogerzy
Julia Alvarez "Czas motyli" - dołączył do "Suchej sierpniowej trawy"
Michel Bussi "Samolot bez niej" - francuski bestseller
Mark Helprin "Zimowa opowieść" - kupiona z wielu powodów, pięknie wydana
Diane Ducret, Emmanuel Hecht "Ostatnie dni dyktatorów" - dołączy do dwóch poprzednich książek Ducret
wtorek, 18 lutego 2014
Wyniki konkursu ze Szmaragdową tablicą
Dziś wyniki konkursu z książką Carli Montero "Szmaragdowa tablica". Pierwszy raz ogarniałam
losowanie komputerowe, ale chyba następnym razem wrócę do karteczek :)
No właśnie następnym razem...Co powiedzielibyście na comiesięczne
konkursy? Od pewnego czasu mam taki pomysł, by dzielić się książkami z innymi molami. Nie tylko z dobroci serca, ale też z potrzeby
miejsca na kolejne łupy :P Jacyś chętni? :)
W końcu czas na wyniki. Książkę wygrywa nr. 1, czyli:
Subskrybuj:
Posty (Atom)









