Znacie ten stan, kiedy patrzycie na półki pełne nieprzeczytanych książek i kompletnie nie macie pojęcia, co chcielibyście przeczytać? Ja znam dość dobrze. Moje wyobrażenie choroby i zwolnienia lekarskiego wygląda tak: leżę w łóżku, otulona kołdrą, z kubkiem herbaty w jednej ręce, w drugiej dobra książka. Ewentualnie nadrabiam jakiś długaśny film (serial), który od dawna chciałam obejrzeć. Fikcja, marzenia ściętej głowy. W rzeczywistości wygląda to inaczej, jedyne co można w takim wypadku robić, to bezmyślne klikanie po kanałach, w poszukiwaniu czegoś lepszego niż kolejny odcinek Ukrytej prawdy. Oczywiście w otoczeniu góry chusteczek higienicznych. W tym tygodniu dopadło mnie jakieś wstrętne choróbsko. Tak więc siedzę w łóżku, patrzę na górę książek, które na mnie czekają i załamuję ręce. Napoczęłam "Wspomnienia brudnego anioła" i świetną "Ziemię kłamstw", ale zupełnie nie mogę się na nich skupić. Więc stoję (a właściwie leżę, bo półki mam blisko łóżka) przed półką z książkami.
Potrzebuję czegoś w miarę lekkiego i wciągającego. Może być kryminał, ale niezbyt ambitny i nie za długi (odpadła "Zaginiona dziewczyna" o której długo myślałam). Może jakaś lekka powieść historyczna - nowa Gutowska-Adamczyk? Nie, jednak nie mam ochoty. To może fantastyka? "Droga królów" stoi najbliżej, ale jest za długa i zbyt ciężka... W końcu padło na "Niewidzialnego strażnika" Dolores Redondo. Nie wiem, czy wytrwam w postanowieniu ;)
Jakie jest Wasze książkowe remedium na chorobę/zmęczenie? Przeczekać? A może macie jakąś ukochaną książkę/autora, do którego wracacie w takich momentach?