Po niebie latają odrzutowce z głowicami atomowymi, ludzie spędzają czas
przed telewizyjnymi ścianami, a strażacy zamiast gasić wzniecają pożary.
Najchętniej palą książki, do tego są zostali powołani. 451 stopni
Fahrenheita to temperatura, w której zaczyna palić się papier.
Najsłynniejsza powieść Raya Bradbury'ego, pięćdziesiąt pięć lat od
pierwszego wydania, wciąż szokuje i wzbudza pozytywne emocje. Kiedyś
odbierana jako głos przeciwko totalitaryzmowi, teraz ukazuje drugie dno i
zmusza do namysłu nad losem cywilizacji. Świat wyzbyty "wysokiej
kultury", zdominowany przez opery mydlane, historyjki obrazkowe, tanią
rozrywkę dla mas. Nie ma w nim miejsca na rozmowę, miłość, szczęście.
Zastępują ją dragi, ogłupiająca telewizja, przemoc, samotność w tłumie.
Wizja Bradbury'ego, szokująca przed półwieczem, dzisiaj także budzi
dreszcz realnego przerażenia oto na własne oczy widzimy, jak
futurystyczne i groźne założenia autora stają się rzeczywistością.
Dobrowolne odrzucenie dorobku kultury, schedy po pokoleniach przodków
szokuje, ale przykład strażaka Guya Montaga pokazuje, że nie jest łatwo
zabić człowieczeństwo, a to co dobre, zawsze w człowieku na wierzch
wypłynie.
Zadziwiające jest to, jak książka z 1953 roku może w 2014 być tak boleśnie prawdziwa. Czy Ray Bradbury był wizjonerem? W dobie smartfonów, telewizji, stałego dostępu do Internetu, gdzie jest miejsce na książkę? Na szczęście nie jest jeszcze tak źle jak w książce Bradbury'ego. Wystarczy jednak tylko na chwilę włączyć telewizję i zastanowić się nad tym co widzimy, by zobaczyć, jak jesteśmy ogłupiani i manipulowani.
- Jest pan beznadziejnym romantykiem- rzekł Faber. - To mogłoby być zabawne, gdyby nie było poważne. Nie książek panu potrzeba, tylko niektórych rzeczy, które ongiś były w książkach. Te same rzeczy mogłyby być również w naszych "salonowych rodzinkach" z dnia dzisiejszego. Tę samą obfitość szczegółów i prawdy życiowej można by dawać przez radia i telewizory, ale się tego nie robi. Nie, nie, to nie za książkami pan tęskni! Niech pan szuka w starych płytach gramofonowych, starych filmach i u starych przyjaciół. Szukać tego trzeba w naturze i sobie samym. Książki były kiedyś tylko jednym ze skarbczyków, gdzie gromadziliśmy mnóstwo rzeczy, których baliśmy się zapomnieć. Nie było w nich w ogóle nic magicznego. Magia tkwiła jedynie w tym, co książki mówiły, jak zszywały razem skrawki wszechświata w jedną szatę dla nas.*
W świecie Bradbury'ego, futurystycznej Ameryce, ludzie nie czytają książek. Wszelka literatura jest zabroniona, nikt nie cieszy się i nie docenia przyrody, nie istnieją pogłębione relacje międzyludzkie, ludzie nie myślą samodzielnie. Żyją w świecie szybkich pojazdów i telewizyjnej "rodzinki". Główny bohater, Guy Montag, jest strażakiem, którego zadaniem jest palenie książek. Całe jego życie zmienia spotkanie z nastoletnią dziewczyną Klarysą, która swym niezwykłym zachowaniem, otwiera mu oczy na pustkę dotychczasowego życia. Seria niepokojących wydarzeń wzmaga u Montaga niezadowolenie z życia, który rozwiązania szuka w ukradzionych z pożarów książek.
Wizja świata bez książek, czy raczej bez wartości jakie ze sobą noszą, jest przerażająca. Bradbury na niecałych 200 stronach kreuje świat okrutny i bezmyślny, ale pozostawia też nadzieję, że zawsze znajdzie się kilku takich "romantycznych głupców" jak Montag, Faber, czy Klarysa. Znakomita książka.
* str. 91-92
