Isabelle Rossignol i Vianne Mauriac to dwie siostry o zupełnie różnych charakterach. Młodsza Isabelle jest żywiołowa, odważna i lekkomyślna, starsza Vianne - rozważna i strachliwa. Gdy mąż Vianne wyrusza na front, a do Francji wkraczają niemieckie wojska, kobieta musi stawić czoło okupantowi i zadbać o przetrwanie swoje i ich córeczki Sarah. Młodziutka Isabelle ucieka ze szkoły z internatem i wkrótce przyłącza się do ruchu oporu, gdzie zaczyna prowadzić podwójną, śmiertelnie niebezpieczną grę.
Isabelle i Vianne to dwie młode kobiety, które w czasie wojny obrały dwie różne drogi. Po śmierci matki i opuszczeniu przez ojca Vianne szybko wyszła za mąż, zapominając o młodszej Isabelle. Piękna, spontaniczna i dumna młoda kobieta, wbrew woli wszystkich, podejmuje walkę z wrogiem, narażając życie swoje i bliskich. Kristin Hannah przedstawiła obie bohaterki bardzo wiarygodnie. Ich portrety całkowicie mnie kupiły - pokazała zarówno wady, jak i zalety obu kobiet, ich dylematy i desperackie próby ocalenia życia i tego co kochają.
Fabuła "Słowika" toczy się głównie w latach 1939-45, tylko nieliczne jej rozdziały przenoszą nas do 1995 roku, do Ameryki, gdzie po wojnie zamieszkała jedna z sióstr. Autorka pokazała wiele oblicz wojny: francuski ruch oporu, uległość rządu Vichy, obozy koncentracyjne i życie pod okupacją. Nic czego czytelnik nie znałby wcześniej. Dlaczego więc książka Hannah zyskała taką popularność? Nie jest ani odkrywcza, ani nowatorska, ale być może, kluczem do zrozumienia fenomenu "Słowika" są jej bohaterki - zwykłe kobiety, które w strasznych czasach okazały odwagę. Nie jest to historia, którą będę pamiętała przez lata, ale kilka miesięcy na pewno. To dobrze napisana powieść obyczajowa, która wciąga i wzrusza.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 27 stycznia 2017
środa, 1 czerwca 2016
"Czasem warto zabić" Peter Swanson
W czasie nocnego lotu z Londynu do Bostonu zamożny biznesmen Ted spotyka piękną i tajemniczą Lily. Sącząc kolejnego drinka Ted wyznaje kobiecie, że przyłapał żonę na zdradzie i w żartach napomyka, że chciałby ją zabić. Lily ochoczo podchwytuje pomysł mężczyzny i ofiaruje swoją pomoc. Po powrocie do Bostonu para planuje, jak najlepiej pozbyć się Mirandy, żony Teda i jej kochanka. Jednak piękna nieznajoma nie zdradza Tedowi wszystkich swoich sekretów.
Powieść Petera Swansona zaczyna się jak typowa historia o zemście zdradzanego męża. Jednak w połowie książki autor funduje nam fabularny twist, który dla doświadczonego czytelnika może trochę przewidywalny. Punkt widzenia zmienia się, pojawiają się nowi narratorzy, ale dalej główne skrzypce gra socjopatyczna Lily. Z kolejnymi stronami dowiadujemy się co raz więcej o przeszłości kobiety i motywach jej postępowania.
"Czasem warto zabić" to sprawnie napisany thriller psychologiczny. Nie wzbudza jednak żadnych większych emocji. Zwroty fabularne niby są, ale nie tak szokujące jakby chciał autor i jego czytelnik. Tak naprawdę poznajemy dobrze tylko jedną bohaterkę, czyli Lily. Reszta to raczej papierowe, sztampowe postaci, z którymi czytelnik nie czuje się związany.
Książka Swansona przerywa dobrą passę, wydawnictwa Marginesy, które ostatnio wydało takie kryminalne perełki, jak "W dół" czy "Ofiara bez twarzy". Z przykrością stwierdzam, że jest to książka dość przeciętna, a za kilka miesięcy będę miała problem, by przypomnieć sobie zakończenie. No chyba, że zmieni się to za sprawą filmu, który ma nakręcić Agnieszka Holland.
Powieść Petera Swansona zaczyna się jak typowa historia o zemście zdradzanego męża. Jednak w połowie książki autor funduje nam fabularny twist, który dla doświadczonego czytelnika może trochę przewidywalny. Punkt widzenia zmienia się, pojawiają się nowi narratorzy, ale dalej główne skrzypce gra socjopatyczna Lily. Z kolejnymi stronami dowiadujemy się co raz więcej o przeszłości kobiety i motywach jej postępowania.
"Czasem warto zabić" to sprawnie napisany thriller psychologiczny. Nie wzbudza jednak żadnych większych emocji. Zwroty fabularne niby są, ale nie tak szokujące jakby chciał autor i jego czytelnik. Tak naprawdę poznajemy dobrze tylko jedną bohaterkę, czyli Lily. Reszta to raczej papierowe, sztampowe postaci, z którymi czytelnik nie czuje się związany.
Książka Swansona przerywa dobrą passę, wydawnictwa Marginesy, które ostatnio wydało takie kryminalne perełki, jak "W dół" czy "Ofiara bez twarzy". Z przykrością stwierdzam, że jest to książka dość przeciętna, a za kilka miesięcy będę miała problem, by przypomnieć sobie zakończenie. No chyba, że zmieni się to za sprawą filmu, który ma nakręcić Agnieszka Holland.
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
"W dół" Tim Johnston
Wyobrażam sobie, że jednym z najgorszych koszmarów każdego rodzica jest zaginięcie dziecka. To właśnie spotkało rodzinę Courtladów. Ona - piękna i wysportowana, utalentowana 18-letnia biegaczka, on - nieśmiały grubasek, jej młodszy 15-letni brat Sean. Gdy Caitlin namówiła rodziców na wakacyjny wyjazd w Góry Skaliste nic nie wskazywało na to, że skończy się to tragedią. A jednak. Caitlin i Sean wybrali się na wycieczkę, ona żeby pobiegać, on na rowerze, by jej potowarzyszyć. Niestety do domu wróciło tylko jedno z nich. Gdy z telefonu Seana dzwoni szeryf, świat Grant i Angeli Courtlandów staje w miejscu. Co stało się z Caitlin? Dlaczego zostawiła rannego brata? Czy jeszcze kiedyś wróci? Te pytania zadają sobie jej rodzina i policja.
Tim Johnston stworzył powieść która nie jest zwyczajnym thrillerem, bo nie skupia się na rozwiązaniu zagadki kryminalnej, a raczej jest zapisem tego, co dzieje się z rodziną po utracie dziecka. A nie dzieje się dobrze, można nawet powiedzieć, że jest to rodzina w rozpadzie. Angela przeżywa załamanie nerwowe, Grant gorączkowo szuka córki w górach, a Sean trochę zostawiony sam sobie, nie radzi sobie z poczuciem winy i samochodem ukradzionym ojcu przemierza kolejne stany. Idealnym dopełnieniem książki są fragmenty, w których główną bohaterką jest Caitlin. Razem daje to powieść, która gra na emocjach i niesamowicie wciąga.
"W dół" czyta się rewelacyjnie, choć nie jest to lekka proza, czasami wręcz poetycka. Autor stopniuje napięcie, pod koniec czyta się ją po prostu z gulą w gardle i dłońmi mocno zaciśniętymi w pięść. Choć motyw porwanej dziewczyny i jej poszukiwań można uznać za wyeksploatowany Johnston potrafił wycisnąć z niego coś więcej, coś co sprawia, że od powieści momentami nie można się oderwać. Początek i koniec "W dół" jest emocjonalnym rollercoasterem, jej środek, trochę spokojniejszy, ukazuje ból rodziny dotkniętej tragedią. Warto przeczytać. Z całego serca polecam!
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy.
Tim Johnston stworzył powieść która nie jest zwyczajnym thrillerem, bo nie skupia się na rozwiązaniu zagadki kryminalnej, a raczej jest zapisem tego, co dzieje się z rodziną po utracie dziecka. A nie dzieje się dobrze, można nawet powiedzieć, że jest to rodzina w rozpadzie. Angela przeżywa załamanie nerwowe, Grant gorączkowo szuka córki w górach, a Sean trochę zostawiony sam sobie, nie radzi sobie z poczuciem winy i samochodem ukradzionym ojcu przemierza kolejne stany. Idealnym dopełnieniem książki są fragmenty, w których główną bohaterką jest Caitlin. Razem daje to powieść, która gra na emocjach i niesamowicie wciąga.
"W dół" czyta się rewelacyjnie, choć nie jest to lekka proza, czasami wręcz poetycka. Autor stopniuje napięcie, pod koniec czyta się ją po prostu z gulą w gardle i dłońmi mocno zaciśniętymi w pięść. Choć motyw porwanej dziewczyny i jej poszukiwań można uznać za wyeksploatowany Johnston potrafił wycisnąć z niego coś więcej, coś co sprawia, że od powieści momentami nie można się oderwać. Początek i koniec "W dół" jest emocjonalnym rollercoasterem, jej środek, trochę spokojniejszy, ukazuje ból rodziny dotkniętej tragedią. Warto przeczytać. Z całego serca polecam!
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy.
piątek, 11 września 2015
"Frida" Barbara Mujica
Frida - Meksykanka, malarka, komunista, kaleka, żona słynnego Diega Riviery. Wielka Frida Kahlo - legenda za życia. Barbara Mujica na tapetę wzięła biografię znanej i popularnej malarki i stworzyła wciągającą opowieść (nie biografię!) o niezwykłej kobiecie.
Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón urodziła się 6 lipca 1907 roku w Coyoacan, niewielkim miasteczku w pobliżu miasta Meksyk. Jej ojcem był Guillermo Kahlo, a właściwie Carl Wilhelm Kahlo, niemiecki Żyd, a matką głęboko wierząca Matilde Calderón y Gonzalez. Frida miała 5 sióstr, w tym dwie przyrodnie. I to właśnie młodsza siostra Cristina opowiada o życiu swojej siostry.
Frida już jako dziecko była dumna i niepokorna. Gwałtownie reagowała na zaczepki szkolnych koleżanek, najpierw wyzywających ją od Żydówek, później kulawych. Nieszczęścia jakie ją spotkały, a było ich niemało, nie złamały jej ducha, a wręcz przeciwnie, ukształtowały jako człowieka i artystkę. Narratorką powieści jest Cristi, młodsza zaledwie o rok, siostra Fridy. Żyjąca w cieniu siostry kobieta opowiada o niełatwym życiu z ekscentryczną i skupiającą na sobie uwagę Fridą. Ale to nie tylko historia słynnej malarki, bo książka Barbary Mujici to też opowieść o trudnych relacjach dwóch sióstr i spory kawał XX-wiecznej historii Meksyku.
"Frida" to dobra powieść nie tylko dla czytelników, którzy interesują się sztuką, ale każdego kto lubi dobre obyczajówki. Choć książka Mujici nie jest biografią, a bardziej wytworem wyobraźni autorki, to zainteresowani życiem Fridy Kahlo znajdą tu wiele ciekawych informacji. Nie sposób nie pochwalić też naprawdę przyzwoitego wydania książki. Polecam!
Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón urodziła się 6 lipca 1907 roku w Coyoacan, niewielkim miasteczku w pobliżu miasta Meksyk. Jej ojcem był Guillermo Kahlo, a właściwie Carl Wilhelm Kahlo, niemiecki Żyd, a matką głęboko wierząca Matilde Calderón y Gonzalez. Frida miała 5 sióstr, w tym dwie przyrodnie. I to właśnie młodsza siostra Cristina opowiada o życiu swojej siostry.
Frida już jako dziecko była dumna i niepokorna. Gwałtownie reagowała na zaczepki szkolnych koleżanek, najpierw wyzywających ją od Żydówek, później kulawych. Nieszczęścia jakie ją spotkały, a było ich niemało, nie złamały jej ducha, a wręcz przeciwnie, ukształtowały jako człowieka i artystkę. Narratorką powieści jest Cristi, młodsza zaledwie o rok, siostra Fridy. Żyjąca w cieniu siostry kobieta opowiada o niełatwym życiu z ekscentryczną i skupiającą na sobie uwagę Fridą. Ale to nie tylko historia słynnej malarki, bo książka Barbary Mujici to też opowieść o trudnych relacjach dwóch sióstr i spory kawał XX-wiecznej historii Meksyku.
"Frida" to dobra powieść nie tylko dla czytelników, którzy interesują się sztuką, ale każdego kto lubi dobre obyczajówki. Choć książka Mujici nie jest biografią, a bardziej wytworem wyobraźni autorki, to zainteresowani życiem Fridy Kahlo znajdą tu wiele ciekawych informacji. Nie sposób nie pochwalić też naprawdę przyzwoitego wydania książki. Polecam!
sobota, 11 kwietnia 2015
"Umiłowana" Toni Morrison
124 był nawiedzony. Pełen dziecięcego jadu. Wiedziały o tym kobiety mieszkające w tym domu i wiedziały dzieci. Przez wiele lat każdy radził sobie z tym, jak mógł, ale w 1873 roku Sethe i jej córka Denver pozostały jedynymi ofiarami domu. W ten sposób rozpoczyna się najsłynniejsza powieść afroamerykańskiej pisarki Toni Morrison, która w 1988 roku została uhonorowana prestiżową nagrodą Pulitzera. Autorka tworząc "Umiłowaną" inspirowała się historią Margaret
Garner, która w 1855 roku, wraz z czwórką swoich dzieci, uciekła z
Kentucky do domu swojej teściowej w Cincinnati. Gdy odnaleźli ją łapacze niewolników zrozpaczona kobieta postanowiła zabić siebie i dzieci, by te nie zaznały życia w niewoli. Zanim ją powstrzymano poderżnęła gardło swej córeczce. Dzięki abolicjonistom kobieta uniknęła kary śmierci. Margaret Garner była pierwowzorem postaci Sethe.
Fabuła "Umiłowanej" rozpoczyna się w 1873 roku w Cincinnati, w stanie Ohio, gdzie w domu pod numerem 124 mieszka była niewolnica Sethe i jej nastoletnia córka Denver, prześladowane przez ducha zamordowanego dziecka. Osiemnaście lat wcześniej Sethe zamordowała dziewczynkę, by ochronić ją od życia w niewoli. Od tego czasu kobiety nawiedza niezadowolony duch dziecka. W dniu, gdy rozpoczyna się książka pod dom przybywa Paul D, były niewolnik, który dwadzieścia lat wcześniej pracował z Sethe, jej mężem i teściową na plantacji Domowa Przystań, w stanie Kentucky. Przybycie mężczyzny wskrzesza wspomnienia sprzed wielu lat, a w życiu Sethe i jej córki pojawia się tajemnicza kobieta, zwana Umiłowaną. Od tego momentu historia rozwija się w dwóch płaszczyznach czasowych - obecnie w Cincinnati i Kentucky dwadzieścia lat wcześniej.
Toni Morrison często porównuje się z moim ukochanych autorem, znakomitym kolumbijskim pisarzem Gabrielem Garcią Marquezem. Jedno na pewno ich łączy - oboje piszą znakomicie. Na początku "Umiłowanej" czułam się zagubiona, bo autorka wrzuca czytelnika od razu w wir niezrozumiałych wydarzeń. Jednak im dalej tym lepiej i cudowny styl autorki skradł moje serce. Historia Sethe wymaga od czytelnika niemałego skupienia. Warto poświęcić "Umiłowanej" trochę czasu, szczególnie jeśli, tak jak ja interesujecie się amerykańskim Południem i burzliwą historią niewolnictwa. Powieść Toni Morrison to literatura wielowątkowa i złożona. Choć jej fabuła opowiada o konkretnych czasach i rzeczywistych miejscach, to jej przesłanie jest uniwersalne. Autorka podkreśla wagę pojednania i pogodzenia się z przeszłością. Tylko w ten sposób można bezpiecznie patrzeć w przyszłość.
Takie powieści, zmuszające do myślenia i poruszające, chcę czytać. "Umiłowaną" na pewno wkrótce przeczytam ponownie, bo czuję, że wiele umknęło mi przy pierwszej lekturze.
Fabuła "Umiłowanej" rozpoczyna się w 1873 roku w Cincinnati, w stanie Ohio, gdzie w domu pod numerem 124 mieszka była niewolnica Sethe i jej nastoletnia córka Denver, prześladowane przez ducha zamordowanego dziecka. Osiemnaście lat wcześniej Sethe zamordowała dziewczynkę, by ochronić ją od życia w niewoli. Od tego czasu kobiety nawiedza niezadowolony duch dziecka. W dniu, gdy rozpoczyna się książka pod dom przybywa Paul D, były niewolnik, który dwadzieścia lat wcześniej pracował z Sethe, jej mężem i teściową na plantacji Domowa Przystań, w stanie Kentucky. Przybycie mężczyzny wskrzesza wspomnienia sprzed wielu lat, a w życiu Sethe i jej córki pojawia się tajemnicza kobieta, zwana Umiłowaną. Od tego momentu historia rozwija się w dwóch płaszczyznach czasowych - obecnie w Cincinnati i Kentucky dwadzieścia lat wcześniej.
Toni Morrison często porównuje się z moim ukochanych autorem, znakomitym kolumbijskim pisarzem Gabrielem Garcią Marquezem. Jedno na pewno ich łączy - oboje piszą znakomicie. Na początku "Umiłowanej" czułam się zagubiona, bo autorka wrzuca czytelnika od razu w wir niezrozumiałych wydarzeń. Jednak im dalej tym lepiej i cudowny styl autorki skradł moje serce. Historia Sethe wymaga od czytelnika niemałego skupienia. Warto poświęcić "Umiłowanej" trochę czasu, szczególnie jeśli, tak jak ja interesujecie się amerykańskim Południem i burzliwą historią niewolnictwa. Powieść Toni Morrison to literatura wielowątkowa i złożona. Choć jej fabuła opowiada o konkretnych czasach i rzeczywistych miejscach, to jej przesłanie jest uniwersalne. Autorka podkreśla wagę pojednania i pogodzenia się z przeszłością. Tylko w ten sposób można bezpiecznie patrzeć w przyszłość.
Takie powieści, zmuszające do myślenia i poruszające, chcę czytać. "Umiłowaną" na pewno wkrótce przeczytam ponownie, bo czuję, że wiele umknęło mi przy pierwszej lekturze.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
"Profesor Stoner" John Williams
Książka Johna Williamsa ma niezwykle ciekawą historię. Zapomniana na ponad 50 lat od pierwszego wydania, triumfalnie powróciła i stała się światowym bestselerem. Jak to możliwe, by ta niepozorna powieść o życiu amerykańskiego profesora literatury nagle podbiła serca tysięcy czytelników i krytyków literackich?
W powieści Williamsa poznajemy historię Williama Stonera, od wczesnej młodości aż do samej śmierci. Główny bohater książki Williamsa urodził się pod koniec XIX wieku w rodzinie biednych rolników z Missouri. Wysłany przez rodziców na uniwersytet na Wydział Rolnictwa odkrywa, że dużo bardziej pasjonuje go literatura. Stoner postanawia porzucić życie na wsi i związać swe życie z nauczaniem. Przez 5 lat pomieszkuje u krewnych matki, w zamian za wikt i opierunek tyra na ich farmie, jednocześnie studiując. Jego kariera jako wykładowcy zbiega się z I wojną światową. W przeciwieństwie do wielu swych kolegów nie decyduje się na zaciągnięcie do wojska. Wkrótce poznaje piękną Edith, córkę zamożnego bankiera, w której zakochuje się i prosi ją o rękę. Jednak to tylko chwilowy uśmiech losu, bowiem małżeństwo i praca nie przynosi Stonerowi spodziewanego szczęścia i satysfakcji, a raczej dojmującą samotność.
"Profesor Stoner" to mistrzowsko napisana powieść o miłości, samotności, bolesnych rozczarowaniach i literaturze. Stonera nie sposób nie polubić i nie współczuć mu. Jego małżeństwo, jakby z góry skazane na niepowodzenie, jest źródłem ciągłej udręki dla obydwojga. Edith Stoner to skomplikowana kobieta, wychowana w duchu surowej mieszczańskiej obyczajowości. Stoner z kolei miota się pomiędzy pożądaniem, a szacunkiem i pragnieniem szczęścia swojej żony. Od niepowodzeń w życiu prywatnym odrywa go na trochę praca, choć jak sam się przed sobą przyznaje przed śmiercią swój zawód traktował przez większość czasu obojętnie. Znaczącą część książki stanowi kariera naukowa bohatera - jego sukcesy i porażki, walka z dawnym kolegą i niespodziewana miłość, którą spotyka na uniwersyteckich korytarzach.
Jak dzisiejszym czytelnikom, przyzwyczajonym do szybkiej akcji i suspensu może podobać się książka o życiu jednego, dość przeciętnego profesora literatury? W czym tkwi magia prozy Williamsa? Każdy z Was, czytających ten tekst, będzie musiał przekonać się na własnej skórze, bo ja pozostaję w niemym zachwycie.
"Profesor Stoner" to pierwsza książka przeczytana w ramach wyzwania 12 książek na 2015 rok, a także bukowego wyzwania, jako: klasyka powieści amerykańskiej.
W powieści Williamsa poznajemy historię Williama Stonera, od wczesnej młodości aż do samej śmierci. Główny bohater książki Williamsa urodził się pod koniec XIX wieku w rodzinie biednych rolników z Missouri. Wysłany przez rodziców na uniwersytet na Wydział Rolnictwa odkrywa, że dużo bardziej pasjonuje go literatura. Stoner postanawia porzucić życie na wsi i związać swe życie z nauczaniem. Przez 5 lat pomieszkuje u krewnych matki, w zamian za wikt i opierunek tyra na ich farmie, jednocześnie studiując. Jego kariera jako wykładowcy zbiega się z I wojną światową. W przeciwieństwie do wielu swych kolegów nie decyduje się na zaciągnięcie do wojska. Wkrótce poznaje piękną Edith, córkę zamożnego bankiera, w której zakochuje się i prosi ją o rękę. Jednak to tylko chwilowy uśmiech losu, bowiem małżeństwo i praca nie przynosi Stonerowi spodziewanego szczęścia i satysfakcji, a raczej dojmującą samotność.
"Profesor Stoner" to mistrzowsko napisana powieść o miłości, samotności, bolesnych rozczarowaniach i literaturze. Stonera nie sposób nie polubić i nie współczuć mu. Jego małżeństwo, jakby z góry skazane na niepowodzenie, jest źródłem ciągłej udręki dla obydwojga. Edith Stoner to skomplikowana kobieta, wychowana w duchu surowej mieszczańskiej obyczajowości. Stoner z kolei miota się pomiędzy pożądaniem, a szacunkiem i pragnieniem szczęścia swojej żony. Od niepowodzeń w życiu prywatnym odrywa go na trochę praca, choć jak sam się przed sobą przyznaje przed śmiercią swój zawód traktował przez większość czasu obojętnie. Znaczącą część książki stanowi kariera naukowa bohatera - jego sukcesy i porażki, walka z dawnym kolegą i niespodziewana miłość, którą spotyka na uniwersyteckich korytarzach.
Jak dzisiejszym czytelnikom, przyzwyczajonym do szybkiej akcji i suspensu może podobać się książka o życiu jednego, dość przeciętnego profesora literatury? W czym tkwi magia prozy Williamsa? Każdy z Was, czytających ten tekst, będzie musiał przekonać się na własnej skórze, bo ja pozostaję w niemym zachwycie.
"Profesor Stoner" to pierwsza książka przeczytana w ramach wyzwania 12 książek na 2015 rok, a także bukowego wyzwania, jako: klasyka powieści amerykańskiej.
niedziela, 4 maja 2014
"451º Fahrenheita" Ray Bradbury
Po niebie latają odrzutowce z głowicami atomowymi, ludzie spędzają czas
przed telewizyjnymi ścianami, a strażacy zamiast gasić wzniecają pożary.
Najchętniej palą książki, do tego są zostali powołani. 451 stopni
Fahrenheita to temperatura, w której zaczyna palić się papier.
Najsłynniejsza powieść Raya Bradbury'ego, pięćdziesiąt pięć lat od
pierwszego wydania, wciąż szokuje i wzbudza pozytywne emocje. Kiedyś
odbierana jako głos przeciwko totalitaryzmowi, teraz ukazuje drugie dno i
zmusza do namysłu nad losem cywilizacji. Świat wyzbyty "wysokiej
kultury", zdominowany przez opery mydlane, historyjki obrazkowe, tanią
rozrywkę dla mas. Nie ma w nim miejsca na rozmowę, miłość, szczęście.
Zastępują ją dragi, ogłupiająca telewizja, przemoc, samotność w tłumie.
Wizja Bradbury'ego, szokująca przed półwieczem, dzisiaj także budzi
dreszcz realnego przerażenia oto na własne oczy widzimy, jak
futurystyczne i groźne założenia autora stają się rzeczywistością.
Dobrowolne odrzucenie dorobku kultury, schedy po pokoleniach przodków
szokuje, ale przykład strażaka Guya Montaga pokazuje, że nie jest łatwo
zabić człowieczeństwo, a to co dobre, zawsze w człowieku na wierzch
wypłynie.
Zadziwiające jest to, jak książka z 1953 roku może w 2014 być tak boleśnie prawdziwa. Czy Ray Bradbury był wizjonerem? W dobie smartfonów, telewizji, stałego dostępu do Internetu, gdzie jest miejsce na książkę? Na szczęście nie jest jeszcze tak źle jak w książce Bradbury'ego. Wystarczy jednak tylko na chwilę włączyć telewizję i zastanowić się nad tym co widzimy, by zobaczyć, jak jesteśmy ogłupiani i manipulowani.
- Jest pan beznadziejnym romantykiem- rzekł Faber. - To mogłoby być zabawne, gdyby nie było poważne. Nie książek panu potrzeba, tylko niektórych rzeczy, które ongiś były w książkach. Te same rzeczy mogłyby być również w naszych "salonowych rodzinkach" z dnia dzisiejszego. Tę samą obfitość szczegółów i prawdy życiowej można by dawać przez radia i telewizory, ale się tego nie robi. Nie, nie, to nie za książkami pan tęskni! Niech pan szuka w starych płytach gramofonowych, starych filmach i u starych przyjaciół. Szukać tego trzeba w naturze i sobie samym. Książki były kiedyś tylko jednym ze skarbczyków, gdzie gromadziliśmy mnóstwo rzeczy, których baliśmy się zapomnieć. Nie było w nich w ogóle nic magicznego. Magia tkwiła jedynie w tym, co książki mówiły, jak zszywały razem skrawki wszechświata w jedną szatę dla nas.*
W świecie Bradbury'ego, futurystycznej Ameryce, ludzie nie czytają książek. Wszelka literatura jest zabroniona, nikt nie cieszy się i nie docenia przyrody, nie istnieją pogłębione relacje międzyludzkie, ludzie nie myślą samodzielnie. Żyją w świecie szybkich pojazdów i telewizyjnej "rodzinki". Główny bohater, Guy Montag, jest strażakiem, którego zadaniem jest palenie książek. Całe jego życie zmienia spotkanie z nastoletnią dziewczyną Klarysą, która swym niezwykłym zachowaniem, otwiera mu oczy na pustkę dotychczasowego życia. Seria niepokojących wydarzeń wzmaga u Montaga niezadowolenie z życia, który rozwiązania szuka w ukradzionych z pożarów książek.
Wizja świata bez książek, czy raczej bez wartości jakie ze sobą noszą, jest przerażająca. Bradbury na niecałych 200 stronach kreuje świat okrutny i bezmyślny, ale pozostawia też nadzieję, że zawsze znajdzie się kilku takich "romantycznych głupców" jak Montag, Faber, czy Klarysa. Znakomita książka.
* str. 91-92
Zadziwiające jest to, jak książka z 1953 roku może w 2014 być tak boleśnie prawdziwa. Czy Ray Bradbury był wizjonerem? W dobie smartfonów, telewizji, stałego dostępu do Internetu, gdzie jest miejsce na książkę? Na szczęście nie jest jeszcze tak źle jak w książce Bradbury'ego. Wystarczy jednak tylko na chwilę włączyć telewizję i zastanowić się nad tym co widzimy, by zobaczyć, jak jesteśmy ogłupiani i manipulowani.
- Jest pan beznadziejnym romantykiem- rzekł Faber. - To mogłoby być zabawne, gdyby nie było poważne. Nie książek panu potrzeba, tylko niektórych rzeczy, które ongiś były w książkach. Te same rzeczy mogłyby być również w naszych "salonowych rodzinkach" z dnia dzisiejszego. Tę samą obfitość szczegółów i prawdy życiowej można by dawać przez radia i telewizory, ale się tego nie robi. Nie, nie, to nie za książkami pan tęskni! Niech pan szuka w starych płytach gramofonowych, starych filmach i u starych przyjaciół. Szukać tego trzeba w naturze i sobie samym. Książki były kiedyś tylko jednym ze skarbczyków, gdzie gromadziliśmy mnóstwo rzeczy, których baliśmy się zapomnieć. Nie było w nich w ogóle nic magicznego. Magia tkwiła jedynie w tym, co książki mówiły, jak zszywały razem skrawki wszechświata w jedną szatę dla nas.*
W świecie Bradbury'ego, futurystycznej Ameryce, ludzie nie czytają książek. Wszelka literatura jest zabroniona, nikt nie cieszy się i nie docenia przyrody, nie istnieją pogłębione relacje międzyludzkie, ludzie nie myślą samodzielnie. Żyją w świecie szybkich pojazdów i telewizyjnej "rodzinki". Główny bohater, Guy Montag, jest strażakiem, którego zadaniem jest palenie książek. Całe jego życie zmienia spotkanie z nastoletnią dziewczyną Klarysą, która swym niezwykłym zachowaniem, otwiera mu oczy na pustkę dotychczasowego życia. Seria niepokojących wydarzeń wzmaga u Montaga niezadowolenie z życia, który rozwiązania szuka w ukradzionych z pożarów książek.
Wizja świata bez książek, czy raczej bez wartości jakie ze sobą noszą, jest przerażająca. Bradbury na niecałych 200 stronach kreuje świat okrutny i bezmyślny, ale pozostawia też nadzieję, że zawsze znajdzie się kilku takich "romantycznych głupców" jak Montag, Faber, czy Klarysa. Znakomita książka.
* str. 91-92
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
"Żony astronautów" Lily Koppel
Za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta. Te słowa wzięła sobie do serca autorka "Żon astronautów" Lily Koppel i napisała książkę o niezwykłych kobietach - astrożonch. Koppel zdziwiła się, że nikt wcześniej nie podjął tego tematu, choć w domach żon astronautów przebywało wielu znanych dziennikarzy i pisarzy. Dziwię się i ja, bo biografie tych pań są materiałem na niejedną dobrą książkę.
Dzięki książce Koppel poznajemy łącznie 49 astrożon - pierwszą siódemkę - żony pierwszych astronautów z projektu Mercury (1959-63), nową dziewiątkę z ery promu kosmicznego Gemini (1962-66), czternastkę, której mężowie brali udział w misji Gemini oraz księżycowych misjach Apollo (1961-72) oraz dziewiętnastkę, nazywającą siebie "oryginalną". Z przeciętnych kur domowych, żon pilotów wojskowych, mieszkających w obskurnych bazach wojskowych szybko stały się międzynarodowymi gwiazdami, których każdy krok obserwowali dziennikarze. Ich życie zmieniło się o 180 stopni. Dzięki intratnemu kontraktowi z magazynem Life astrożony i ich mężowie wreszcie mogli pozwolić sobie na luksusy, które wcześniej znali tylko z gazet. Mężczyźni spełniali swe marzenia o szybkich samochodach, a kobiety o zadbanych domkach na przedmieściach i pięknych strojach.
Jednak koszta sławy były niebagatelne. "Idealne" rodziny cały czas żyły na świeczniku, każdy ich krok był obserwowany, każde słowo skrzętnie zapisywane. Niepokój na twarzach, w czasie startów ich mężów był uwieczniany przez wszechobecnych reporterów. Dlatego kobiety stworzyły Klub Żon Astronautów. Spotykały się, wymieniały doświadczeniami, wspierały w trudnych chwilach, ale tak jak ich mężowie rywalizowały ze sobą. Życie astrożon nie było usłane różami. Sławę ich mężów można porównać do gwiazd rocka. Pokusy otaczały ich zewsząd, a oddalenie od rodziny robiło swoje. Kobiety często zaciskały zęby, bo od początku wiadomo było, że im bardziej udane małżeństwo, tym większa szansa astronauty na lot. Presja odcisnęła niebagatelne piętno na życiu rodzin astronautów, a większość z małżeństw nie przetrwała próby czasu.
"Żony astronautów" to nie tylko książka o wspaniałych żonach i ich odważnych mężach. To przede wszystkim doskonały obraz amerykańskiego społeczeństwa w latach 60 i 70 XX wieku. W gruncie rzeczy historia żon to opowieść o kobiecej przyjaźni i amerykańskiej tożsamości. Kiedy ich mężów wysyłano w kosmos, one były wysyłane na świecznik, stając się wzorem współczesnej amerykańskiej kobiety. Możliwe, że gdyby nie żony, silne kobiety, które dyskretnie ofiarowały niezbędne wsparcie swoim mężom, człowiek nigdy nie dotarłby na Księżyc.
Serdecznie polecam!
Książkę "Żony astronautów" otrzymałam od księgarni Libroteka
Dzięki książce Koppel poznajemy łącznie 49 astrożon - pierwszą siódemkę - żony pierwszych astronautów z projektu Mercury (1959-63), nową dziewiątkę z ery promu kosmicznego Gemini (1962-66), czternastkę, której mężowie brali udział w misji Gemini oraz księżycowych misjach Apollo (1961-72) oraz dziewiętnastkę, nazywającą siebie "oryginalną". Z przeciętnych kur domowych, żon pilotów wojskowych, mieszkających w obskurnych bazach wojskowych szybko stały się międzynarodowymi gwiazdami, których każdy krok obserwowali dziennikarze. Ich życie zmieniło się o 180 stopni. Dzięki intratnemu kontraktowi z magazynem Life astrożony i ich mężowie wreszcie mogli pozwolić sobie na luksusy, które wcześniej znali tylko z gazet. Mężczyźni spełniali swe marzenia o szybkich samochodach, a kobiety o zadbanych domkach na przedmieściach i pięknych strojach.
Jednak koszta sławy były niebagatelne. "Idealne" rodziny cały czas żyły na świeczniku, każdy ich krok był obserwowany, każde słowo skrzętnie zapisywane. Niepokój na twarzach, w czasie startów ich mężów był uwieczniany przez wszechobecnych reporterów. Dlatego kobiety stworzyły Klub Żon Astronautów. Spotykały się, wymieniały doświadczeniami, wspierały w trudnych chwilach, ale tak jak ich mężowie rywalizowały ze sobą. Życie astrożon nie było usłane różami. Sławę ich mężów można porównać do gwiazd rocka. Pokusy otaczały ich zewsząd, a oddalenie od rodziny robiło swoje. Kobiety często zaciskały zęby, bo od początku wiadomo było, że im bardziej udane małżeństwo, tym większa szansa astronauty na lot. Presja odcisnęła niebagatelne piętno na życiu rodzin astronautów, a większość z małżeństw nie przetrwała próby czasu.
"Żony astronautów" to nie tylko książka o wspaniałych żonach i ich odważnych mężach. To przede wszystkim doskonały obraz amerykańskiego społeczeństwa w latach 60 i 70 XX wieku. W gruncie rzeczy historia żon to opowieść o kobiecej przyjaźni i amerykańskiej tożsamości. Kiedy ich mężów wysyłano w kosmos, one były wysyłane na świecznik, stając się wzorem współczesnej amerykańskiej kobiety. Możliwe, że gdyby nie żony, silne kobiety, które dyskretnie ofiarowały niezbędne wsparcie swoim mężom, człowiek nigdy nie dotarłby na Księżyc.
Serdecznie polecam!
Książkę "Żony astronautów" otrzymałam od księgarni Libroteka
sobota, 1 marca 2014
"Obietnica gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley
Matt i Elle Beaulieu to amerykańska złota para. On - ceniony neurochirurg z własną praktyką. Ona - była kosmonautka współpracująca z NASA, astrofizyk. Ich beztroskie życie przerywa tragiczny wypadek. Elle spada z drabiny, uderza głową o kamień i zapada w stan śmierci mózgowej. Zrozpaczony Matt jest gotowy odłączyć żonę od aparatury podtrzymującej życie, gdyż wie, że Elle obawiała się powolnego umierania. Gdy okazuje się, że kobieta jest w ciąży Matt zmienia zdanie, bowiem największym pragnieniem jego ukochanej było posiadanie dziecka. Z decyzją Matta nie zgadza się jego matka Linney i szwagier Christopher, którzy twierdzą, że Elle nie chciałaby cierpieć tak jak jej matka, która powoli umierała na raka. Sprawa ląduje w sądzie, a Matt rozpoczyna walkę o życie swego nienarodzonego dziecka.
"Obietnica gwiezdnego pyłu" to książka, która poruszy nie jednego twardziela. Rozpacz Matta po stracie ukochanej jest wręcz namacalna. Jedynym co trzyma go przy życiu to świadomość istnienia dziecka, czy raczej płodu, bo Elle jest dopiero w 8 tygodniu ciąży. Decyzja o utrzymaniu żony przy życiu jest najtrudniejszą jaką musiał w życiu podjąć. Jako lekarz wie, że nie ma dla niej ratunku. Wychowująca się po sąsiedzku para obserwowała powolną i pełną bólu śmierć matki Elle. Matt wiedział, że Elle nie chciała być sztucznie podtrzymywana przy życiu. Jednak mężczyzna był też świadkiem poronień i straty dziecka jakiego wspólnie doświadczyli i wiedział, że Elle poświęciłaby wszystko, by urodzić zdrowe dziecko. Po drugiej stronie barykady stoi matka Matta, która traktowała Elle jak własną córkę. Decyduje się walczyć o godną śmierć synowej. Historię tę poznajemy z perspektywy Matta i szybko zaczynamy mu kibicować (a przynajmniej ja). Razem z nim cierpimy i zastanawiamy się co dalej. A temat to niełatwy i kontrowersyjny, bo z jednej strony występują obrońcy życia nienarodzonego, a z drugiej prawa do godnej śmierci. I obydwa obozy mają argumenty, które warto rozważyć.
Debiutancka książka Sibley to historia pięknej miłości i przyjaźni, najpierw młodych zakochanych w sobie bohaterów, później dojrzalszych, świadomych swych uczuć małżonków. Nie jest to historia usłana różami, ale pełna dobrych i złych emocji, zdrad, cierpienia, ale też wielu chwil radości. Życie bohaterów to nie idylla, wręcz przeciwnie, ale na kartach tej powieści czuć ogromne uczucie jakim się darzyli. Nad "Obietnicą gwiezdnego pyłu" wylałam nie jedną łzę. To piękna i smutna książka, a przy tym dobrze napisana. To tak zwany page-turner, książka na jeden wieczór, wciągająca i poruszająca. Polecam wszystkim lubiącym książki obyczajowe!
7.5/10
"Obietnica gwiezdnego pyłu" to książka, która poruszy nie jednego twardziela. Rozpacz Matta po stracie ukochanej jest wręcz namacalna. Jedynym co trzyma go przy życiu to świadomość istnienia dziecka, czy raczej płodu, bo Elle jest dopiero w 8 tygodniu ciąży. Decyzja o utrzymaniu żony przy życiu jest najtrudniejszą jaką musiał w życiu podjąć. Jako lekarz wie, że nie ma dla niej ratunku. Wychowująca się po sąsiedzku para obserwowała powolną i pełną bólu śmierć matki Elle. Matt wiedział, że Elle nie chciała być sztucznie podtrzymywana przy życiu. Jednak mężczyzna był też świadkiem poronień i straty dziecka jakiego wspólnie doświadczyli i wiedział, że Elle poświęciłaby wszystko, by urodzić zdrowe dziecko. Po drugiej stronie barykady stoi matka Matta, która traktowała Elle jak własną córkę. Decyduje się walczyć o godną śmierć synowej. Historię tę poznajemy z perspektywy Matta i szybko zaczynamy mu kibicować (a przynajmniej ja). Razem z nim cierpimy i zastanawiamy się co dalej. A temat to niełatwy i kontrowersyjny, bo z jednej strony występują obrońcy życia nienarodzonego, a z drugiej prawa do godnej śmierci. I obydwa obozy mają argumenty, które warto rozważyć.
Debiutancka książka Sibley to historia pięknej miłości i przyjaźni, najpierw młodych zakochanych w sobie bohaterów, później dojrzalszych, świadomych swych uczuć małżonków. Nie jest to historia usłana różami, ale pełna dobrych i złych emocji, zdrad, cierpienia, ale też wielu chwil radości. Życie bohaterów to nie idylla, wręcz przeciwnie, ale na kartach tej powieści czuć ogromne uczucie jakim się darzyli. Nad "Obietnicą gwiezdnego pyłu" wylałam nie jedną łzę. To piękna i smutna książka, a przy tym dobrze napisana. To tak zwany page-turner, książka na jeden wieczór, wciągająca i poruszająca. Polecam wszystkim lubiącym książki obyczajowe!
7.5/10
wtorek, 25 lutego 2014
"Rycerz Siedmiu Królestw" George R.R Martin
Kiedy 6 lat temu zaczynałam czytać "Grę o tron" nie miałam pojęcia w co się pakuję. Nie wiedziałam, że będą mnie czekać godziny czytania z wypiekami na twarzy, obgryzania paznokci, wiele łez, śmiechu i momentów totalnego zaskoczenia. Nie wiedziałam, że "zarażę" tą sagą tatę i przyjaciółki, że czekają mnie wielogodzinne dyskusje na temat ulubionych bohaterów i wydarzeń dalekiego królestwa Westeros... Po lekturze ostatniego wydanego u nas tomu ("Taniec ze smokami") poczułam smutek, tęsknotę i potrzebę by jeszcze raz zanurzyć się w ten skomplikowany świat intryg. O "Pieśni Lodu i Ognia" mogłabym pisać i rozmawiać godzinami. Książki Martina są jak narkotyk, a ja już zaczynałam się czuć jak na odwyku. Na szczęście z pomocą przyszło mi wydawnictwo Zysk i S-ka, które zdecydowało się wydać "Rycerza Siedmiu Królestw" - trzy opowiadania osadzone w świecie Westeros.
Na "Rycerza Siedmiu Królestw" składają się trzy opowiadania - "Wędrowny Rycerz", "Zaprzysiężony miecz" i "Tajemniczy Rycerz". Ich akcja toczy się około 100 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Grze o tron". Dwa pierwsze opowiadania były wcześniej wydane w "Legendach" i "Legendach II" pod redakcją Roberta Silverberga. Ich bohaterem jest Dunk, który po śmierci ser Arlana z Pennytree, wędrownego rycerza, którego był giermkiem, wyrusza na turniej do Ashford, by jako ser Duncan Wysoki zdobyć nieśmiertelną sławę i pieniądze. Po drodze spotyka młodego chłopaka, Jajo, który zostaje jego wiernym giermkiem. Ale, jak to u Martina bywa, nic nie idzie po jego myśli. W "Zaprzysiężonym mieczu" Dunk wraz z Jajem pakują się w kłopoty w czasie służby u ser Eustace’a Osgreya ze Standfast. W "Tajemniczym Rycerzu" nasi bohaterowie przybywają na ślub lorda Ambrose'a Butterwella z Białych Murów, gdzie Dunk ma zamiar uczestniczyć w turnieju, a bierze udział w czymś znacznie ważniejszym.
Dunk, to sierota z Zapchlonego Tyłka, od szóstego roku życia giermek ser Arlana. Postać, którą bardzo łatwo polubić. Impulsywny, ale diablo honorowy, bardziej niż niejeden szlachetnie urodzony. Jak sam czasem o sobie mówi - Dunk Przygłup, tępy jak buzdygan. Towarzyszy mu Jajo, młody chłopak, inteligentny i przebiegły. Jego prawdziwą tożsamość poznajemy na początku pierwszego opowiadania i nie jest ona zaskoczeniem dla czytelników Pieśni Lodu i Ognia. Z postaci drugoplanowych wyróżniają się z pewnością książe Baelor i Pani Zimnej Fosy.
Dla niektórych czytelników "Gry o tron" ten zbiór opowiadań może się okazać rozczarowaniem. Nie ma tu skomplikowanych intryg, złożonych postaci i głębi, tak typowych dla sagi. "Rycerz Siedmiu Królestw" to historia dużo prostsza, ale nie brakuje w niej szybkiej akcji i humoru specyficznego dla Martina. Dla mnie ten zbiór opowiadań nie był rozczarowaniem. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że dzięki niemu mogłam wrócić do Westeros i na kilka godzin zapomnieć o wszystkim. Nie jest to dzieło wybitne, ale książka dobra zarówno dla wiernych fanów, jak i dla tych, którzy swą przygodę z Pieśnią Lodu i Ognia pragną dopiero rozpocząć.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam fantastykę i wyzwania Booktrotter.
7/10
Za książkę "Rycerz Siedmiu Królestw" dziękuję księgarni Libroteka.
Na "Rycerza Siedmiu Królestw" składają się trzy opowiadania - "Wędrowny Rycerz", "Zaprzysiężony miecz" i "Tajemniczy Rycerz". Ich akcja toczy się około 100 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Grze o tron". Dwa pierwsze opowiadania były wcześniej wydane w "Legendach" i "Legendach II" pod redakcją Roberta Silverberga. Ich bohaterem jest Dunk, który po śmierci ser Arlana z Pennytree, wędrownego rycerza, którego był giermkiem, wyrusza na turniej do Ashford, by jako ser Duncan Wysoki zdobyć nieśmiertelną sławę i pieniądze. Po drodze spotyka młodego chłopaka, Jajo, który zostaje jego wiernym giermkiem. Ale, jak to u Martina bywa, nic nie idzie po jego myśli. W "Zaprzysiężonym mieczu" Dunk wraz z Jajem pakują się w kłopoty w czasie służby u ser Eustace’a Osgreya ze Standfast. W "Tajemniczym Rycerzu" nasi bohaterowie przybywają na ślub lorda Ambrose'a Butterwella z Białych Murów, gdzie Dunk ma zamiar uczestniczyć w turnieju, a bierze udział w czymś znacznie ważniejszym.
Dunk, to sierota z Zapchlonego Tyłka, od szóstego roku życia giermek ser Arlana. Postać, którą bardzo łatwo polubić. Impulsywny, ale diablo honorowy, bardziej niż niejeden szlachetnie urodzony. Jak sam czasem o sobie mówi - Dunk Przygłup, tępy jak buzdygan. Towarzyszy mu Jajo, młody chłopak, inteligentny i przebiegły. Jego prawdziwą tożsamość poznajemy na początku pierwszego opowiadania i nie jest ona zaskoczeniem dla czytelników Pieśni Lodu i Ognia. Z postaci drugoplanowych wyróżniają się z pewnością książe Baelor i Pani Zimnej Fosy.
Dla niektórych czytelników "Gry o tron" ten zbiór opowiadań może się okazać rozczarowaniem. Nie ma tu skomplikowanych intryg, złożonych postaci i głębi, tak typowych dla sagi. "Rycerz Siedmiu Królestw" to historia dużo prostsza, ale nie brakuje w niej szybkiej akcji i humoru specyficznego dla Martina. Dla mnie ten zbiór opowiadań nie był rozczarowaniem. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że dzięki niemu mogłam wrócić do Westeros i na kilka godzin zapomnieć o wszystkim. Nie jest to dzieło wybitne, ale książka dobra zarówno dla wiernych fanów, jak i dla tych, którzy swą przygodę z Pieśnią Lodu i Ognia pragną dopiero rozpocząć.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam fantastykę i wyzwania Booktrotter.
7/10
Za książkę "Rycerz Siedmiu Królestw" dziękuję księgarni Libroteka.
sobota, 21 grudnia 2013
"Gołębiarki" Alice Hoffman
Na takie książki czeka się cały rok, ba czasem nawet dłużej. Warto przedzierać się przez setki kartek, miałkich, nic nie wznoszących do naszego życia historii, by znaleźć coś wyjątkowego, takiego jak "Gołębiarki". Powieść Alice Hoffman czytałam długo, nie chciałam się rozstać z bohaterkami i cudownym językiem autorki. Bez wątpienia "Gołębiarki" znajdą się w czołówce przeczytanych przeze mnie w tym roku książek.
Powieść Hoffman, uznanej amerykańskiej autorki ponad 30 książek, powstała na kanwie wydarzeń z 70 roku n.e, gdy 900 Żydów zamkniętych w górskiej twierdzy Masada odpierało miesiącami ataki Rzymian. Ostatecznie ocalały jedynie dwie kobiety i pięcioro dzieci. Autorka opisuje losy czterech różnych bohaterek, z których każda ma dramatyczną historię i własne sekrety - teraz ich losy przecinają się w tych rozpaczliwych dniach zagłady. Tym, co je łączy jest walka o przetrwanie, a także opieka nad gołębiami pocztowymi, które stanowią jedyny łącznik oblężonej twierdzy ze światem zewnętrznym.
Historię rozpoczyna opowiadać Jael, córka sykaryjskiego skrytobójcy Josefa bar Elchanana, który nigdy nie wybaczył jej śmierci ukochanej żony podczas porodu. Jael urodzona w miesiącu aw, pod znakiem lwa, na pustyni spotyka swoje przeznaczenie i po najeżonej trudnościami podróży trafia do Masady, gdzie los splata ją z Riwką, Azizą i Szirą .
Dalej swą historię opowiada Riwka, wdowa po piekarzu, matka pięknej Zary, babcia dwójki wnuków i teściową młodego rabina Joawa. Riwka, po bestialskim gwałcie i torturach ukochanej córki wraz z wnukami i zięciem przybywa do Masady. Kobieta nie może otrząsnąć się po wydarzeniach, jakich była świadkiem i nie może zapomnieć czynu jakiego się dopuściła.
Aziza, córka Sziry, czarownicy z Moabu, wojowniczka, zastępuje młodszego brata w walce z Rzymianami. Nie waha się kochać, mimo przepowiedni matki.
I w końcu Szira, czarownica z Moabu, uzdrowicielka, czarownica, matka Azizy, Nahary i Adira, kuzynka przywódcy Masady ben Jaira, chyba najbardziej intrygująca z bohaterek "Gołębiarek", wnosi do powieści nutkę tajemniczości i magii.
Powieść Hoffman to niezwykła historia odważnych i niepokornych kobiet, gotowych na każde poświęcenie dla swoich bliskich. Każda z nich jest inna, wyjątkowa, każda historia jest wciągająca. "Gołębiarki" to książka pełna magii, napisana pięknym plastycznym językiem, mądra i wciągająca. Na długo zostanie w mojej pamięci i na pewno jeszcze do niej wrócę. Jeśli nie kupiliście jeszcze prezentu gwiazdkowego dla mamy/przyjaciółki/babci to biegnijcie szybko do księgarni. Myślę też, że niejeden mężczyzna poczułby się usatysfakcjonowany tą lekturą. Polecam gorąco!
8.5/10
Powieść Hoffman, uznanej amerykańskiej autorki ponad 30 książek, powstała na kanwie wydarzeń z 70 roku n.e, gdy 900 Żydów zamkniętych w górskiej twierdzy Masada odpierało miesiącami ataki Rzymian. Ostatecznie ocalały jedynie dwie kobiety i pięcioro dzieci. Autorka opisuje losy czterech różnych bohaterek, z których każda ma dramatyczną historię i własne sekrety - teraz ich losy przecinają się w tych rozpaczliwych dniach zagłady. Tym, co je łączy jest walka o przetrwanie, a także opieka nad gołębiami pocztowymi, które stanowią jedyny łącznik oblężonej twierdzy ze światem zewnętrznym.
Historię rozpoczyna opowiadać Jael, córka sykaryjskiego skrytobójcy Josefa bar Elchanana, który nigdy nie wybaczył jej śmierci ukochanej żony podczas porodu. Jael urodzona w miesiącu aw, pod znakiem lwa, na pustyni spotyka swoje przeznaczenie i po najeżonej trudnościami podróży trafia do Masady, gdzie los splata ją z Riwką, Azizą i Szirą .
Dalej swą historię opowiada Riwka, wdowa po piekarzu, matka pięknej Zary, babcia dwójki wnuków i teściową młodego rabina Joawa. Riwka, po bestialskim gwałcie i torturach ukochanej córki wraz z wnukami i zięciem przybywa do Masady. Kobieta nie może otrząsnąć się po wydarzeniach, jakich była świadkiem i nie może zapomnieć czynu jakiego się dopuściła.
Aziza, córka Sziry, czarownicy z Moabu, wojowniczka, zastępuje młodszego brata w walce z Rzymianami. Nie waha się kochać, mimo przepowiedni matki.
I w końcu Szira, czarownica z Moabu, uzdrowicielka, czarownica, matka Azizy, Nahary i Adira, kuzynka przywódcy Masady ben Jaira, chyba najbardziej intrygująca z bohaterek "Gołębiarek", wnosi do powieści nutkę tajemniczości i magii.
Powieść Hoffman to niezwykła historia odważnych i niepokornych kobiet, gotowych na każde poświęcenie dla swoich bliskich. Każda z nich jest inna, wyjątkowa, każda historia jest wciągająca. "Gołębiarki" to książka pełna magii, napisana pięknym plastycznym językiem, mądra i wciągająca. Na długo zostanie w mojej pamięci i na pewno jeszcze do niej wrócę. Jeśli nie kupiliście jeszcze prezentu gwiazdkowego dla mamy/przyjaciółki/babci to biegnijcie szybko do księgarni. Myślę też, że niejeden mężczyzna poczułby się usatysfakcjonowany tą lekturą. Polecam gorąco!
8.5/10
środa, 13 listopada 2013
"I góry odpowiedziały echem" Khaled Hosseini
Khaled Hosseini to afgański pisarz piszący po angielsku, syn dyplomaty i nauczycielki, urodzony w 1965 roku, od 1980 roku osiadły w Stanach Zjednoczonych. Hosseini ukończył studia medyczne i przez dziesięć lat pracował jako internista. W 2003 roku ukazała się jego debiutancka książka "Chłopiec z latawcem", która szybko wspięła się na listy bestsellerów. Jego pierwsza książka, a także kolejna - "Tysiąc wspaniałych słońc" przyniosły autorowi międzynarodową sławę i zostały opublikowane w 34 krajach. Na swoją najnowszą książkę "I góry odpowiedziały echem" autor kazał czekać aż 6 lat.
Powieść rozpoczyna się w 1952 roku w wiosce Szadbagach. Sabor, ubogi farmer, decyduje się sprzedać trzyletnią córkę Pari bogatej, bezdzietnej parze z Kabulu. Ta decyzja załamuje jej starszy brat, dziesięcioletni Abdullah, który od śmierci matki wychowywał dziewczynkę. Historia rozdzielonego rodzeństwa jest motywem spajającym całą książkę. Składającą się ona z kilku opowieści, z perspektywy ośmiu różnych bohaterów - Sabora, jego dzieci - Abdullaha i Pari, Parwany, macochy rodzeństwa, jej starszego brata Nabiego, kierowcy bogatej rodziny Wahdatich, pochodzącego z Afganistanu amerykańskiego lekarza Idrisa, greckiego chirurga plastycznego Markosa oraz Pari- córki Abdullaha. Historie te toczą się w różnych miejscach na świecie (Afganistan, USA, Francja, Grecja) i różnych okresach historii, ale wszystkie łączy Afganistan i para rozdzielonego rodzeństwa.
Kto przeczyta opis na okładce może być całkiem zdziwiony najnowszą książką Hosseiniego. Opis koncentruje się na rodzeństwie - Abdullahu i Pari, ale ich wątek jest jedynie jednym z wielu poruszonych przez autora. Książka zaczyna się bardzo dobrze - Sabor opowiada swoim dzieciom przypowieść o mężczyźnie, który musiał oddać swoje ukochane dziecko, by ocalić inne. Ta historia jest znacząca i daje przedsmak, tego co spotka Abdullaha i Pari. Im dalej jednak autor oddala się od historii rodzeństwa, tym przekaz książki traci na sile i nie jesteśmy w stanie wczuć się w ich ból po rozstaniu. Każda z opowieści jest dobrze napisana i ciekawa, ale niektóre są rozwleczone, a nawet niepotrzebne.
Hosseiniemu ponownie udało się stworzyć piękną książkę o miłości, rozstaniu, relacjach siostrzano-braterskich, na tle burzliwej historii Afganistanu. "I góry odpowiedziały echem" nie jest jednak książką na miarę "Chłopca z latawcem". Mimo kilku melodramatycznych zwrotów akcji nie udało mu się jednak poruszyć we mnie jakiejś wrażliwej struny. Książka afgańsko-amerykańskiego autora to powieść bardzo dobra, ale zabrakło mi magicznej atmosfery z jego pierwszej książki. Na szczęście, jeszcze przede mną, ponoć znakomite, "Tysiąc wspaniałych słońc".
Książkę "I góry odpowiedziały echem" otrzymałam do recenzji od Księgarni internetowej Libroteka. Dziękuję!
7.5/10
Powieść rozpoczyna się w 1952 roku w wiosce Szadbagach. Sabor, ubogi farmer, decyduje się sprzedać trzyletnią córkę Pari bogatej, bezdzietnej parze z Kabulu. Ta decyzja załamuje jej starszy brat, dziesięcioletni Abdullah, który od śmierci matki wychowywał dziewczynkę. Historia rozdzielonego rodzeństwa jest motywem spajającym całą książkę. Składającą się ona z kilku opowieści, z perspektywy ośmiu różnych bohaterów - Sabora, jego dzieci - Abdullaha i Pari, Parwany, macochy rodzeństwa, jej starszego brata Nabiego, kierowcy bogatej rodziny Wahdatich, pochodzącego z Afganistanu amerykańskiego lekarza Idrisa, greckiego chirurga plastycznego Markosa oraz Pari- córki Abdullaha. Historie te toczą się w różnych miejscach na świecie (Afganistan, USA, Francja, Grecja) i różnych okresach historii, ale wszystkie łączy Afganistan i para rozdzielonego rodzeństwa.Kto przeczyta opis na okładce może być całkiem zdziwiony najnowszą książką Hosseiniego. Opis koncentruje się na rodzeństwie - Abdullahu i Pari, ale ich wątek jest jedynie jednym z wielu poruszonych przez autora. Książka zaczyna się bardzo dobrze - Sabor opowiada swoim dzieciom przypowieść o mężczyźnie, który musiał oddać swoje ukochane dziecko, by ocalić inne. Ta historia jest znacząca i daje przedsmak, tego co spotka Abdullaha i Pari. Im dalej jednak autor oddala się od historii rodzeństwa, tym przekaz książki traci na sile i nie jesteśmy w stanie wczuć się w ich ból po rozstaniu. Każda z opowieści jest dobrze napisana i ciekawa, ale niektóre są rozwleczone, a nawet niepotrzebne.
Hosseiniemu ponownie udało się stworzyć piękną książkę o miłości, rozstaniu, relacjach siostrzano-braterskich, na tle burzliwej historii Afganistanu. "I góry odpowiedziały echem" nie jest jednak książką na miarę "Chłopca z latawcem". Mimo kilku melodramatycznych zwrotów akcji nie udało mu się jednak poruszyć we mnie jakiejś wrażliwej struny. Książka afgańsko-amerykańskiego autora to powieść bardzo dobra, ale zabrakło mi magicznej atmosfery z jego pierwszej książki. Na szczęście, jeszcze przede mną, ponoć znakomite, "Tysiąc wspaniałych słońc".
Książkę "I góry odpowiedziały echem" otrzymałam do recenzji od Księgarni internetowej Libroteka. Dziękuję!
7.5/10
środa, 30 października 2013
"Inferno" Dan Brown
Światowej sławy
specjalista od symboli, Robert Langdon budzi się na szpitalnym łóżku w
zupełnie obcym miejscu. Nie pamięta, jak i dlaczego znalazł się w
szpitalu. Nie potrafi też wyjaśnić, w jaki sposób wszedł w posiadanie
tajemniczego przedmiotu, który znajduje we własnej marynarce. Czasu na
rozmyślania nie ma niestety zbyt wiele. Ledwie na dobre odzyskuje
przytomność, ktoś próbuje go zabić. W towarzystwie młodej lekarki Sienny
Brooks Langdon opuszcza w pośpiechu szpital. Ścigany przez nieznanych
wrogów przemierza uliczki Florencji, próbując odkryć powody
niespodziewanego pościgu. Podąża śladem tajemniczych wskazówek ukrytych w
słynnym poemacie Dantego… Czy jego wiedza o tajemnych sekretach, które
skrywa historyczna fasada miasta wystarczy, by umknąć nieznanym
oprawcom? Czy zdoła rozszyfrować zagadkę i uratować świat przed
śmiertelnym zagrożeniem?Losy świata znowu spoczywają w rękach niepozornego profesora Harvardu, historyka sztuki i specjalisty od symboli, Roberta Langdona. Człowiek ten, bohater wcześniejszych książek Browna - "Kodu Leonarda da Vinci", "Aniołów i demonów" i "Zaginionego symbolu", ma niewątpliwy talent do pakowania się w kłopoty i mieszania się w sprawy "możnych" naszego świata. Jest przy tym tak nieporadny, że trudno uwierzyć w to, jak unika śmierci. "Kod..." oraz "Anioły i demony" wniosły pewien powiew nowości do świata powieści sensacyjnych. "Inferno" niestety powtarza wiele schematów z poprzednich książek i popełnia jedne z najcięższych grzechów literackich, czyli przewidywalność i nudę.
Głównym bohaterem książki jest Langdon, ale ważną rolę odgrywają też dwie kobiety - uciekająca razem z nim lekarka i tajemnicza siwowłosa kobieta. Bohaterowie biegają po ulicach trzech europejskich miastach, w poszukiwaniu wskazówek pozostawionych przez pewnego szalonego naukowca zafascynowanego "Boską komedią" Dante Alighieriego. Należy dodać, że akcja, tej prawie sześciuset stronicowej książki, toczy się w przeciągu 24 godzin. Langdon i jego genialna partnerka Sienna, mają nie tylko ogromną wiedzę, ale również masę szczęścia - jakim cudem udaje im się uciec przed doświadczonymi agentami i policją - nie wiem do dziś. Absurdów w tej książce jeszcze kilka by się znalazło, ale pewnie ktoś jeszcze kiedyś napisze o tym książkę.
Długo jeszcze mogłabym marudzić. A to, że akcji dużo, ale tak naprawdę nudno (momentami zasypiałam rano w autobusie, co mi się nie zdarza!), a schemat goni schemat. Ale narzekać więcej nie będę. Pewnie mnie sprzed dziesięciu lat, ta książka by się podobała, ale dziś, po przeczytaniu tych kilkuset książek, widzę, że to literatura niskich lotów.
5.5/10
czwartek, 24 października 2013
"Zatoka o północy" Diane Chamberlain
Diane Chamberlain to znana amerykańska autorka ponad dwudziestu książek, często porównywana z Jodi Picoult. Jej powieści to mieszanina romansu, kryminału i powieści obyczajowych. Tu na blogu opisywałam jedną z jej książek - "Tajemnicę Noelle".
Wszystkie dzieci popełniają błędy. Większość tych błędów zostaje łatwo zapomniana, ale niektóre są zbyt poważne, sieją zbyt wielkie spustoszenie, by mogły kiedykolwiek całkiem zniknąć z pamięci. Błąd, który popełniłam jako dwunastolatka, wciąż mnie prześladował, choć miałam już pięćdziesiąt trzy lata. [str. 7] Tymi słowami zaczyna się "Zatoka o północy". Julie Bauer nie może uporać się z błędem z przeszłości, w konsekwencji którego zginęła jej siedemnastoletnia siostra Izzy. Dzięki retrospektywom przenosimy się do roku 1962, do domku letniskowego w Bay Head Shore, gdzie letnie wakacje spędzają siostry - Isabel, Julie, Lucy, ich rodzice i dziadkowie. Beztroskie chwile przerywa morderstwo najstarszej z dziewczynek.
Lawinę wspomnień i ciąg wydarzeń, który doprowadzi do odkrycia mordercy, wywoła wizyta Abby Chapman, córki przyjaciela z dzieciństwa Ethana i lektura listu jej wuja Neda - chłopaka zamordowanej siostry. Julie spróbuje dowiedzieć się, kto naprawdę zamordował jej siostrę przed czterdziestoma laty.
Historię poznajemy z perspektywy trzech bohaterek. Wiodącą rolę pełni Julie - pisarka książek detektywistycznych dla dzieci i przewrażliwiona matka nastoletniej Shannon. Drugą narratorką jest jej młodsza siostra Lucy, która pamiętnego lata miała zaledwie osiem lat. Trzecią narratorką jest Maria, matka Julie, Lucy i Izzy. Autorka pokazała jak różnie każda z nich poradziła sobie po rodzinnej tragedii - nieustraszona Julie wyrosła na bojaźliwą kobietę, Lucy stała się odważną i pewną siebie osobą, choć jako mała dziewczynka bała się własnego cienia. "Zatoka o północy" koncentruje się na trudnych relacjach siostrzanych, a także pomiędzy matką, a córkami - Marią, Julie, Isabel i Lucy oraz Julie i Shannon. Przede wszystkim jednak książka opowiada o tym, jak błędy z przeszłości, wpływają na teraźniejsze życie bohaterów, ich charakter i zachowanie.
Diane Chamberlain po raz drugi wciągnęła mnie w świat rodzinnych dramatów. Stworzyła ciekawą, niekiedy wzruszającą historię o skomplikowanych relacjach międzyludzkich i wielkiej tragedii jaka spotkała rodzinę Bauerów. Serdecznie polecam tę książkę wszystkim wielbicielom powieści obyczajowych. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją.
7/10
Wszystkie dzieci popełniają błędy. Większość tych błędów zostaje łatwo zapomniana, ale niektóre są zbyt poważne, sieją zbyt wielkie spustoszenie, by mogły kiedykolwiek całkiem zniknąć z pamięci. Błąd, który popełniłam jako dwunastolatka, wciąż mnie prześladował, choć miałam już pięćdziesiąt trzy lata. [str. 7] Tymi słowami zaczyna się "Zatoka o północy". Julie Bauer nie może uporać się z błędem z przeszłości, w konsekwencji którego zginęła jej siedemnastoletnia siostra Izzy. Dzięki retrospektywom przenosimy się do roku 1962, do domku letniskowego w Bay Head Shore, gdzie letnie wakacje spędzają siostry - Isabel, Julie, Lucy, ich rodzice i dziadkowie. Beztroskie chwile przerywa morderstwo najstarszej z dziewczynek.Lawinę wspomnień i ciąg wydarzeń, który doprowadzi do odkrycia mordercy, wywoła wizyta Abby Chapman, córki przyjaciela z dzieciństwa Ethana i lektura listu jej wuja Neda - chłopaka zamordowanej siostry. Julie spróbuje dowiedzieć się, kto naprawdę zamordował jej siostrę przed czterdziestoma laty.
Historię poznajemy z perspektywy trzech bohaterek. Wiodącą rolę pełni Julie - pisarka książek detektywistycznych dla dzieci i przewrażliwiona matka nastoletniej Shannon. Drugą narratorką jest jej młodsza siostra Lucy, która pamiętnego lata miała zaledwie osiem lat. Trzecią narratorką jest Maria, matka Julie, Lucy i Izzy. Autorka pokazała jak różnie każda z nich poradziła sobie po rodzinnej tragedii - nieustraszona Julie wyrosła na bojaźliwą kobietę, Lucy stała się odważną i pewną siebie osobą, choć jako mała dziewczynka bała się własnego cienia. "Zatoka o północy" koncentruje się na trudnych relacjach siostrzanych, a także pomiędzy matką, a córkami - Marią, Julie, Isabel i Lucy oraz Julie i Shannon. Przede wszystkim jednak książka opowiada o tym, jak błędy z przeszłości, wpływają na teraźniejsze życie bohaterów, ich charakter i zachowanie.
Diane Chamberlain po raz drugi wciągnęła mnie w świat rodzinnych dramatów. Stworzyła ciekawą, niekiedy wzruszającą historię o skomplikowanych relacjach międzyludzkich i wielkiej tragedii jaka spotkała rodzinę Bauerów. Serdecznie polecam tę książkę wszystkim wielbicielom powieści obyczajowych. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją.
7/10
czwartek, 22 sierpnia 2013
"Dziecięce koszmary" Lisa Gardner
Lisa Gardner to popularna amerykańska autorka thrillerów. Pod pseudonimem autorka pisze również romanse. "Dziecięce koszmary" to pierwsza książka jej autorstwa jaką przeczytałam i czwarta z kolei, której bohaterką jest sierżant D.D Warren. Powieść ta była inspirowana przez historię przyjaciółki Gardner, której siedmioletni syn próbował zabić swoją rodzinę. Recenzja bierze udział w konkursie na najlepszą zbrodniczą recenzję lata zorganizowanym przez portal Zbrodnia w Bibliotece.
Dobrze zapowiadającą się randkę sierżant policji D.D Warren przerywa wezwanie. W robotniczej dzielnicy Bostonu zostają znalezione ciała matki i trójki dzieci. Do szpitala, w ciężkim stanie trafia ojciec rodziny, który szybko zostaje głównym podejrzanym. Doświadczona policjantka dostrzega pewne szczegóły, które przeczą najbardziej oczywistej tezie - poczwórnemu morderstwu i próbie samobójczej. Wkrótce, w podobny sposób, zostaje zamordowana kolejna rodzina, a trop prowadzi sierżant Warren na dziecięcy oddział psychiatryczny. Pracuje tam Danielle Burton, oddana małym pacjentom pielęgniarka, która dwadzieścia pięć lat temu, jako jedyna z rodziny, ocalała z brutalnego ataku ojca. Trzecią bohaterką książki jest Victoria Oliver, matka, która samotnie opiekuje się chorym synem. U 8-letniego Evana zdiagnozowano poważną chorobę psychiczną. Victoria, mimo, że śmiertelnie boi się agresywnego i nieobliczalnego syna nie zgadza się na zamknięcie go w zakładzie i stara się zapewnić mu normalne życie. Jednak chwila nieuwagi prowadzi do tragedii...
Lisa Gardner wzięła na tapetę arcytrudny temat i napisała bardzo dobry thriller psychologiczny. Choroby psychiczne u dzieci to temat, z którym nie spotykamy się w literaturze popularnej zbyt często. Widząc tupiące i krzyczące dziecko w sklepie niejedno z nas pomyślało pewnie, że jest niewychowane i potrzebuje więcej dyscypliny. Gardner pokazuje inną stronę medalu. Na oddziale psychiatrycznym poznajemy dzieci po traumatycznych przeżyciach, zaniedbywane, molestowane, ale też takie jak Evan, wychowujące się w tzw. "dobrej rodzinie", otoczone miłością i troską, reagujące skrajną agresją i nienawiścią. Autorka w ciekawy, nienachalny sposób przemyca wiedzę na ten bardzo interesujący temat.
Dużą zaletą "Dziecięcych koszmarów" są dobrze scharakteryzowane postacie. Gardner stworzyła trzy ciekawe postaci - pewną siebie panią sierżant, straumatyzowaną, walczącą z trudną przeszłością pielęgniarkę i zastraszoną matkę. To historia Victorii i jej "wybór Zofii" zrobił na mnie największe wrażenie. W trakcie lektury często zastanawiałam się, jak postąpiłabym na jej miejscu, czy wytrzymałabym z synem, który chce mnie zabić, ciągłym napięciem i strachem. Do teraz nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Książkę Lisy Gardner czyta się bardzo dobrze i szybko. "Dziecięce koszmary" to trzymający w napięciu thriller. Polecam!
7/10
Dobrze zapowiadającą się randkę sierżant policji D.D Warren przerywa wezwanie. W robotniczej dzielnicy Bostonu zostają znalezione ciała matki i trójki dzieci. Do szpitala, w ciężkim stanie trafia ojciec rodziny, który szybko zostaje głównym podejrzanym. Doświadczona policjantka dostrzega pewne szczegóły, które przeczą najbardziej oczywistej tezie - poczwórnemu morderstwu i próbie samobójczej. Wkrótce, w podobny sposób, zostaje zamordowana kolejna rodzina, a trop prowadzi sierżant Warren na dziecięcy oddział psychiatryczny. Pracuje tam Danielle Burton, oddana małym pacjentom pielęgniarka, która dwadzieścia pięć lat temu, jako jedyna z rodziny, ocalała z brutalnego ataku ojca. Trzecią bohaterką książki jest Victoria Oliver, matka, która samotnie opiekuje się chorym synem. U 8-letniego Evana zdiagnozowano poważną chorobę psychiczną. Victoria, mimo, że śmiertelnie boi się agresywnego i nieobliczalnego syna nie zgadza się na zamknięcie go w zakładzie i stara się zapewnić mu normalne życie. Jednak chwila nieuwagi prowadzi do tragedii...Lisa Gardner wzięła na tapetę arcytrudny temat i napisała bardzo dobry thriller psychologiczny. Choroby psychiczne u dzieci to temat, z którym nie spotykamy się w literaturze popularnej zbyt często. Widząc tupiące i krzyczące dziecko w sklepie niejedno z nas pomyślało pewnie, że jest niewychowane i potrzebuje więcej dyscypliny. Gardner pokazuje inną stronę medalu. Na oddziale psychiatrycznym poznajemy dzieci po traumatycznych przeżyciach, zaniedbywane, molestowane, ale też takie jak Evan, wychowujące się w tzw. "dobrej rodzinie", otoczone miłością i troską, reagujące skrajną agresją i nienawiścią. Autorka w ciekawy, nienachalny sposób przemyca wiedzę na ten bardzo interesujący temat.
Dużą zaletą "Dziecięcych koszmarów" są dobrze scharakteryzowane postacie. Gardner stworzyła trzy ciekawe postaci - pewną siebie panią sierżant, straumatyzowaną, walczącą z trudną przeszłością pielęgniarkę i zastraszoną matkę. To historia Victorii i jej "wybór Zofii" zrobił na mnie największe wrażenie. W trakcie lektury często zastanawiałam się, jak postąpiłabym na jej miejscu, czy wytrzymałabym z synem, który chce mnie zabić, ciągłym napięciem i strachem. Do teraz nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Książkę Lisy Gardner czyta się bardzo dobrze i szybko. "Dziecięce koszmary" to trzymający w napięciu thriller. Polecam!
7/10
sobota, 23 lutego 2013
"Legenda. Rebeliant" Marie Lu
Piętnastoletnia June, urodzona w elitarnej rodzinie w jednej z
najbogatszych dzielnic Republiki, jest wojskowym geniuszem. Posłuszna,
pełna pasji i oddana ojczyźnie, jest wychowywana na przyszłą gwiazdę
najwyższych kręgów Republiki. Również piętnastoletni Day, urodzony w slumsach sektora Lake, jest
najbardziej poszukiwanym przestępcą Republiki, ale kierujące nim motywy
wcale nie są tak podłe jak by się mogło wydawać. Pochodzący z dwóch różnych światów June i Day nie mają powodu, by się
spotkać, aż pewnego dnia brat June, Metias, pada ofiarą morderstwa, a
Day staje się głównym podejrzanym. Wciągnięty w śmiertelną zabawę w
kotka i myszkę, Day ucieka, próbując jednocześnie uratować swą rodzinę, a
June desperacko usiłuje pomścić śmierć brata. Zbieg okoliczności sprawia, iż oboje odkrywają prawdę o wydarzeniach,
przez które połączyły się ich losy. Dowiadują się też, że ich ojczyzna
gotowa jest sięgnąć po wszelkie dostępne środki, by zataić sekrety.Narratorami i głównymi bohaterami książki amerykańskiej autorki Marie Lu są June Iparis, młoda i zdolna dziewczyna z zamożnego domu i Day 15-letni przestępca, ukrywający się przed władzami Republiki. Naprzemienne rozdziały ukazują tę historię z dwóch różnych perspektyw i pozwalają głębiej poznać motywacje i zachowania bohaterów. Akcja książki toczy się w Los Angeles, jednym z miast Republiki, w czasach, gdy Stany Zjednoczone rozdzieliły się na dwa odrębne, zażarcie walczące ze sobą byty - Republikę i Kolonie. Wielka szkoda, że ten konflikt nie został przez autorkę rozwinięty. Jest to świat typowo dystopijny - rządzi nim garstka wybrańców, na czele z Elektorem Primo i podległym mu wojskiem. Reszta społeczeństwa tłoczy się w slumsach i walczy z tajemniczą epidemią. Społeczeństwo jest zhierarchizowane na podstawie Próby, której poddane zostaje każde dziecko w wieku lat 10. Od jej wyniku zależy jego dalsze życie i pozycja.
Marie Lu nie prezentuje nam niczego nowego - wszystkie jej pomysły były już kiedyś w literaturze wykorzystane, niektóre nawet wielokrotnie. Sama autorka przyznała, że inspiracją dla niej był film "Nędznicy" i konflikt pomiędzy Jeanem Valjeanem i Javertem. W "Rebeliancie" nie ma niczego odkrywczego, wszystkie wydarzenia i sekrety przez uważnego czytelnika mogą być łatwo rozszyfrowane. Język książki również nie powala. W całej mierze jest ona po prostu przeciętna.
Mimo przewidywalności i kilku innych mankamentów "Rebelianta" czyta się całkiem nieźle. Powieść jest krótka i napisana przystępnym językiem. Niewielki rozmiar książki i jej lekkość zdecydowanie sprzyjają zabieraniu jej ze sobą do autobusu/tramwaju/ metra. Jeśli lubicie powieści dystopijne to może się skusicie, ale nie będę upierała się, że jest to książka tego gatunku, którą należy znać. Ja przeszłam obok niej zupełnie obojętnie, a pewnie za miesiąc nie będę już pamiętała fabuły.
Sprzedane zostały prawa do sfilmowania "Rebelianta" i o dziwo myślę, że film może być dużo lepszy od książki.
5.5/10
środa, 6 lutego 2013
"Imię wiatru" Patrik Rothfuss
Na wstępie chciałam przerosić za mniejszą obecność na Waszych blogach - czytam, ale mniej komentuję. Praca pochłonęła mnie całkowicie, resztę czasu zabierają mi dojazdy (prawie 3 godzinne) i sen. Mam nadzieję, że uda mi się trochę nadrobić w weekend.
Pierwszy tom Kronik Królobójcy.
Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na demonach, które zabiły jego rodziców i cały jego świat obróciły w perzynę.
"Imię wiatru" to prawie dziewięćset stron pierwszorzędnego fantasy. W całej książce nie ma dynamicznej akcji, jest to zaledwie zarys, wstęp do dłuższej historii. Pierwszy tom Kronik Królobójcy opowiada o niedługim fragmencie życia słynnego Kvothe, który namówiony przez Kronikarza opowiada swoje dzieje. Akcja toczy się powoli, wręcz leniwie. Autor snuje historię młodego, niezwykle inteligentnego chłopaka, który w tajemniczy sposób traci rodzinę. Pierwszy tom pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi i wiele wątpliwości, a ostatnie rozdziały wzmagają ciekawość.
"Imię wiatru" powiela kilka schematów wykorzystywanych nagminnie przez autorów fantasy, takich jak np. nauka na uniwersytecie czy tragiczna śmierć rodziców itp. To co przyciąga do książki Patricka Rothfussa to styl w jakim napisana. Autor świetnie operuje językiem i potrafi zaciekawić czytelnika. Stwarza też wiarygodną, niejednoznaczną i dającą się lubić postać. Szkoda, że akcja nie toczy się odrobinę szybciej.
Z "Imieniem wiatru" spędziłam miło 2 tygodnie, początkowo nie mogłam się wdrożyć, ale w połowie książki już nie mogłam się oderwać. Polecam serdecznie każdemu fanowi fantasy, ale też tym, którzy nie czytają tego rodzaju książek.
Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam fantastykę i Z literą w tle.
8/10
Pierwszy tom Kronik Królobójcy.Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na demonach, które zabiły jego rodziców i cały jego świat obróciły w perzynę.
"Imię wiatru" to prawie dziewięćset stron pierwszorzędnego fantasy. W całej książce nie ma dynamicznej akcji, jest to zaledwie zarys, wstęp do dłuższej historii. Pierwszy tom Kronik Królobójcy opowiada o niedługim fragmencie życia słynnego Kvothe, który namówiony przez Kronikarza opowiada swoje dzieje. Akcja toczy się powoli, wręcz leniwie. Autor snuje historię młodego, niezwykle inteligentnego chłopaka, który w tajemniczy sposób traci rodzinę. Pierwszy tom pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi i wiele wątpliwości, a ostatnie rozdziały wzmagają ciekawość.
"Imię wiatru" powiela kilka schematów wykorzystywanych nagminnie przez autorów fantasy, takich jak np. nauka na uniwersytecie czy tragiczna śmierć rodziców itp. To co przyciąga do książki Patricka Rothfussa to styl w jakim napisana. Autor świetnie operuje językiem i potrafi zaciekawić czytelnika. Stwarza też wiarygodną, niejednoznaczną i dającą się lubić postać. Szkoda, że akcja nie toczy się odrobinę szybciej.
Z "Imieniem wiatru" spędziłam miło 2 tygodnie, początkowo nie mogłam się wdrożyć, ale w połowie książki już nie mogłam się oderwać. Polecam serdecznie każdemu fanowi fantasy, ale też tym, którzy nie czytają tego rodzaju książek.
Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam fantastykę i Z literą w tle.
8/10
wtorek, 29 stycznia 2013
"Las Zębów i Rąk" Carrie Ryan
Mary mieszka w szczelnie otoczonej ogrodzeniem wiosce w samym środku Lasu Zębów i Rąk. Za siatką kryje się śmiertelne niebezpieczeństwo - zombie, zwani przez mieszkańców osady Nieuświęconymi. To miejsce zdaje się być ostatnim bastionem ludzkości, otoczonym nieumarłymi. Wioską rządzi Siostrzeństwo - rodzaj żeńskiego zakonu, który w imię Boga rządzi tym zapomnianym światkiem. Wraz z pomocą Strażników starają się uchronić mieszkańców przed okrutnym losem. Mary poznajemy nad rzeką, gdy chwila nieuwagi sprawia, że jej matka zostaje zarażona i postanawia dołączyć do męża, który prawdopodobnie stał się Nieuświęconym. To wydarzenie ma poważne konsekwencje dla młodej dziewczyny - nie tylko zostaje sierotą, ale nie ma wyjścia - musi wstąpić do Siostrzeństwa. Splot wydarzeń sprawia, że Mary dowiaduje się rzeczy, które nie były przeznaczone dla jej uszu, a wydarzenia przybierają dramatyczny obrót.Klimat tej książki prawie od pierwszej strony przypominał mi film M. Night Shyalamalana - Osada. Tu bestie zostały zastąpione żyjącymi trupami. Zombie to motyw popularny i nośny w popkulturze, a zatem dość wyeksploatowany. Trzeba się solidnie wysilić, żeby stworzyć coś interesującego. Las zębów i rąk z całą pewnością nie jest wielce oryginalny i nie wnosi wiele do tej tematyki, ale jest to powieść młodzieżowa, więc można jej to trochę wybaczyć. Target tej książki jest wyraźny - jest ona skierowana do młodych ludzi, może nawet młodych dziewczyn. Wynika to z faktu, że wątek przetrwania w świecie otoczonym przez krwiożerczych zombie jest równie ważny jest wątek miłosny. Carrie Ryan wyłamała się pod tym względem - zamiast tradycyjnego "trójkąta", mamy "czworokąt". Relacje pomiędzy bohaterami są skomplikowane. Wpływ na ich decyzje ma wiele czynników - kierują się nie tylko uczuciem, ale też poczuciem obowiązku wobec wspólnoty. Byłby to może nawet całkiem ciekawy problem, gdyby nie wykonanie. Osobiście wolałabym poczytać więcej o tajemniczym Siostrzeństwie i Strażnikach, obyczajach obowiązujących w wiosce i przyczynach wybuchu epidemii, niż o dylematach miłosnych głównych bohaterów.
Największym moim problemem z tą książką jest to, że nie polubiłam głównej bohaterki. Nie umiałam wczuć się w jej sytuację, miałam wrażenie, że bardziej absorbuje ją nieszczęśliwa miłość, niż fakt, że niedawno straciła matkę. Mojej sympatii nie przysporzyło bohaterce jej dążenie dosłownie po trupach do spełnienia swojego marzenia. Inni bohaterowie wypadają raczej blado i za mało ich jest na "scenie".
Pomimo kilku niedociągnięć to książkę czyta się błyskawicznie. Język jest dość prosty, a rozdziały krótkie. Końcówka zostawia czytelnika w niepewności (choć to takim torem pójdzie fabuła było do przewidzenia) i sprawia, że jednak chce się sięgnąć po kontynuację. Mam nadzieję, że autorka w dalszych tomach zdradza więcej tajemnic.
6.5/10
Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam fantastykę i Trójka e-pik.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
"W obronie syna" William Landay
Na przedmieściach Bostonu zamordowany zostaje czternastoletni chłopiec, Ben Rifkin. Sprawę prowadzi zastępca prokuratora okręgowego Andrew Barber, ojciec kolegi ofiary. Brutalne morderstwo nastolatka wstrząsa bogatymi i wykształconymi mieszkańcami Newton. Po pięciu dniach bezowocnego śledztwa Barber zostaje odsunięty od sprawy. Podejrzanym zostaje jego syn Jackob, rówieśnik ofiary. Andy nie wierzy w winę syna, ale wkrótce cała rodzina musi zmierzyć się z oskarżeniem, procesem sądowym, ostracyzmem społecznym i tajemnicą sprzed lat, która może zaważyć na wyroku.Całą historię śledzimy oczami Andy'ego, ojca do końca wierzącego w niewinność syna, pomimo licznych dowodów, że Jackob może być zamieszany w śmierć kolegi. Autor świetnie pokazał dylematy jakie targają całą rodziną Barberów, niezłomna wiara Andy'ego została przeciwstawiona wątpliwościom jakie miała jego żona Laurie. Jego postacie są wiarygodne, niejednowymiarowe i dobrze nakreślone. Landay, tak jak jego bohater, był prokuratorem okręgowym, więc strona procesowa została przedstawiona bardzo rzetelnie i ciekawie. Choć nie jestem fanką thrillerów prawniczych to zaciekawiły mnie zawiłości amerykańskiego systemu prawnego.
William Landay stawia pytania, które dręczą chyba większość rodziców dorastających dzieci, ale nie daje łatwych odpowiedzi. Możemy z łatwością postawić się w sytuacji Andy'ego i Laurie Barberów - czy murem staniemy za naszym dzieckiem, czy jesteśmy winni jego czynów? Te pytania dręczą czytelnika równie skutecznie, co rodziców Jackoba. "W obronie syna" zostawia pewien niepokój, trudno przestać o niej myśleć. To niełatwa, poruszająca książka. Spodziewałam się czegoś innego, ale nie żałuję.
7.5/10
sobota, 5 stycznia 2013
"Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs
Po kilku postach "okołoksiążkowych" przyszedł czas na zaległe recenzje. "Osobliwy dom pani Peregrine" czytałam jeszcze w 2012 roku. Po książkę sięgnęłam pod wpływem pozytywnych recenzji i nie zawiodłam się. Ransom Riggs stworzył bajeczną historię, ilustrowaną niezwykłymi, trochę przerażającymi starymi fotografiami.
Jakob to nieśmiały nastolatek z bogatego domu, który nie ma zbyt wielu przyjaciół. Od najmłodszych lat ogromną rolę w jego życiu odgrywa ukochany dziadek Abraham Porter - Żyd, któremu udało się uciec z Polski przed wybuchem II wojny światowej. W dzieciństwie dziadek opowiadał Jakobowi niezwykłe historie, które wydarzyły się podczas jego pobytu w sierocińcu na walijskiej wyspie - miejscu bezpiecznym i wolnym od grozy wojny, prowadzonym przez panią Peregrine. Porter snuł historie m.in o niewidzialnym chłopcu i niewiarygodnie silnej dziewczynce i obrazował je niezwykłymi fotografiami. Jednak im chłopiec był starszy, tym opowieści wydawały mu się co raz bardziej niewiarygodne, powtarzanie ich w szkole nie przysporzyło chłopcu przyjaciół. Po podejrzanej śmierci Abrahama Jakob, który nie mogąc poradzić sobie z tragicznymi wydarzeniami, wraz z ojcem wyruszya w podróż śladami ukochanego dziadka. Stopniowo zacierają się granice pomiędzy prawdą a fikcją, a Jakob, a wraz z nim czytelnicy nie wiedzą już ile prawdy tkwi w historiach Abrahama Portera.
"Osobliwy dom pani Peregrine" to książka przeznaczona dla trochę starszych dzieci i młodzieży. Jednak jej lektura sprawi przyjemność niejednemu dorosłemu. Jest to ciekawie poprowadzona historia samotnego nastolatka, doprawiona szczyptą fantastyki, której niewątpliwą zaletą są osobliwe zdjęcia. Każda fotografia jest integralną częścią fabuły. Ransom Riggs całkiem zgrabnie połączył elementy powieści przygodowej, fantastycznej i thrillera. Napięcie rośnie wraz z rozwojem akcji, z każdą stroną pogłębia się klimat grozy i tajemniczości.
"Osobliwy dom pani Peregrine" to ciekawy debiut, dobrze napisany i przepięknie wydany. Fabuła wydała mi się momentami trochę wydumana, ale nie wpłynęło to na mój odbiór książki. Autor postarał się o ciekawych bohaterów i nadał każdemu charakterystyczne dla nich cech charakteru. Książka Riggsa jest nie tylko zwykłą książką akcji, ale porusza też tak ważne problemy jak, radzenie sobie ze śmiercią bliskiej osoby czy trudne relacje z rodzicami i rówieśnikami.
Prawa do ekranizacji książki zostały sprzedane, a przeniesieniem jej na srebrny ekran zajmie się najprawdopodobniej Tim Burton. Na swoim blogu autor zapowiedział też, że "Osobliwy dom..." doczeka się kontynuacji.
7.5/10
Jeśli ktoś jest jeszcze nieprzekonany zachęcam do obejrzenia trailera książki:
Jakob to nieśmiały nastolatek z bogatego domu, który nie ma zbyt wielu przyjaciół. Od najmłodszych lat ogromną rolę w jego życiu odgrywa ukochany dziadek Abraham Porter - Żyd, któremu udało się uciec z Polski przed wybuchem II wojny światowej. W dzieciństwie dziadek opowiadał Jakobowi niezwykłe historie, które wydarzyły się podczas jego pobytu w sierocińcu na walijskiej wyspie - miejscu bezpiecznym i wolnym od grozy wojny, prowadzonym przez panią Peregrine. Porter snuł historie m.in o niewidzialnym chłopcu i niewiarygodnie silnej dziewczynce i obrazował je niezwykłymi fotografiami. Jednak im chłopiec był starszy, tym opowieści wydawały mu się co raz bardziej niewiarygodne, powtarzanie ich w szkole nie przysporzyło chłopcu przyjaciół. Po podejrzanej śmierci Abrahama Jakob, który nie mogąc poradzić sobie z tragicznymi wydarzeniami, wraz z ojcem wyruszya w podróż śladami ukochanego dziadka. Stopniowo zacierają się granice pomiędzy prawdą a fikcją, a Jakob, a wraz z nim czytelnicy nie wiedzą już ile prawdy tkwi w historiach Abrahama Portera.
"Osobliwy dom pani Peregrine" to książka przeznaczona dla trochę starszych dzieci i młodzieży. Jednak jej lektura sprawi przyjemność niejednemu dorosłemu. Jest to ciekawie poprowadzona historia samotnego nastolatka, doprawiona szczyptą fantastyki, której niewątpliwą zaletą są osobliwe zdjęcia. Każda fotografia jest integralną częścią fabuły. Ransom Riggs całkiem zgrabnie połączył elementy powieści przygodowej, fantastycznej i thrillera. Napięcie rośnie wraz z rozwojem akcji, z każdą stroną pogłębia się klimat grozy i tajemniczości.
"Osobliwy dom pani Peregrine" to ciekawy debiut, dobrze napisany i przepięknie wydany. Fabuła wydała mi się momentami trochę wydumana, ale nie wpłynęło to na mój odbiór książki. Autor postarał się o ciekawych bohaterów i nadał każdemu charakterystyczne dla nich cech charakteru. Książka Riggsa jest nie tylko zwykłą książką akcji, ale porusza też tak ważne problemy jak, radzenie sobie ze śmiercią bliskiej osoby czy trudne relacje z rodzicami i rówieśnikami.
Prawa do ekranizacji książki zostały sprzedane, a przeniesieniem jej na srebrny ekran zajmie się najprawdopodobniej Tim Burton. Na swoim blogu autor zapowiedział też, że "Osobliwy dom..." doczeka się kontynuacji.
7.5/10
Jeśli ktoś jest jeszcze nieprzekonany zachęcam do obejrzenia trailera książki:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















