czwartek, 22 listopada 2012

"Nie licząc psa" Connie Willis

O Connie Willis pierwszy raz przeczytałam na blogu młodej pisarki. Ta właśnie recenzja przekonała mnie, że jak najszybciej muszę zapoznać się z jakąkolwiek książką pani Willis. Padło na "Nie licząc psa".

Rok 2057 roku, Oxford. Dzięki naukowcom możliwe są podróże w czasie. Dzięki nim historycy mogą badać przeszłość. Bogata Amerykanka, Lady Schrapnell postanawia odbudować Katedrę w Coventry zniszczoną podczas nalotów niemieckich w 1940 roku. W celu dokładnej rekonstrukcji wysyła historyków w przeszłość. Główny bohater książki Ned Henry zostaje wysłany do 1940 roku by odzyskać zaginioną "strusią nogę biskupa"(nie zdradzę co to jest). Ned cierpi jednak na dyschronię, spowodowaną zbyt wieloma przeskokami. Objawia się ona dezorientacją, sennością, zaburzeniami wzroku i trudnościami w rozróżnianiu dźwięków. Zanim wróci do formy potrzebuje dwóch tygodni urlopu (od skoków i nieznośnej Lady Schrapnell).
Historyczka, Verity Kindle ratuje przed utonięciem i przenosi kota z czasów wiktoriańskich do 2057 roku i tym samym narusza reguły kontinuum czasoprzestrzennego. Ned jest jedyną osobą, która może przenieść się do 1888 roku by zapobiec nieodwracalnej zmianie biegu historii. I tak Ned trafia w sam środek epoki wiktoriańskiej, gdzie poznaje młodego studenta Terence'a i jego buldoga Cyryla, profesora Peddicka, rozkapryszoną pannicę Tossie, jej kotkę Księżniczkę Ardżumand i jeszcze kilka nie mniej interesujących postaci.

Opisałam zaledwie drobny fragment fabuły, która z każdą stroną co raz bardziej się gmatwa. Pojawiają się nowe postacie (nie licząc psa), a bohaterowie, co rusz "skaczą" w inne czasy. To bogactwo jest początkowo bardzo męczące. Trudno zorientować się w sytuacji, a rozmowy bohaterów dotyczące podróży w czasie, kontinuum i poślizgów niewiele wyjaśniają. Jednak im dalej tym historia co raz bardziej wciąga i bawi. Próby przywrócenia prawidłowego biegu historii przez Verity i Neda generują wiele pomyłek i zabawnych sytuacji. "Nie licząc psa" to pierwszorzędna komedia pomyłek. Connie Willis nawiązuje do wielu dzieł literackich i pisarzy. Już sam tytułu nawiązuje do powieści Jeroma "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)", autorka wzorowała się również na takich klasykach kryminału jak Agatha Christie, Arthur Conan Doyle i Willkie Collins (jeśli ktoś nie czytał "Kamienia księżycowego" to natknie się na ogromny spoiler!).

"Nie licząc psa" trafiło na mój mały kryzys czytelniczy dlatego choć to bardzo dobra książka czytałam ją stosunkowo długo. Zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki, nawet tych, którzy nie przepadają za fantastyką i sf.



10 komentarzy:

  1. hmm...w sumie to niby nie jest mój typ powieści, ale może po nią sięgnę. Ot tak z czystej ciekawości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam zaskoczona - nie do końca powieść sf :)

      Usuń
  2. Nie, zdecydowanie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu coś dla mnie. Mam nadzieje, że będę miał okazję po nią sięgnąć. Zapowiada się super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że trafiłam tym razem w gust ;)

      Usuń
  4. "Strusia noga biskupa" - tym rozpaliłaś moją ciekawość do czerwoności :)
    Z podobną fabułą spotykałam się tylko w filmach (np. "I uderzył grom"), ale w książkach jeszcze nie. Myślę, że "Nie licząc psa" mogloby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha strusia noga nurtowała mnie przez większą część książki :)

      Usuń