"Ofiara dla burzy" to trzecia (ostatnia?) część trylogii kryminalnej rozgrywającej się w baskijskiej dolinie Baztan. Moją opinię o poprzednich tomach możecie znaleźć tu i tu. Koniecznie sięgajcie po książki Redondo po kolei, zaczynając od "Niewidzialnego strażnika".
Policja w Pampelunie dostaje informację o podejrzanej śmierci niemowlaka. Pozornie, wydaje się, że jest to typowy przykład śmierci łóżeczkowej. Zachowanie ojca zmarłej dziewczynki każe jednak podejrzewać coś zupełnie innego. Sprawa trafia do Amai Salazar, szefowej wydziału zabójstw i jej zespołu. Amaia, specjalistka od spraw trudnych, rozpoczyna śledztwo, które ponownie prowadzi w stronę baskijskiej mitologii. Prababcia zmarłej dziewczynki uważa, że za śmierć dziewczynki odpowiada mitologiczny Inguma, demon, który wysysa oddechy dzieci i wypija ich dusze podczas snu.
"Ofiara dla burzy" to najmroczniejsza i najsmutniejsza jak do tej pory książka Redondo i to nie tylko dlatego, że ofiarami są bogu winne niemowlęta. Także sytuacja osobista pani inspektor ma z tym wiele wspólnego. Amaia pokazuje swą ludzką twarz, nie obce są jej silne emocje. Atmosfera zagęszcza się i momentami przytłacza. Tym razem nie miałam problemu z wytypowaniem sprawcy, wręcz dziwiło mnie zaślepienie Amai. Na szczęście jednak autorka miała kilka asów w rękawie i potrafiła mnie zaskoczyć.
Trzeci tom to godne zakończenie serii. Na szczęście daje ono nadzieję na kontynuację. Polecam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 marca 2016
poniedziałek, 21 marca 2016
"Zimowe Panny" Cristina Sanchez-Andrade
Galicja, lata 50 XX wieku. Dolores i Saladina, dwie siostry, które jako dzieci opuściły rodzinne Tierra de Cha, wracają by zamieszkać w dawnym domu ich dziadka don Reinalda. Mała wioska i jej mieszkańcy skrywają w sobie wiele tajemnic sięgających czasów wojny domowej, a powrót sióstr budzi zamieszanie, a nawet przerażenie wśród lokalnych mieszkańców. Zimowe Panny, jak nazywają kobiety okoliczni ludzie, budzą szczególne zainteresowanie pewnej wiekowej staruszki, która ujawnia, że don Reinaldo zapłacił jej, by oddała po śmierci swój mózg dla celów naukowych. Ona i inni mieszkańcy Tierra de Cha pragną odzyskać spisane przed laty umowy. Zimowe Panny ukrywają swój własny, nie mniej mroczny sekret.
"Zimowe Panny" to powieść, w której pojawia się cała plejada interesujących postaci zaczynając od niezwykłych sióstr: brzydkiej, bezzębnej Saladiny i pięknej Dolores, marzącej o karierze aktorskiej. Jest też lokalny ksiądz o niepohamowanym apetycie, samozwańczy nauczyciel - wujek Rosendo i jego żona - wdowa po Meisu, czy Tiernoamor, protetyk, który wstawia zęby wyrywane zmarłym. Wszystkich łączy postać nieżyjącego don Reinalda, dziadka Zimowych Panien, torturowanego i zamordowanego w czasie wojny.
Cristina Sanchez-Andrade pisze stylem, który na myśl przywiódł mi trochę mojego ulubionego Gabriela Garcię Marqueza i jego "Sto lat samotności". Autorka snuje opowieść niezwykłą, trochę magiczną i nieprawdopodobną, pisze z humorem i swadą, a jej postaci są dobrze zarysowane i niejednoznaczne.
Sanchez-Andrade posługuje się ładnym i plastycznym językiem, pełnym soczystych opisów.
"Zimowe Panny" to powieść bardzo specyficzna. Jednych może absolutnie zauroczyć, innych zawiedzie i znuży. Ja jestem gdzieś pomiędzy, ale myślę, że warto zapoznać się z tą powieścią i wyrobić sobie własne zdanie.
Za książkę dziękuję Business & Culture.
"Zimowe Panny" to powieść, w której pojawia się cała plejada interesujących postaci zaczynając od niezwykłych sióstr: brzydkiej, bezzębnej Saladiny i pięknej Dolores, marzącej o karierze aktorskiej. Jest też lokalny ksiądz o niepohamowanym apetycie, samozwańczy nauczyciel - wujek Rosendo i jego żona - wdowa po Meisu, czy Tiernoamor, protetyk, który wstawia zęby wyrywane zmarłym. Wszystkich łączy postać nieżyjącego don Reinalda, dziadka Zimowych Panien, torturowanego i zamordowanego w czasie wojny.
Cristina Sanchez-Andrade pisze stylem, który na myśl przywiódł mi trochę mojego ulubionego Gabriela Garcię Marqueza i jego "Sto lat samotności". Autorka snuje opowieść niezwykłą, trochę magiczną i nieprawdopodobną, pisze z humorem i swadą, a jej postaci są dobrze zarysowane i niejednoznaczne.
Sanchez-Andrade posługuje się ładnym i plastycznym językiem, pełnym soczystych opisów.
"Zimowe Panny" to powieść bardzo specyficzna. Jednych może absolutnie zauroczyć, innych zawiedzie i znuży. Ja jestem gdzieś pomiędzy, ale myślę, że warto zapoznać się z tą powieścią i wyrobić sobie własne zdanie.
Za książkę dziękuję Business & Culture.
poniedziałek, 22 lutego 2016
"Czarownice z Pirenejów" Luz Gabas
Półtora roku temu przeczytałam debiutancką książkę hiszpańskiej autorki Luz Gabas "Palmy na śniegu", było to owocne spotkanie i dlatego nie wahałam się sięgnąć po jej kolejną książkę "Czarownice z Pirenejów" mimo, że opis przywodzi na myśl raczej tani romans.
Wiek XXI. Brianda to trzydziestokilkuletnia mieszkanka Madrytu, wykształcona, spełniona zawodowo kobieta od kilku lat jest związana z Estebanem, z którym tworzy szczęśliwy związek. Wszystko układa się do momentu, gdy Brianda męczona dziwnymi koszmarami zawala ważny projekt w pracy. Gdy szef daje jej wolne, kobieta rusza do rodzinnego miasteczka Tiles w Pirenejach. Gościny udziela jej ciotka Isolina i jej mąż, tajemniczy historyk Colau, którzy mieszkają w rodzinnej posiadłości Anels. Brianda poznaje Neli, wiccankę, która pomoże jej odkryć tajemnice przeszłości i tajemniczego Włocha na czarnym rumaku.
Wiek XVI. Brianda z Lubicha jest córką Johana, pana na Lubichu, jednego z najbardziej znacznych mężczyzn w Aragonii. Jej szczęśliwe dzieciństwo zostaje zakończone, gdy podstępem jej ojciec zostaje zamordowany przez politycznych przeciwników nasłanych przez chciwego kuzyna. Brianda musi poradzić sobie z zakusami zachłannego Johana z Cuyls, a nawet miłość oddanego jej najemnika Corso może nie uchronić jej przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Dość długo nie mogłam wciągnąć się w fabułę "Czarownic z Pirenejów", zrobiłam sobie nawet przerwę na przeczytanie innych książek. Jednak, mniej więcej w połowie, wciągnęłam się w losy współczesnej Briandy i jej imienniczki z XVI wieku. Mimo moich obaw co do "harlequinowości"powieści i nadmiernie rozdmuchanego wątku miłosnego, to książkę czytało się całkiem dobrze. Rozbudowany w drugiej połowie książki wątek historyczny oparty został o prawdziwe wydarzenia. Autorkę zainspirowały, znalezione w Laspalues w 1980 roku dokumenty m.in. lista kobiet skazanych za rzekome uprawianie czarów.
Luz Gabas nie dość, że podjęła się szalenie ciekawego tematu, to stworzyła również interesujące postacie. Szczególnie podobała mi się Brianda z XVI wieku - wychowywana na dziedziczkę, odważna i świadoma swojej roli spadkobierczyni. A życie kobiety w tamtych czasach nie było łatwe - choroby, polityczne zawirowania i wisząca nad wszystkimi groźba Inkwizycji. Nieco mniej interesujący był niestety wątek współczesny.
"Czarownice z Pirenejów" to powieść o zwycięstwie ducha nad materią, o miłości poza czasem, która spodoba się wielbicielkom romansów historycznych.
Wiek XXI. Brianda to trzydziestokilkuletnia mieszkanka Madrytu, wykształcona, spełniona zawodowo kobieta od kilku lat jest związana z Estebanem, z którym tworzy szczęśliwy związek. Wszystko układa się do momentu, gdy Brianda męczona dziwnymi koszmarami zawala ważny projekt w pracy. Gdy szef daje jej wolne, kobieta rusza do rodzinnego miasteczka Tiles w Pirenejach. Gościny udziela jej ciotka Isolina i jej mąż, tajemniczy historyk Colau, którzy mieszkają w rodzinnej posiadłości Anels. Brianda poznaje Neli, wiccankę, która pomoże jej odkryć tajemnice przeszłości i tajemniczego Włocha na czarnym rumaku.
Wiek XVI. Brianda z Lubicha jest córką Johana, pana na Lubichu, jednego z najbardziej znacznych mężczyzn w Aragonii. Jej szczęśliwe dzieciństwo zostaje zakończone, gdy podstępem jej ojciec zostaje zamordowany przez politycznych przeciwników nasłanych przez chciwego kuzyna. Brianda musi poradzić sobie z zakusami zachłannego Johana z Cuyls, a nawet miłość oddanego jej najemnika Corso może nie uchronić jej przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Dość długo nie mogłam wciągnąć się w fabułę "Czarownic z Pirenejów", zrobiłam sobie nawet przerwę na przeczytanie innych książek. Jednak, mniej więcej w połowie, wciągnęłam się w losy współczesnej Briandy i jej imienniczki z XVI wieku. Mimo moich obaw co do "harlequinowości"powieści i nadmiernie rozdmuchanego wątku miłosnego, to książkę czytało się całkiem dobrze. Rozbudowany w drugiej połowie książki wątek historyczny oparty został o prawdziwe wydarzenia. Autorkę zainspirowały, znalezione w Laspalues w 1980 roku dokumenty m.in. lista kobiet skazanych za rzekome uprawianie czarów.
Luz Gabas nie dość, że podjęła się szalenie ciekawego tematu, to stworzyła również interesujące postacie. Szczególnie podobała mi się Brianda z XVI wieku - wychowywana na dziedziczkę, odważna i świadoma swojej roli spadkobierczyni. A życie kobiety w tamtych czasach nie było łatwe - choroby, polityczne zawirowania i wisząca nad wszystkimi groźba Inkwizycji. Nieco mniej interesujący był niestety wątek współczesny.
"Czarownice z Pirenejów" to powieść o zwycięstwie ducha nad materią, o miłości poza czasem, która spodoba się wielbicielkom romansów historycznych.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
"Książka, której nie ma" Santiago Pajares
Najpierw zauroczyła mnie okładka - absolutnie przecudowna, jedna z najładniejszych jakie widziałam, jedna z najpiękniejszych jakie mam na swoich półkach. Na szczęście środek okazał się równie uroczy.
David Perralta to 35-letni pracownik wydawnictwa Khoan, znanego przede wszystkim z wydania jednej z najpopularniejszych sag fantasy pt. "Spirala". Autorem bestselerowej serii książek jest tajemniczy Thomas Maud, który nie pokazuje się publicznie, nie udziela wywiadów, i jak wieść gminna głosi jego prawdziwą tożsamość zna jedynie właściciel wydawnictwa. Od czterech lat zniecierpliwieni czytelnicy czekają na kolejną książkę Mauda. Problem w tym, że wydawca nie otrzymał od autora kolejnego tomu i jak wyznaje Davidowi: nikt tak na prawdę nie wie, kto jest autorem "Spirali". Sytuacja staje się nagląca, gdyż Khoan sprzedał już prawa do nieistniejącego dzieła. Przyszłość wydawnictwa i praca Davida wiszą na włosku, więc szef wysyła go z misją - ma odszukać Mauda i za wszelką cenę zdobyć kolejny tom bestsellerowej sagi. Enigmatyczne wskazówki prowadzą go do małej miejscowości w Pirenejach. W tym samym czasie w Madrycie egzemplarz "Spirali" miesza w życiu czwórki ludzi - świeżo rozwiedzionej sekretarki Elsy, jej siostrzenicy Marty, narkomana Frana i informatyka Raqueny.
Głównym bohaterem powieści Pajaresa jest David, zdolny redaktor marzący by odkryć kolejnego Hemingwaya. Misja, którą powierza mu szef zbiega się z problemami w życiu osobistym. Żona Davida, Silvia narzeka na ciągłe wyjazdy męża. By zapobiec katastrofie i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu David zabiera Slivię na wakacje do Bredagos - wioski w Pirenejach, gdzie ma nadzieję odszukać Thomasa Mauda. David wchodzi na niebezpieczną ścieżkę, okłamuje żonę i przyjaznych mieszkańców wioski. Tak rozpoczyna się jego przygoda, która na zawsze zmienia jego życie. David to postać sympatyczna, której od razu zaczyna się kibicować. Jego podróż jest pełna wzlotów i upadków, a wydarzenia komiczne przeplatają się z poważnymi. Choć David i jego poszukiwania to główny temat książki Pajares wprowadza też wątki poboczne, które w finale subtelnie się łączą.
"Książka, której nie ma" to ciepła opowieść o książkach, miłości i sile przyjaźni. Momentami trochę przewidywalna i przesłodzona, ale urocza i sympatyczna. Przeczytałam z przyjemnością i wciąż marzę o książce na miarę "Spirali".
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.
David Perralta to 35-letni pracownik wydawnictwa Khoan, znanego przede wszystkim z wydania jednej z najpopularniejszych sag fantasy pt. "Spirala". Autorem bestselerowej serii książek jest tajemniczy Thomas Maud, który nie pokazuje się publicznie, nie udziela wywiadów, i jak wieść gminna głosi jego prawdziwą tożsamość zna jedynie właściciel wydawnictwa. Od czterech lat zniecierpliwieni czytelnicy czekają na kolejną książkę Mauda. Problem w tym, że wydawca nie otrzymał od autora kolejnego tomu i jak wyznaje Davidowi: nikt tak na prawdę nie wie, kto jest autorem "Spirali". Sytuacja staje się nagląca, gdyż Khoan sprzedał już prawa do nieistniejącego dzieła. Przyszłość wydawnictwa i praca Davida wiszą na włosku, więc szef wysyła go z misją - ma odszukać Mauda i za wszelką cenę zdobyć kolejny tom bestsellerowej sagi. Enigmatyczne wskazówki prowadzą go do małej miejscowości w Pirenejach. W tym samym czasie w Madrycie egzemplarz "Spirali" miesza w życiu czwórki ludzi - świeżo rozwiedzionej sekretarki Elsy, jej siostrzenicy Marty, narkomana Frana i informatyka Raqueny.
Głównym bohaterem powieści Pajaresa jest David, zdolny redaktor marzący by odkryć kolejnego Hemingwaya. Misja, którą powierza mu szef zbiega się z problemami w życiu osobistym. Żona Davida, Silvia narzeka na ciągłe wyjazdy męża. By zapobiec katastrofie i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu David zabiera Slivię na wakacje do Bredagos - wioski w Pirenejach, gdzie ma nadzieję odszukać Thomasa Mauda. David wchodzi na niebezpieczną ścieżkę, okłamuje żonę i przyjaznych mieszkańców wioski. Tak rozpoczyna się jego przygoda, która na zawsze zmienia jego życie. David to postać sympatyczna, której od razu zaczyna się kibicować. Jego podróż jest pełna wzlotów i upadków, a wydarzenia komiczne przeplatają się z poważnymi. Choć David i jego poszukiwania to główny temat książki Pajares wprowadza też wątki poboczne, które w finale subtelnie się łączą.
"Książka, której nie ma" to ciepła opowieść o książkach, miłości i sile przyjaźni. Momentami trochę przewidywalna i przesłodzona, ale urocza i sympatyczna. Przeczytałam z przyjemnością i wciąż marzę o książce na miarę "Spirali".
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.
sobota, 30 maja 2015
"Jaśnie Pan" Jaume Cabre
Jaume Cabre to w tej chwili jeden z najpopularniejszych katalońskich autorów w Europie. Każda jego nowa książka jest z entuzjazmem przyjmowana przez czytelników. Od czasów wydania jego najbardziej znanej powieści - "Wyznaję" jest ceniony również w Polsce. W maju, dzięki wydawnictwu Marginesy, do księgarń trafiła jego książka - "Jaśnie pan".
1799 rok, Barcelona. Na przyjęciu u markiza de Dosrius, podczas koncertu francuskiej śpiewaczki mademoiselle Desflores, spotyka się burbońska śmietanka towarzyska Barcelony, na czele z jaśnie panem Rafelem Masso i Pujades, cywilnym prezesem Trybunały Królewskiego w Barcelonie. Na przyjęcie przypadkowo trafił też młody poeta Andreu Perramon. Zafascynowany głosem Słowika z Orleanu chłopak, spędza noc z bezwstydną śpiewaczką. Pechowo dla młodzieńca, tej samej nocy kobieta zostaje zamordowana, a oskarżenie pada właśnie na niego. Wskutek niefortunnych wydarzeń los poety wiąże się z losem wpływowego sędziego Rafela Masso, człowieka ogarniętego rządzą władzy.
Tak jak w poprzednie książce Cabre "Głosach Pamano", taki i w "Jaśnie panie" pojawia się plejada ciekawych postaci. W roli głównej występuje Rafel Masso, sędzia, człowiek wpływowy, lecz pełen słabości, które to w końcu doprowadzają go na dno. Ten człowiek władzy, pasjonat astronomii i pięknych kobiet to mężczyzna zdeprawowany i skorumpowany. Jego czyny doprowadzają młodego Andreu Perramona prosto do więzienia. Są też inne postacie - głęboko wierząca żona Rafela Masso - doña Marianna, przyjaciel młodego poety, muzyk i oficer Josep Sorts (postać historyczna), jedyny, który mógłby udowodnić niewinność chłopaka, czy tajemniczy Ciset, który odegra w historii niebagatelną rolę, i wielu innych.
Choć "Jaśnie pan" rozpoczyna się od trupa, nie jest to klasyczny kryminał. Cabre ponownie rozlicza się z historią swojego kraju, tym razem biorąc na tapetę barcelońską arystokrację na przełomie wieków XVIII i XIX. Jest to powieść pełna ukrytych namiętności, intryg, walki o władzę i korupcji politycznej. Cabre świetnie portretuje i oddaje klimat Barcelony tamtych czasów. "Jaśnie pana" czyta się zdecydowanie łatwiej niż poprzednie książki autora, ale równie dobrze. Z pozoru to książka lekka, przyjemna, z humorystycznymi wstawkami (szczególnie niektóre monologi Rafela Masso), ale pod tym płaszczykiem kryje się wartościowa powieść, która daje do myślenia. Warto.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy.
1799 rok, Barcelona. Na przyjęciu u markiza de Dosrius, podczas koncertu francuskiej śpiewaczki mademoiselle Desflores, spotyka się burbońska śmietanka towarzyska Barcelony, na czele z jaśnie panem Rafelem Masso i Pujades, cywilnym prezesem Trybunały Królewskiego w Barcelonie. Na przyjęcie przypadkowo trafił też młody poeta Andreu Perramon. Zafascynowany głosem Słowika z Orleanu chłopak, spędza noc z bezwstydną śpiewaczką. Pechowo dla młodzieńca, tej samej nocy kobieta zostaje zamordowana, a oskarżenie pada właśnie na niego. Wskutek niefortunnych wydarzeń los poety wiąże się z losem wpływowego sędziego Rafela Masso, człowieka ogarniętego rządzą władzy.
Tak jak w poprzednie książce Cabre "Głosach Pamano", taki i w "Jaśnie panie" pojawia się plejada ciekawych postaci. W roli głównej występuje Rafel Masso, sędzia, człowiek wpływowy, lecz pełen słabości, które to w końcu doprowadzają go na dno. Ten człowiek władzy, pasjonat astronomii i pięknych kobiet to mężczyzna zdeprawowany i skorumpowany. Jego czyny doprowadzają młodego Andreu Perramona prosto do więzienia. Są też inne postacie - głęboko wierząca żona Rafela Masso - doña Marianna, przyjaciel młodego poety, muzyk i oficer Josep Sorts (postać historyczna), jedyny, który mógłby udowodnić niewinność chłopaka, czy tajemniczy Ciset, który odegra w historii niebagatelną rolę, i wielu innych.
Choć "Jaśnie pan" rozpoczyna się od trupa, nie jest to klasyczny kryminał. Cabre ponownie rozlicza się z historią swojego kraju, tym razem biorąc na tapetę barcelońską arystokrację na przełomie wieków XVIII i XIX. Jest to powieść pełna ukrytych namiętności, intryg, walki o władzę i korupcji politycznej. Cabre świetnie portretuje i oddaje klimat Barcelony tamtych czasów. "Jaśnie pana" czyta się zdecydowanie łatwiej niż poprzednie książki autora, ale równie dobrze. Z pozoru to książka lekka, przyjemna, z humorystycznymi wstawkami (szczególnie niektóre monologi Rafela Masso), ale pod tym płaszczykiem kryje się wartościowa powieść, która daje do myślenia. Warto.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy.
poniedziałek, 29 września 2014
"Tamte cudowne lata" Marian Izaguirre
Lata 50, Madryt. Lola i Matias, młode małżeństwo prowadzi niewielki antykwariat. Kobieta wciąż wspomina czasy przed wojną domową, gdy wraz z mężem prowadzili beztroskie życie zamożnej elity intelektualnej. Życie małżeństwa zmienia się, gdy odwiedza ich tajemnicza cudzoziemka. Alice mieszka w Madrycie od piętnastu lat i choć z pochodzenia jest Angielką, wychowała się we Francji. Pewnego dnia widzi Matiasa roznoszącego książki do klientów i zafascynowana mężczyzną podąża za nim aż do antykwariatu, gdzie obserwuje małżeństwo. W końcu wchodzi i kupuje książkę, a w jej miejsce podrzuca inną. Ta książka okazuje się być wspomnieniami nieślubnej córki pewnego angielskiego księcia. Zafascynowany lekturą Matias wpada na niezwykły pomysł - kładzie książkę na wystawie, otwartą na pierwszej stronie. Codziennie prezentuje dwie strony, a czytelnik, który pierwszy dojdzie do końca, ma otrzymać ją w prezencie. Następnego dnia Alice prosi Lolę o przeczytanie jej pierwszych stron powieści i tak zaczyna się ich wspólna podróż do Anglii początków XX wieku.
"Tamte cudowne lata" to książka w książce. Akcja toczy się dwutorowo, poznajemy historię młodego małżeństwa, żyjącego we frankistowskiej Hiszpanii, naznaczonej piętnem wojny domowej oraz wspomnienia Rose Tomlin opisane w książce "Dziewczyna o włosach jak len". Wychowana we Francji, w rodzinie Hervieu, dziewczyna przez lata nie wie, kim są jej rodzice. Dzięki czytającym książkę Alice i Loli poznajemy jej burzliwe losy.
Debiutancka powieść Marian Izaguirre to hołd oddany książkom i ich miłośnikom. Bohaterowie to ludzie kochający czytać. Lola i Matias, niegdyś zamożni, teraz żyją bardzo skromnie. Z pomocą przychodzi im Alice, która również podziela ich miłość do literatury. Rose książki towarzyszą w najtrudniejszych momentach jej życia. W swoich wspomnieniach często wspomina o utworach bliskich jej sercu. Przez "Tamte cudowne lata" przewija się wiele tytułów, niektóre znane (np. "Wichrowe wzgórza"), inne trochę mniej (np. "Złuda" Laforet). Wspólne czytanie "Dziewczyny o włosach jak len" bardzo zbliża Alice i Lolę, kobiety zaprzyjaźniają się, pomagają sobie i stają się bliskie. Również odwiedziny kobiety w antykwariacie rodzą porozumienie pomiędzy nią a Matiasem.
"Tamte cudowne lata" to książka dla bibliofilii. Choć okładką i opisem przywodzi na myśl kultowy "Cień wiatru" nie może się z nim niestety równać, gdyż książka Zafona jest o wiele lepiej dopracowana. Powieści Izaguirre brakuje też klimatu, a pewne wątki wydają się być niedopracowane. Nie jest to książka idealna, a raczej typowy średniak - powieść, która sprawia przyjemność podczas czytania, ale za pół roku zniknie z naszej pamięci.
Za książkę "Tamte cudowne lata" dziękuję księgarni Libroteka.
"Tamte cudowne lata" to książka w książce. Akcja toczy się dwutorowo, poznajemy historię młodego małżeństwa, żyjącego we frankistowskiej Hiszpanii, naznaczonej piętnem wojny domowej oraz wspomnienia Rose Tomlin opisane w książce "Dziewczyna o włosach jak len". Wychowana we Francji, w rodzinie Hervieu, dziewczyna przez lata nie wie, kim są jej rodzice. Dzięki czytającym książkę Alice i Loli poznajemy jej burzliwe losy.
Debiutancka powieść Marian Izaguirre to hołd oddany książkom i ich miłośnikom. Bohaterowie to ludzie kochający czytać. Lola i Matias, niegdyś zamożni, teraz żyją bardzo skromnie. Z pomocą przychodzi im Alice, która również podziela ich miłość do literatury. Rose książki towarzyszą w najtrudniejszych momentach jej życia. W swoich wspomnieniach często wspomina o utworach bliskich jej sercu. Przez "Tamte cudowne lata" przewija się wiele tytułów, niektóre znane (np. "Wichrowe wzgórza"), inne trochę mniej (np. "Złuda" Laforet). Wspólne czytanie "Dziewczyny o włosach jak len" bardzo zbliża Alice i Lolę, kobiety zaprzyjaźniają się, pomagają sobie i stają się bliskie. Również odwiedziny kobiety w antykwariacie rodzą porozumienie pomiędzy nią a Matiasem.
"Tamte cudowne lata" to książka dla bibliofilii. Choć okładką i opisem przywodzi na myśl kultowy "Cień wiatru" nie może się z nim niestety równać, gdyż książka Zafona jest o wiele lepiej dopracowana. Powieści Izaguirre brakuje też klimatu, a pewne wątki wydają się być niedopracowane. Nie jest to książka idealna, a raczej typowy średniak - powieść, która sprawia przyjemność podczas czytania, ale za pół roku zniknie z naszej pamięci.
Za książkę "Tamte cudowne lata" dziękuję księgarni Libroteka.
niedziela, 26 stycznia 2014
"Palmy na śniegu" Luz Gabas
Jest rok 1953. Kilian porzuca ośnieżone góry hiszpańskiej prowincji
Huesca, by wraz z bratem Jacobem wyprawić się na odległą, nieznaną i
zmysłowo bujną wyspę Fernando Poo. W tej egzotycznej krainie oczekuje go
ojciec, od lat zatrudniony na plantacji zwanej Sampaką, gdzie produkuje
się cenione na całym świecie kakao.
Na wiecznie zielonej i ciepłej, urzekającej wyspie bracia odkrywają kolonialną swobodę obyczajów, obcą szarej i sztywnej frankistowskiej Hiszpanii, ciężko pracują na plantacji, uczą się, co łączy, a co dzieli autochtonów i europejskich przybyszów, i jednocześnie poznają przyjaźń, namiętność, miłość i nienawiść. Jeden z nich wszakże przekroczy niewidzialną granicę zakazu i zakocha się bez pamięci w miejscowej dziewczynie. Ta miłość, wpisana w skomplikowany kontekst społeczny i historyczny, na zawsze zmieni stosunki między, stając się źródłem sekretu sięgającego daleko w przyszłość.
W roku 2003 Clarence, bratanica Kiliana i córka Jacoba, ciekawa ich przeszłości, zagłębia się w trudne, dawno minione sprawy i stopniowo odkrywa zetlałe nici łączące ją z wyspą, by ostatecznie wyjaśnić rodzinną tajemnicę.
Już myślałam, że nie uda mi się przeczytać tej książki. Wielka i gruba cegła ledwo mieściła mi się do torebki. Zaczynałam, czytałam po kilka stron i odkładałam. Zupełnie nie mogłam się wciągnąć w snutą przez autorkę historię. Powoli zbliżał się czas oddania książki do biblioteki, a mi żal było rezygnować z tak dobrze zapowiadającej się książki. Zawzięłam się więc, upchnęłam ją jakoś i udałam się w podróż na wyspę Fernando Poo.
Luz Gabas przeciwstawiła sobie dwa raje - Pasolobino, wioskę położoną wysoko w górach w prowincji Huesca i hiszpańską kolonię - gorącą, tropikalną wyspę Fernando Poo, leżącą u wybrzeży Afryki. Główni bohaterowie, bracia Kilian i Jacobo de Rabaltue przybywają na wyspę w celach zarobkowych. Trafiają do Sampaki, plantacji kakao, gdzie pracuje ich ojciec Anton. Jeden z nich znajduje miłość i przyjaźń wśród miejscowego plemiona Bubich - swój raj na ziemi. Drugi traktuje wyspę jak tymczasowy przystanek w życiu, a jego mieszkańców traktuje przedmiotowo. Dla obydwu życie w kolonii obejmuje najpiękniejsze lata życia, pełne namiętności, przygód, ale też ciężkiej pracy. Brutalnie wyrwani z tego świata nigdy do końca nie potrafili odnaleźć się w ojczyźnie.
Wspomnienia wracają w 2003 roku, gdy Clarence, córka Jacobo odkrywa intrygujący list, który zaprowadzi ją na wyspę, zwaną teraz Bioko, stanowiącą część Gwinei Równikowej. Tam odkrywa tajemnice z przyszłości, które będą miały niebagatelny wpływ na życie całej rodziny.
Książka hiszpańskiej autorki to udany debiut. To nie tylko historia o miłości, ale również spory kawałek powojennej i współczesnej historii politycznej Fernando Poo i Hiszpanii. Zaletą tej powieści jest właśnie jej tło - egzotyczne i gorące, przedstawione wiarygodnie i w ciekawy sposób. Kolejną zaletą są bohaterowie - ciekawi i niejednoznaczni, także ci drugoplanowi. Gabas nie idealizuje roli hiszpańskich kolonizatorów, ale też nie szczędzi im słów krytyki, widzi zalety i wady z jednej strony i z drugiej. Co ciekawe inspiracją dla napisania tej książki była historia jej rodziny, w szczególności ojca i dziadków.
Jakieś wady? Nie podobały mi się niektóre rozwiązania fabularne i denerwowały pewne powtórzenia językowe. To tak na prawdę drobiazgi, bo "Palmy na śniegu" to bardzo dobra powieść obyczajowo-historyczna i cieszę się, że dałam jej drugą szansę.
Być może już niedługo będzie można zobaczyć ekranizację "Palm na śniegu" w reżyserii Fernando Gonzaleza Moliny!
7.5/10
Na wiecznie zielonej i ciepłej, urzekającej wyspie bracia odkrywają kolonialną swobodę obyczajów, obcą szarej i sztywnej frankistowskiej Hiszpanii, ciężko pracują na plantacji, uczą się, co łączy, a co dzieli autochtonów i europejskich przybyszów, i jednocześnie poznają przyjaźń, namiętność, miłość i nienawiść. Jeden z nich wszakże przekroczy niewidzialną granicę zakazu i zakocha się bez pamięci w miejscowej dziewczynie. Ta miłość, wpisana w skomplikowany kontekst społeczny i historyczny, na zawsze zmieni stosunki między, stając się źródłem sekretu sięgającego daleko w przyszłość.
W roku 2003 Clarence, bratanica Kiliana i córka Jacoba, ciekawa ich przeszłości, zagłębia się w trudne, dawno minione sprawy i stopniowo odkrywa zetlałe nici łączące ją z wyspą, by ostatecznie wyjaśnić rodzinną tajemnicę.
Już myślałam, że nie uda mi się przeczytać tej książki. Wielka i gruba cegła ledwo mieściła mi się do torebki. Zaczynałam, czytałam po kilka stron i odkładałam. Zupełnie nie mogłam się wciągnąć w snutą przez autorkę historię. Powoli zbliżał się czas oddania książki do biblioteki, a mi żal było rezygnować z tak dobrze zapowiadającej się książki. Zawzięłam się więc, upchnęłam ją jakoś i udałam się w podróż na wyspę Fernando Poo.
Luz Gabas przeciwstawiła sobie dwa raje - Pasolobino, wioskę położoną wysoko w górach w prowincji Huesca i hiszpańską kolonię - gorącą, tropikalną wyspę Fernando Poo, leżącą u wybrzeży Afryki. Główni bohaterowie, bracia Kilian i Jacobo de Rabaltue przybywają na wyspę w celach zarobkowych. Trafiają do Sampaki, plantacji kakao, gdzie pracuje ich ojciec Anton. Jeden z nich znajduje miłość i przyjaźń wśród miejscowego plemiona Bubich - swój raj na ziemi. Drugi traktuje wyspę jak tymczasowy przystanek w życiu, a jego mieszkańców traktuje przedmiotowo. Dla obydwu życie w kolonii obejmuje najpiękniejsze lata życia, pełne namiętności, przygód, ale też ciężkiej pracy. Brutalnie wyrwani z tego świata nigdy do końca nie potrafili odnaleźć się w ojczyźnie.
Wspomnienia wracają w 2003 roku, gdy Clarence, córka Jacobo odkrywa intrygujący list, który zaprowadzi ją na wyspę, zwaną teraz Bioko, stanowiącą część Gwinei Równikowej. Tam odkrywa tajemnice z przyszłości, które będą miały niebagatelny wpływ na życie całej rodziny.
Książka hiszpańskiej autorki to udany debiut. To nie tylko historia o miłości, ale również spory kawałek powojennej i współczesnej historii politycznej Fernando Poo i Hiszpanii. Zaletą tej powieści jest właśnie jej tło - egzotyczne i gorące, przedstawione wiarygodnie i w ciekawy sposób. Kolejną zaletą są bohaterowie - ciekawi i niejednoznaczni, także ci drugoplanowi. Gabas nie idealizuje roli hiszpańskich kolonizatorów, ale też nie szczędzi im słów krytyki, widzi zalety i wady z jednej strony i z drugiej. Co ciekawe inspiracją dla napisania tej książki była historia jej rodziny, w szczególności ojca i dziadków.
Jakieś wady? Nie podobały mi się niektóre rozwiązania fabularne i denerwowały pewne powtórzenia językowe. To tak na prawdę drobiazgi, bo "Palmy na śniegu" to bardzo dobra powieść obyczajowo-historyczna i cieszę się, że dałam jej drugą szansę.
Być może już niedługo będzie można zobaczyć ekranizację "Palm na śniegu" w reżyserii Fernando Gonzaleza Moliny!
7.5/10
środa, 30 stycznia 2013
"Lato martwych zabawek" Antonio Hill
Inspektor Hector Salgado wraca do Barcelony z przymusowego urlopu, który spędził w rodzinnej Argentynie. Toczy się przeciwko niemu sprawa o dotkliwe pobicie Doktora Omara - podejrzanego w sprawie handlu żywym towarem i śmierci młodej nigeryjskiej prostytutki. Szef, zawieszonego w obowiązkach inspektora, prosi go o pomoc w sprawie śmierci młodego chłopaka Marca, który wypadł z okna w wieczór świętego Jana. Matka Marca za wszelką cenę pragnie dowiedzieć się, co stało się jej synowi, którego przed laty opuściła. Równocześnie toczą się dwa dochodzenia - w sprawie śmierci chłopaka, co raz bardziej podejrzanej i tajemniczego zaginięcia Omara, w którego domu ktoś zostawił zakrwawiony łeb świni. Kim jest tajemnicza Iris? Jakie sekrety skrywają bohaterowie? Debiutancka powieść Antonio Hilla to sprawnie napisany kryminał. Fabuła toczy się spokojnie, by nabrać rozpędu pod koniec. Już od pierwszej strony autor przykuwa uwagę czytelników poprzez retrospekcję - wizja martwej dziewczynki unoszącej się na wodzie wśród lalek przeraża i zmusza do postawienia sobie pytania: jak to się stało i jak to wiąże się ze śmiercią Marca? Dalej akcja zwalnia - Hill zapoznaje nas z głównymi bohaterami, wprowadza w sprawę, daje wczuć się w klimat dusznej Barcelony. Zakończenie Lata martwych zabawek zaskakuje i daje do myślenia. Nawet zwykły obywatel może być bezwzględnym mordercą młodego chłopaka. Jeszcze bardziej szokuje rozwiązanie sprawy zniknięcia Doktora Omara. Antonio Hill kluczy i pozostawia czytelnika w niepewności, zmusza do sięgnięcia po kolejną książkę.
Lato martwych zabawek nie jest wybitnym przedstawicielem gatunku, ale to miła odmiana od mrocznych skandynawskich kryminałów. Niestety w zapowiedziach Albatrosa na ten i następny rok nie ma kolejnej książki Hilla Piękne samobójstwa, a chętnie dowiedziałabym jak potoczą się losy Hectora Salgado.
7/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)









