Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2015

Trylogia z Neshov

Anne B. Ragde jest popularną norweską autorką. Jedną z jej najbardziej znanych i lubianych powieści jest "Ziemia kłamstw" opowiadająca o rodzinie Neshov i dwa kolejne tomy - "Raki pustelniki" i "Na pastwiska zielone", które razem tworzą Trylogię Neshov. Fabuła powieści stała się kanwą dla serialu telewizyjnego.

 
Trylogia Neshov to historia pewnej norweskiej rodziny mieszkającej nieopodal Trondheim. Kiedy stara Anna Neshov trafia do szpitala po wylewie, w  rodzinnym gospodarstwie w miejscowości Byneset gromadzą się jej trzej synowie i jedyna wnuczka. Najstarszy syn kobiety, 56-letni Tor prowadzi gospodarstwo, gdzie hoduje świnie. Jako jedyny z całej trójki, ma córkę Torunn, który spotkał raz w życiu. Teraz pragnie, aby córka przyjechała poznać babcię, zanim ta umrze. Średni syn Anny - Marigdo prowadzi własny zakład pogrzebowy i od siedmiu lat nie odwiedza rodziny. Najmłodszy Erlend, który wraz z partnerem mieszka w Kopenhadze zajmuje się dekorowaniem wystaw sklepowych. Spotkanie po latach odkryje wiele tajemnic.

Trylogia Neshov to doskonała opowieść o losach dysfunkcyjnej rodziny, która po latach spotyka się, odkrywa swe mroczne tajemnice i kłamstwa. Radge świetnie sportretowała każdą z postaci. Od nieporadnego staruszka, po zagubioną dziewczynę, szukającą swych korzeni i miejsca w życiu, głęboko wierzącego przedsiębiorcę pogrzebowego, upartego rolnika, kochającego swoje świnie i kolorowego geja, który uciekł przed nietolerancją aż do Kopenhagi. Każda z tych postaci jest intrygująca i warta uwagi.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona trylogią norweskiej autorki. Ragde zaskoczyła mnie swoim chłodnym, precyzyjnym stylem i plot twistami, którymi zakończyła część pierwszą i drugą. Zżyłam się z bohaterami i kibicowałam im. Szkoda, że przygoda z tą sagą już się skończyła. Czekam na każdą inną książkę Anne B. Ragde.

Polecam!

niedziela, 7 grudnia 2014

"Białe kruki" Christer Mjåset

Jako dziewczynka kochałam się w doktorze Rossie (George Clooney) z Ostrego dyżuru. Później, na długie lata, zafascynowali mnie chirurdzy z Grey's Anatomy. Do dziś oglądam ten serial z wypiekami na twarzy. Choć nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, by w życiu objąć ścieżkę zawodową, choć w najmniejszym stopniu związaną z medycyną, to zawsze fascynowała mnie ta dziedzina nauki. Dzięki książce Christera Mjåseta mogłam poznać historię lekarzy z Oddziału Neurochirurgii Szpitala Haukeland w Bergen.



Matias Grande to młody ojciec i ambitny neurochirurg. Gdy w czasie samotnego, nocnego dyżuru decyduje się na samodzielną operację i ratuje życie młodemu mężczyźnie, czuje, że może osiągnąć wszystko, a zwłaszcza posadę stałego pracownika oddziału. Niestety dobry humor Matiasa burzy wiadomość o redukcji etatów. O wymarzone stanowisko mężczyzna będzie musiał walczyć z kolegami po fachu - młodym Niemcem, Wernerem Schlunkiem, który niedawno obronił doktorat i ambitną badaczką Theą Michelsen.

Jaka jest różnica między Bogiem a neurochirurgiem? Bóg nie jest neurochirurgiem.

Mjåset znany polskim czytelnikom jest z thrillerów medycznych, m.in. "Lekarza, który wiedział za dużo". Wydanie "Białych kruków" w serii Mroczny Zakątek może być mylące, bo zdecydowanie nie jest to sensacja. Książka norweskiego autora to bardziej powieść obyczajowa, ukazująca mroczne kulisy pracy chirurgów z uniwersyteckiego miasteczka Bergen. Fabułę poznajemy z perspektywy kilku bohaterów, głownie trójki walczącej o stały wakat na oddziale neurochirurgii. Matias, Thea i Werner to ludzie młodzi i ambitni, którzy starają się wywalczyć sobie miejsce wśród starych wyjadaczy, którzy niechętnie dopuszczają do stołu operacyjnego młode wilki. Czasami walka jest bezwzględna, a dobro pacjenta schodzi na drugi plan. Lekarze norweskiego autora nie jawią się jako bogowie, a wręcz przeciwnie, pełni są typowo ludzkich wad. Każdy z nich zmaga się ze swoimi problemami, zarówno w życiu prywatnym, jaki i zawodowym. I głównie o tym opowiada książka Mjåseta.

"Białe kruki" jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, nawet laicy w dziedzinie medycyny nie powinni mieć żadnych problemów, by przeczytać tę książkę. Zdecydowanie jest to powieść dla fanów serialu Chirurdzy i każdego, kto lubi książki obyczajowe.

Za książkę dziękuję Business and Culture i wydawnictwu Smak Słowa.


niedziela, 13 kwietnia 2014

"Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę" Agnès Martin-Lugand

Kwintesencją idealnego popołudnia to chwila z dobrą książką i smaczną kawą, najlepiej w dużym kubku. Dlatego gdy zobaczyłam tytuł i okładkę debiutanckiej książki



niedziela, 16 marca 2014

"Kolor jej serca" Barbara Mutch

Premiera 19.03.2014

"Kolor jej serca", debiutancka książka Barbary Mutch, świetnie wpisuje się w modny ostatnio trend pisania o rasizmie. Inspiracją do napisania książki stała się historia babki Barbary Mutch, Irlandki, która po pięciu latach dołączyła do narzeczonego osiadłego w Afryce Południowej i tam zaprzyjaźniła się ze swoją ciemnoskórą służącą.


Rok 1919. Cathleen opuszcza rodzinną Irlandię i udaje się do Karru w Afryce Południowej, by dołączyć do narzeczonego po pięciu latach rozłąki.W dalekiej Afryce Cath wychodzi za mąż za Edwarda i rodzi mu dwójkę dzieci - pogodnego Philippa i zbuntowaną Rosemary. Samotność i poczucie wyobcowania, w nowym miejscu, osładza jej przyjaźń z ciemnoskórą służącą Miriam i jej śliczną, uzdolnioną muzycznie córką Adą. Catherine nie tylko uczy dziewczynkę czytać, pisać i grać na pianinie, ale obdarza głębokim, matczynym uczuciem. Młodziutka Ada odwdzięcza się bezgraniczną miłością i wiernością do swojej Pani i jej rodziny.Ta wierność będzie też jej przekleństwem. Kiedy Ada odkrywa, że nosi pod sercem dziecko rasy mieszanej, przytłoczona poczuciem winy, wyprowadza się z bezpiecznego Cradock House i udaje się do leżącej nieopodal kolonii dla czarnych. Cathleen pomimo sprzeciwu męża i ograniczeniom apartheidu szuka Ady.

Narratorką książki i jej główną bohaterką jest Ada, córka Miriam, która pracuje w domu białych państwa w Cradock House. Adę i jej Panią - Cathleen łączy szczególna więź. Cath odkrywa w Adzie córkę, którą chciałaby mieć - oddaną, kochającą i czułą. Uczy ją czytać i pisać, a także budzi w niej miłość do muzyki i uczy grać na pianinie. Drugą bohaterką jest Cathleen Harrington, Irlandka zamieszkała w Afryce Południowej. Jej historię poznajemy dzięki, krótkim wpisom w pamiętniku, który Ada odczytuje jako swoiste wiadomości do niej. W powieści występują też inne ciekawe postaci - takie jak mąż Cathleen, Edward, jej córka Rose i przyjaciółka Lindiwe, ale to relacja między ciemnoskórą służącą a jej białą panią jest główną osią "Koloru jej serca".

Drugim wątkiem, niemniej ważnym jest problem apartheidu. To słowo prześladuje obie kobiety od pierwszej do ostatniej strony książki. Po urodzeniu Dawn Ada na własnej skórze przekonuje się, co to znaczy być odrzuconą przez "swoich". Jej córka nie należy ani do społeczności białych ani czarnych. Realne jest też zagrożenie ze strony rządu - Ada i Cathleen wciąż drżą i boją się konsekwencji urodzenia dziecka mieszanego pochodzenia. Walka z segregacją rasową jest ukazana w tle, bowiem Ada w obawie o życie swojego dziecka niechętnie angażuje się w działalność przeciw apartheidowi. 

"Kolor jej serca" jest ciekawą, sprawnie napisaną powieścią obyczajową z wątkiem historycznym. Niestety zabrakło jej odrobiny tego "czegoś" co sprawia, że nie można się od niej oderwać. Postacie Ady i Cathleen są papierowe i w swojej dobroci czasem wręcz niewiarygodne. Gdyby nie "hańba" tej pierwszej, główne bohaterki "Koloru jej serca" można by uznać za idealne. Szkoda, że autorka nie poświęciła więcej miejsca Dawn i Rose, które miały potencjał na naprawdę ciekawe postaci. Książka Barbary Mutch nie jest powieścią na miarę np. "Służących", ale to pozycja interesująca i warta uwagi, szczególnie dla czytelników, których interesuje historia Afryki.

7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.

sobota, 1 marca 2014

"Obietnica gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley

Matt i Elle Beaulieu to amerykańska złota para. On - ceniony neurochirurg z własną praktyką. Ona - była kosmonautka współpracująca z NASA, astrofizyk. Ich beztroskie życie przerywa tragiczny wypadek. Elle spada z drabiny, uderza głową o kamień i zapada w stan śmierci mózgowej. Zrozpaczony Matt jest gotowy odłączyć żonę od aparatury podtrzymującej życie, gdyż wie, że Elle obawiała się powolnego umierania. Gdy okazuje się, że kobieta jest w ciąży Matt zmienia zdanie, bowiem największym pragnieniem jego ukochanej było posiadanie dziecka. Z decyzją Matta nie zgadza się jego matka Linney i szwagier Christopher, którzy twierdzą, że Elle nie chciałaby cierpieć tak jak jej matka, która powoli umierała na raka. Sprawa ląduje w sądzie, a Matt rozpoczyna walkę o życie swego nienarodzonego dziecka.


"Obietnica gwiezdnego pyłu" to książka, która poruszy nie jednego twardziela. Rozpacz Matta po stracie ukochanej jest wręcz namacalna. Jedynym co trzyma go przy życiu to świadomość istnienia dziecka, czy raczej płodu, bo Elle jest dopiero w 8 tygodniu ciąży. Decyzja o utrzymaniu żony przy życiu jest najtrudniejszą jaką musiał w życiu podjąć. Jako lekarz wie, że nie ma dla niej ratunku. Wychowująca się po sąsiedzku para obserwowała powolną i pełną bólu śmierć matki Elle. Matt wiedział, że Elle nie chciała być sztucznie podtrzymywana przy życiu. Jednak mężczyzna był też świadkiem poronień i straty dziecka jakiego wspólnie doświadczyli i wiedział, że Elle poświęciłaby wszystko, by urodzić zdrowe dziecko. Po drugiej stronie barykady stoi matka Matta, która traktowała Elle jak własną córkę. Decyduje się walczyć o godną śmierć synowej. Historię tę poznajemy z perspektywy Matta i szybko zaczynamy mu kibicować (a przynajmniej ja). Razem z nim cierpimy i zastanawiamy się co dalej. A temat to niełatwy i kontrowersyjny, bo z jednej strony występują obrońcy życia nienarodzonego, a z drugiej prawa do godnej śmierci. I obydwa obozy mają argumenty, które warto rozważyć.

Debiutancka książka Sibley to historia pięknej miłości i przyjaźni, najpierw młodych zakochanych w sobie bohaterów, później dojrzalszych, świadomych swych uczuć małżonków. Nie jest to historia usłana różami, ale pełna dobrych i złych emocji, zdrad, cierpienia, ale też wielu chwil radości. Życie bohaterów to nie idylla, wręcz przeciwnie, ale na kartach tej powieści czuć ogromne uczucie jakim się darzyli. Nad "Obietnicą gwiezdnego pyłu" wylałam nie jedną łzę. To piękna i smutna książka, a przy tym dobrze napisana. To tak zwany page-turner, książka na jeden wieczór, wciągająca i poruszająca. Polecam wszystkim lubiącym książki obyczajowe!

7.5/10

niedziela, 27 października 2013

"Dziewczyna na klifie" Lucinda Riley

Trzydziestojednoletnia rzeźbiarka Grania Ryan, załamana po poronieniu, opuszcza Nowy York, narzeczonego Matta i wraca w rodzinne strony - do niewielkiego miasteczka nad zatoką Dunworley w Irlandii. Podczas spaceru nad brzegiem morza, w czasie burzy, kobieta spotyka rudowłosą dziewczynkę, w koszuli nocnej, stojącą na krawędzi klifu. Między Granią a ośmioletnią Aurorą Lisle, osieroconą przez matkę mieszkanką dworu Dunworley, szybko rodzi się silna więź. Ten fakt mocno niepokoi matkę Grani, Kathleen, która przestrzega córkę przed znajomością z rodziną Lisle'ów, obawiając się, że w ten sposób powiela wydarzenia z przeszłości, na których bardzo ucierpieli jej przodkowie. Dzięki starym listom z 1914 roku i opowieściom matki Grania dowiaduje się, jak bardzo splecione są losy dwóch rodzin. Nie wie też, jak bardzo zmieni się jej życie.

 "Dziewczyna na klifie" przenosi nas w różne czasy - od pierwszej wojny światowej, okres międzywojnia, po lata 70 XX wieku i współczesność. Odwiedzamy stary dwór w zielonej Irlandii, bombardowany Londyn i współczesny Nowy Jork. Autorka z rozmachem kreśli swoją historię, wprowadza wielu bohaterów, jednych poznajemy lepiej, a inni stanowią jedynie tło. Wątek historyczny był bardzo ciekawy, szkoda, że autorka nie zdecydowała się go bardziej rozbudować. Zdecydowanie bardziej zaciekawiły mnie losy prababki Grani - Marii i jej córek, którym niestety nie udzielono głosu.

Fabuła książki Lucindy Riley przywodzi na myśl powieści Kate Morton. Jest to historia dwóch irlandzkich rodzin, których losy są ze sobą ściśle splecione. Nie zabrakło też dramatycznego, lecz mocno przewidywalnego i miejscami ckliwego wątku współczesnego. Pierwsze sto stron nie zaciekawiło mnie, dopiero przeniesienie akcji w rok 1914 rozbudziło moje zainteresowanie tą historią.  Główną wadą "Dziewczyny na klifie" jest jej przewidywalność i stereotypowość bohaterów. Jedyne co mnie zaskoczyło to zakończenie wątku Aurory.

Pomimo cukierkowatości i pewnymi nieprawdopodobnymi wątkami (np. zostawienie Aurory pod opieką dopiero poznanej Granii) książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jest to ciepła historia o miłości, rodzinnych tajemnicach i przebaczeniu. Polecam (choć nie serdecznie i gorąco) miłośnikom powieści obyczajowych. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją.

7/10

czwartek, 24 października 2013

"Zatoka o północy" Diane Chamberlain

Diane Chamberlain to znana amerykańska autorka ponad dwudziestu książek, często porównywana z Jodi Picoult. Jej powieści to mieszanina romansu, kryminału i powieści obyczajowych. Tu na blogu opisywałam jedną z jej książek - "Tajemnicę Noelle".

Wszystkie dzieci popełniają błędy. Większość tych błędów zostaje łatwo zapomniana, ale niektóre są zbyt poważne, sieją zbyt wielkie spustoszenie, by mogły kiedykolwiek całkiem zniknąć z pamięci. Błąd, który popełniłam jako dwunastolatka, wciąż mnie prześladował, choć miałam już pięćdziesiąt trzy lata. [str. 7] Tymi słowami zaczyna się "Zatoka o północy". Julie Bauer nie może uporać się z błędem z przeszłości, w konsekwencji którego zginęła jej siedemnastoletnia siostra Izzy. Dzięki retrospektywom przenosimy się do roku 1962, do domku letniskowego w Bay Head Shore, gdzie letnie wakacje spędzają siostry - Isabel, Julie, Lucy, ich rodzice i dziadkowie. Beztroskie chwile przerywa morderstwo najstarszej z dziewczynek.
Lawinę wspomnień i ciąg wydarzeń, który doprowadzi do odkrycia mordercy, wywoła wizyta Abby Chapman, córki przyjaciela z dzieciństwa Ethana i lektura listu jej wuja Neda - chłopaka zamordowanej siostry. Julie spróbuje dowiedzieć się, kto naprawdę zamordował jej siostrę przed czterdziestoma laty.

Historię poznajemy z perspektywy trzech bohaterek. Wiodącą rolę pełni Julie - pisarka książek detektywistycznych dla dzieci i przewrażliwiona matka nastoletniej Shannon. Drugą narratorką jest jej młodsza siostra Lucy, która pamiętnego lata miała zaledwie osiem lat. Trzecią narratorką jest Maria, matka Julie, Lucy i Izzy. Autorka pokazała jak różnie każda z nich poradziła sobie po rodzinnej tragedii  - nieustraszona Julie wyrosła na bojaźliwą kobietę, Lucy stała się odważną i pewną siebie osobą, choć jako mała dziewczynka bała się własnego cienia. "Zatoka o północy" koncentruje się na trudnych relacjach siostrzanych, a także pomiędzy matką, a córkami - Marią, Julie, Isabel i Lucy oraz Julie i Shannon. Przede wszystkim jednak książka opowiada o tym, jak błędy z przeszłości, wpływają na teraźniejsze życie bohaterów, ich charakter i zachowanie.

Diane Chamberlain po raz drugi wciągnęła mnie w świat rodzinnych dramatów. Stworzyła ciekawą, niekiedy wzruszającą historię o skomplikowanych relacjach międzyludzkich i wielkiej tragedii jaka spotkała rodzinę Bauerów. Serdecznie polecam tę książkę wszystkim wielbicielom powieści obyczajowych. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją.

7/10


niedziela, 19 maja 2013

"Sekret drzewa oliwnego" Courtney Miller Santo


Pomysł na książkę pojawił się w głowie Courtney Miller Santo  po narodzinach jej córki, piątego pokolenia w rodzinie. Prababka autorki zmarła w wieku 104 lat, a ostatnie dwadzieścia lat mieszkała w Corning, małym miasteczku w Północnej Kalifornii, które jest znane ze swoich gajów oliwnych. Courtney Miller Santo jest dziennikarką, autorką opowiadań, a "Sekret drzewa oliwnego" to jej debiutancka powieść.

"Sekret drzewa oliwnego" to książka o trudnych relacjach międzyludzkich. Książka podzielona jest na pięć części, których bohaterkami są Anna, Bets, Callie, Deb i Erin. Historia zaczyna się od mającej 112 lat nestorki rodu Anny, którz pragnie zostać najstarszą osobą na świecie. Mimo podeszłego wieku zachowała trzeźwość umysłu i dobrą formę fizyczną. Anna jest pierwszą z rodu niezwykle żywotnych kobiet z rodziny Kellerów. Razem z nią, na farmie oliwkowej Hill House w dolinie Sacramento mieszka dziewięćdziesięcioletnia córka Bets i sześćdziesiokilkuletnia wnuczka Callie. Kobiety łączą skomplikowane relacje, które widać szczególnie po powrocie Erin, wnuczki Callie, oraz jej matki Deb, która siedziała w więzieniu za zabójstwo męża. Skrywane od lat tajemnice wychodzą na światło dzienne wraz z doktorem Hashmim, genetykiem zafascynowanym długowiecznością pierworodnych córek tej niezwykłej rodzinny. Jego przybycie wyzwoli lawinę wydarzeń, której nikt się nie spodziewał.
  
Chyba niewielu z nas ma szansę dobrze poznać swoich pradziadków, nie mówiąc o dalszych członkach rodziny. Dwudziestoczteroletnia Erin nie tylko poznała swoją praprababkę Annę i prababkę Bets, ale została przez nie wychowana. Domniemany gen długowieczności pozwolił jej i czytelnikom poznać interakcje pomiędzy kilkoma pokoleniami kobiet z jednej rodziny. Courtney Miller Santo daje głos każdej ze swoich bohaterek, poczynając od głowy rodu, po najmłodszego członka rodziny. Każdy rozdział pozwala poznać różne punkty widzenia i perspektywy, odkrywa skrywane przez kobiety tajemnice, a dzięki licznym retrospekcjom daje wgląd w przeszłość kobiet .  Każda z bohaterek książki jest inna, wyjątkowa, nie każdą polubiłam, ale autorce udało się stworzyć pięć różnych, ciekawych osobowości. "Sekret drzewa oliwnego" skupia się na szczególnych i zazwyczaj trudnych relacjach jakie łączą matki i córki. Wyraźnie wyczuwalne jest napięcie i animozje pomiędzy bohaterkami, które nie potrafią się między sobą dogadać.    

 "Sekret drzewa oliwnego" jest dobrą powieścią obyczajową z interesującymi bohaterkami, ale jeśli mam być całkowicie szczera to czegoś mi w niej zabrakło. Szkoda, że autorka nie rozwinęła wątków najciekawszych postaci - Anny, Bets i Deb, która według mnie została potraktowana po macoszemu. Nie jest to typowa saga rodzinna, chłodne relacje między bohaterkami sprawiły, że nie potrafiłam zaangażować się w tę historię i przejąć ich losami. Szkoda, bo początek zapowiadał się bardzo dobrze.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik jako powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych.

7/10

piątek, 29 marca 2013

"Wzgórze Dzikich Kwiatów" Kimberley Freeman

Zebrało mi się kilka książek do zrecenzowania. Pogoda nie sprzyja ostatnio niczemu. Najchętniej tylko bym spała, a tu coś o przeczytanych książkach trzeba napisać :) Dziś coś czemu nie umiem się oprzeć - czyli historia z rodzinną tajemnicą w tle...

Od konwenansów społecznych Glasgow w czasach Wielkiego Kryzysu do zielonych pastwisk na tasmańskiej owczej farmie. Niezwykła historia tajemnic rodzinnych, zakazanej miłości i dwóch kobiet, które muszą zacząć wszystko od nowa…

Beattie: Glasgow 1929
Beattie Blaxland ma talent i wielkie ambicje. Pragnie zostać projektantką mody. Nie przypuszcza, że tuż przed dziewiętnastymi urodzinami zajdzie w ciążę z żonatym mężczyzną. Z bardzo nieodpowiednim mężczyzną, który niedługo potem zostawi ją z małą córeczką. Aby odbić się od dna i zdobyć majątek, Beattie jest gotowa na wiele. Nawet na utratę dobrego imienia i opinii uczciwej kobiety…

Emma: Londyn 2009
Emma Blaxland–Hunter jest primabaleriną w Balecie Królewskim. Ma świat u swoich stóp, gdy nagle zdarza się wypadek i traci wszystko, o czym marzyła. Załamana dziewczyna niespodziewanie otrzymuje niezwykły spadek po babce — posiadłość w dalekiej Tasmanii zwaną Wzgórzem Dzikich Kwiatów. A jest to miejsce, gdzie każdy najpierw uczy się żyć samotnie, potem zaś odkrywa, czego tak naprawdę pragnie.


"Wzgórze Dzikich Kwiatów" to udana powieść obyczajowo-historyczna, którą szybko przeczytałam i będę miło wspominać. Nie jest to nic bardzo ambitnego, ale książkę czyta się dobrze. Kimberley Freeman nie oferuje nam czegoś odkrywczego i wiele osób może powiedzieć, że to już było, ale sympatyczne, dobrze zarysowane postacie, ciekawa fabuła i egzotyczna Tasmania okazały się przyjemną mieszanką. Z zapartym tchem śledziłam zmagania z przeciwnościami losu Beattie, kibicowałam również Emmie w powrocie do zdrowia i zrozumieniu, co w życiu na prawdę ważne.

Książkę pani Freeman polecam każdemu miłośnikowi sag rodzinnych. Znajdziecie tam rodzinną tajemnicę, nieszczęśliwą miłość, interesujące tło historyczne i pięknie opisaną Tasmanię.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik.

Ps. Wybaczcie tak krótką recenzję, ale nie jestem w stanie napisać czegoś bardziej sensownego. Obiecuję poprawę :) 

Pogodnych Świąt Wielkanocnych! Życzę Nam wszystkim lepszej pogody i dużo energii!

niedziela, 24 marca 2013

"Muzyka fal" Sara MacDonald

"Muzykę fal" przeczytałam prawie tydzień temu. Bardzo żałuję, że nie napisałam o niej kilku zdań od razu. Z biegiem czasu rozmywają się uczucia towarzyszące czytanej książce. Na szczęście powieść pani MacDonald "siedzi" mi w głowie na tyle mocno bym mogła wyrazić swoją opinię.

W pięknym zakątku Anglii, na kornwalijskim wybrzeżu mieszkają trzy pokolenia Tremainów. Fred i Martha przeżywają radości i smutki jesieni życia. Ich dzieci - wzięta adwokatka Anna oraz wiejski pastor Barnaby - na swój sposób zmagają się z trudnościami osobistymi i rodzinnymi. Wnuczka Lucy próbuje ułożyć sobie życie, a jednocześnie zachować bliskie związki z ukochanymi dziadkami.

Dylematy, przed którymi stają członkowie rodziny, nabierają głębi i ostrości, gdy Lucy znajduje na strychu stary kufer z dokumentami rodzinnymi i odkrywa tajemnicę, pilnie strzeżoną od ponad pół wieku. Losy członków rodziny - ujawniane w kolejnych odsłonach, w Polsce, Londynie, Berlinie, Kornwalii - ukazują ogrom cierpień, wywołanych wojną, nienawiścią i uprzedzeniami. Przeżycia jednego pokolenia przenoszą się na następne, tkwią w psychice, warunkują relacje między ludźmi na wiele lat. Odsłonięcie prawdy, zarówno historycznej, jak i indywidualnej, pozwala zdjąć piętno przeszłości i budować przyszłość, w której być może historia się nie powtórzy.


Losy rodziny Tremainów autorka przedstawiła z kilku perspektyw czasowych i posłużyła się kilkoma narratorami. Szczególnie spodobał mi się ten drugi zabieg, który pozwolił poznać bohaterów, motywy ich postępowania i ocenić wydarzenia z różnych perspektyw. Od pierwszych stron udało się Sarze MacDonald przykuć moją uwagę, zaciekawił mnie los jej postaci, rodzinna tajemnica i wojenne przeżycia Marthy. Fabuła poszła co prawda w przewidzianym przeze mnie kierunku, autorka niczym mnie nie zaskoczyła, ale ważniejsze dla mnie były uczucia jakie targały bohaterami.

Autorka bardzo przekonująco nakreśliła sylwetki bohaterów - kata i ofiary, dwojga zagubionych staruszków, borykającego się ze starością rodziców syna, dążącą do perfekcji i zmagającą się z demonami przeszłości córkę i rozdartą pomiędzy Kornwalią a Londynem wnuczkę. Każde z nich jest inne i choć często nie zdają sobie z tego sprawy, źródło ich problemów tkwi w przeszłości. "Muzyka fal" jest subtelną, smutną powieścią. Porusza problemy nieuchronnej i okrutnej starości, bezmiaru ludzkiego okrucieństwa, ale też niezwykłej woli przeżycia i siły przebaczenia. Wywołała we mnie emocje, wzruszyła i skłoniła do refleksji.

Mocne 7.5/10

sobota, 12 stycznia 2013

"Delikatność" David Foenkinos

Co raz częściej zdarza mi się obejrzeć film przed lekturą książki. Podobnie było w przypadku "Delikatności". Francuską produkcję z Audrey Tatou obejrzałam jeszcze w listopadzie i natychmiast zapragnęłam przeczytać powieść Foenkinosa.

François zaczepia Natalie na ulicy, i tak rozpoczyna się historia wielkiej miłości tych dwojga. Szczęście pary przerywa tragiczny wypadek - mężczyzna wpada pod koła ciężarówki i umiera. Dla Natalie jest to prawdziwy cios, życie traci sens, a ona działa jak automat. Wielką pustkę przerywa przypadkowy pocałunek z kolegą z pracy - przeciętnym Markusem. Tak rozpoczyna się historia dochodzenia do siebie po stracie bliskiej osoby i powoli rodzącym się uczuciu.

"Delikatność" to subtelna historia miłości pomiędzy dwojgiem zagubionych ludzi. Natalie po śmierci męża pogrążyła się w letargu, szukała ukojenia w pracy i żyła namiastką życia. Wszystko zmienił jeden pocałunek - dla niej nic nie znaczący. Dla niego - Markusa nieśmiałego Szweda był wszystkim, ucieleśnieniem wszystkich fantazji i marzeń. Jego determinacja i delikatność przywróciła Natalie chęć do życia i otworzyła na nową miłość. Foenkinos stworzył prostą historię, ale oczarował mnie słowem, humor przeplatał tragedią i robił to wyjątkowo dobrze. Rozdziały autor przeplatał cytatami i przepisami, niektóre bardzo mi się podobały i dopełniały treść książki, inne były zupełnie "od czapy".

Foenkinos uświadamia nam dość oczywiste, ale też zapomniane prawdy np. że miłość nie jedno ma imię. Czaruje słowem i szepcze do ucha. Zarówno film, jak i książka mnie zauroczyły - dostarczyły  kilka chwil wzruszeń i śmiechu. Ciekawa jestem innych książek autora - czy też mnie oczarują?

7.5/10

środa, 9 stycznia 2013

"Matka Pearl" Maureen Lee

Maureen Lee jest angielską autorką powieści obyczajowych. Wydawnictwo Świat Książki wydało do tej pory cztery jej książki - "Wrześniowe dziewczynki", "Nic nie trwa wiecznie", "Wędrówka Marty" i kilka miesięcy temu "Matkę Pearl".

Fabuła toczy się dwutorowo, na przemian poznajemy historię dwóch kobiet - matki i córki. W 1971 -  Pearl - młoda nauczycielka, mieszka z wujem i ciotką w Liverpoolu. Z więzienia, po dwudziestu latach wychodzi jej matka - Amy, skazana za zabójstwo męża Barneya, ojca Pearl. Historię Amy poznajemy od 1939 roku, kiedy to poznała i zakochała się w Barneyu Pattersonie, młodym mężczyźnie z bogatego domu. Ich szczęście przerywa II wojna światowa i powołanie mężczyzny do wojska. Stopniowo poznajemy bohaterów, ich historię, troski i zmartwienia. Autorka powoli odkrywa karty, by w końcu odpowiedzieć na nurtujące czytelników pytania - co przydarzyło się Barneyowi w czasie wojny i dlaczego Amy zabiła ukochanego męża?

Maureen Lee stworzyła dobrą powieść obyczajową, z wiarygodnymi postaciami i ciekawym tłem historycznym. Książka rozkręcała się powoli, początek był dość nudny i irytujący, ale po około stu stronach czytała się sama. Wojenne losy bohaterów wciągnęły mnie bardziej niż ich życie w latach siedemdziesiątych. Szkoda jedynie, że autorka nie wysiliła się by rozbudować charakterystykę bohaterów drugoplanowych - chętnie przeczytałabym więcej o szalonej matce Barneya, szwagierce Amy - Marion.

"Matka Pearl" jest napisana bardzo przystępnym językiem. Autorka nie sili się kwieciste opisy i wyrafinowane metafory, jej styl jest prosty, ale przyjemny w odbiorze. Sama historia jest wciągająca i dobrze napisana, choć mam pewne wątpliwości co to rozwiązania tajemnicy śmierci Barneya. Maureen Lee stworzyła bardzo przyjemne czytadło.

Książka została przeczytana w ramach Wyzwania Booktrotter.

6.5/10

poniedziałek, 12 listopada 2012

"Podróż do miasta świateł, tom I Róża z Wolskich" Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Małgorzata Gutowska-Adamczyk jest autorką bestselerowej sagi "Cukiernia pod Amorem" i wielu powieści dla młodzieży. W "Róży z Wolskich" pisarka wraca do niektórych postaci swoich książek i zabiera czytelników w podróż po mieście świateł - Paryżu z czasów belle epoque.

Fabuła toczy się dwutorowo - w 2011 roku poznajemy Ninę trzydziestokilkuletnią historyk sztuki, która przyjeżdża do Gutowa na pogrzeb dawno nie widzianej ciotki. Kobieta zatrzymuje się w pałacu w Zajezierzycach, przekształconym w hotel przez jedną z bohaterek "Cukierni..." Igę Toroszyn. Nina na prośbę właścicielki obiecuje zbadać sprawę oryginalności portretu hrabiego Zajezierskiego rzekomo namalowanego przez Rose de Vallenord. Drugi wątek - XIX- wieczny opowiada historię Krystyny i Róży z Wolskich - matki i córki, które po powstaniu i zesłaniu męża i ojca na Sybir przyjeżdżają do Paryża do wuja Izydora. Nie będę zdradzać więcej fabuły by nie zepsuć nikomu przyjemności z odkrywania losów Niny i Róży - dwóch głównych bohaterek.

Pani Gutowska-Adamczyk z wielką łatwością prowadzi nas uliczkami Paryża i wspaniale snuje historię zarówno współczesną, jaki i osadzoną w XIX wieku. Plusem powieści są świetnie zarysowane postaci kobiece - Róża z zahukanej niemowy przeistacza się w świadomą swojej urody malarkę, wciąż pozostając jednak pod urokiem i wpływem księcia Rogera Vallenorda, również Nina stopniowo dorasta i wydaje się, że powoli uwalnia od toksycznej relacji z matką. Trochę zaniedbane są postacie męskie, które mają wielki potencjał, miejmy nadzieję, że autorka poświęci im trochę miejsca w kolejnym tomie. "Podróż..." kryje jeszcze więcej tajemnic, których rozwiązania nie mogę się doczekać. Wiele wątków zostało tylko zarysowanych np. sprawa odzyskania mienia pożydowskiego czy kradzieże dzieł impresjonistów.
 

Autorka zabiera nas w cudowną podróż po Paryżu - jednym z głównych bohaterów. Sprawiła, że natychmiast chce się odwiedzić to kapryśne miasto, pochodzić uliczkami Montmartu, udać się na spacer do Lasku Bulońskiego czy podziwiać Luwr. Udaje się do dzięki bardzo plastycznym opisom - zabytków, małych uliczek, a nawet jedzenia. Opisy potraw spożywanych przez Ninę w Zajezierzycach czy opis powideł śliwkowych powodują, że ciekła mi ślinka.
 

"Różę z Wolskich" czytałam z prawdziwą przyjemnością, choć podobała mi się odrobinę mniej niż "Cukiernia pod Amorem". Niestety na kolejny tom musimy czekać do jesieni 2013 roku.

środa, 24 października 2012

"Tydzień w zimie" Marcia Willett

Bohaterem "Tygodnia w zimie" jest Moorgate - wiejska posiadłość w Kornwalii należąca do starszej pani - Maudie, lady Todhunter. Kobieta po śmierci męża postanawia sprzedać letni dom i zapewnić oszczędności na przyszłość dla siebie i ukochanej przyszywanej wnuczki Posy. Maudie do renowacji domu przed sprzedażą zatrudnia Roba Abbota, samotnika, który zakochał się w Moorgate. Decyzji o pozbyciu się posiadłości sprzeciwia się pasierbica Maudie - Selina, do której matki należała niegdyś posiadłość. Kobieta pragnie za wszelką cenę kupić posiadłość, która kojarzy się ze zmarłą matką, a przy okazji utrzeć nosa znienawidzonej macosze. W drugiej części książki poznajemy Melissię, młodą dziewczynę, która zauroczona postanawia zobaczyć Moorgate i znajduje tam prawdziwą miłość.

Akcja w "Tygodniu w zimie" toczy się powoli, stopniowo poznajemy i zaprzyjaźniamy się z różnymi bohaterami.  Moją zdecydowaną faworytką została dziarska staruszka Maudie. Równie szybko polubiłam Posy i jej psa Poloniusza. Czarnym bohaterem stała się, nie zła macocha, lecz jej pasierbica Selina. Ta samolubna i bezmyślna kobieta wyjątkowo działała mi na nerwy i kibicowałam jej mężowi Patrikowi w próbach uwolnienia się spod jej zgubnego wpływu. Rob i Melissa wydawali mi się odrobinę zbyt cukierkowi, ale współczułam im i spodziewałam się innego zakończenia.

"Tydzień w zimie" to dobrze napisana powieść obyczajowa, pełna ciepła, ale też słodko-gorzka opowieść o miłości, rodzinie i tajemnicach. Marcia Willett stworzyła ciekawe i wiarygodne postacie. Lektura tej książki kojarzy mi się z blaskiem kominka, ciepłym kocem, kotem na kolanach i z herbatą w dłoniach. Idealna na pochmurne jesienne i zimowe wieczory, dobry relaks po cieżkim dniu i niegłupie czytadło.

sobota, 13 października 2012

"Tajemnica Noelle" Diane Chamberlain

Czasem muszę sobie zrobić przerwę od kryminałów i fantastyki. Wybieram wtedy powieść obyczajową, młodzieżówkę i rzadziej literaturę faktu. Tym razem wypadło na "Tajemnicę Noelle". Poprzednie książki pani Chamberlain kojarzę, ale nie czytałam żadnej z nich, wypożyczałam je w bibliotece dla mamy.

 Historię poznajemy z różnych punktów widzenia: Tary, Emerson, Noelle - najlepszych przyjaciółek, córki Tary - Grace, a także tajemniczej Anny. Jest to opowieść o trzech kobietach w średnim wieku, które znają się jeszcze ze studiów. Tara i Emerson ułożyły sobie życie - Emerson prowadzi kawiarnię, ma męża i dorastającą córkę Jenny, Tara, która niedawno straciła męża nie może porozumieć się z córką Grace. Niespodziewanie dla wszystkich jedna z nich - Noelle popełnia samobójstwo. Czemu? Tego próbują dowiedzieć się dwie pozostałe. W przeszłości Noelle kryją się jednak takie sekrety, że Tara i Emerson zaczną żałować, że rozpoczęły swoje małe śledztwo.

Noelle - położna z pasją, założycielka fundacji pomagającej dzieciom - chodzący ideał i przykład dla innych. To jedna strona skomplikowanej osobowości tej kobiety. Druga strona jest mroczna i pełna tajemnic. Tara i Emerson tak naprawdę nie znały kobiety, którą uważały za przyjaciółkę. Powoli odkrywają coraz bardziej szokujące fakty z życia Noelle. Porządkując pozostawione przez nią rzeczy natrafiają na list rozpoczynający się słowami:

Szanowna pani Anno,
Trudno mi pisać o tym, co muszę pani przekazać, a przy tym zdaję sobie sprawę, że pani jeszcze trudniej będzie dać sobie z tym radę. Ogromnie mi przykro...


Diane Chambelain postawiła w swojej książce bardzo ważne pytanie: Jak dobrze znasz swoich najbliższych przyjaciół? Jak dobrze w jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka? Jak się okazuje ludzie, którzy wydają się bliscy skrywają przed nami wiele rzeczy.

Ilość sekretów przypadających na jedną osobę wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Mam wrażenie, że Diane Chamberlain trochę z tym przesadziła. Autorka powoli "zdejmuje" wszystkie warstwy, odkrywa tajemnice, z których większość jest raczej oczywista i można się domyślić o co chodzi. Mimo tego nie przeszkadza to w odbiorze książki, strony przewracają się same, a historia wciąga coraz bardziej.

"Tajemnica Noelle" jest poruszająca, daje do myślenia, a momentami nawet wzrusza. Postacie są ciekawie zarysowane, chociaż chciałabym, żeby było więcej rozdziałów z perspektywy Noelle. Książka dla wielbicieli Jodi Picoult (ale bez procesu sądowego) i każdego kto lubi dobrą powieść obyczajową.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Kim Edwards "Jezioro marzeń"

Bohaterką "Jeziora marzeń" jest Lucy Jarrett, 29- letnia hydrolog mieszkająca w Japonii ze swoim chłopakiem Yoshim. Kobieta opuściła swe rodzinne strony po utonięciu ojca i wyjechała do collegu. Po latach Lucy, chwilowo bezrobotna i zależna od swojego partnera, otrzymuje od matki wiadomości o niegroźnym wypadku i postanawia odwiedzić rodzinne Lake of Dreams.

Po powrocie do domu Lucy próbuje zmierzyć się z niewyjaśnioną śmiercią ojca i wyrzutami sumienia.  Przy okazji odkrywa również skrywane od lat rodzinne sekrety. Wszystko zaczyna się od znalezienia zagadkowych listów i pięknego kocyka. Lucy, podążając ich śladem, spotyka dawną miłość -  Keegana Falla. Z jego pomocą dociera do pięknych, zapomnianych witrażów znanego artysty, które łączą się z przeszłością jej rodziny. Poznanie losów nieznanych członków rodziny staje się obsesją Lucy.

Bohaterka nie potrafi pogodzić się z przeszłością, odżywają w niej dawne uczucia i urazy. Nie może zaakceptować tego, że jej rodzina ruszyła do przodu. Matka poznała nowego mężyczznę i planuje sprzedać domu, brat, którego narzeczona jest w ciąży zaczyna pracować w firmie wuja Arta. Teraz Art planuje zakup ziemi i domu rodzinnego Jarrettów w ramach projektu rozwoju nabrzeża. Lucy nie wierzy w dobre intencje wujka, który przed laty oszukał jej ojca. Sekret, który odkrywa Lucy pozwala jej nie tylko odkryć białe plamy w historii rodziny, ale ma też wpływ na jej obecne losy.

"Jezioro marzeń" jest powieścią nie tylko o odkrywaniu rodzinnych tajemnic, ale to także opowieść o radzeniu sobie z bólem po stracie bliskiej osoby, odkrywaniu siebie na nowo i miłości. Plusem powieści jest wplecenie w fabułę losów ruchu amerykańskich sufrażystek. Kim Edwards stworzyła powieść stonowaną, ale pełną emocji, porządne czytadło na letnią porę.

Na półce czeka na mnie głośny debiut autorki "The Memory Keeper's Daughter", który zdążył już nawet zostać zekranizowany.

piątek, 24 sierpnia 2012

"Matki, żony, czarownice" Joanna Miszczuk

"Matki, żony, czarownice" - rodzinna saga o kilku pokoleniach silnych, ale doświadczonych przez los kobiet. Książkę tę poleciła i pożyczyła mi moja chrzestna, twierdząc, że koniecznie muszę ją przeczytać. No i tym właśnie sposobem poczułam się zobowiązana by ją dokończyć. Niestety już na samym początku miałam problem żeby się do niej przekonać. ( już prawie poddałam się przy straszliwie długiej imprezie "trzech Jot")

„Matki, żony, czarownice” to historia mądrych i zaradnych kobiet, które powinny odnosić w życiu same sukcesy, a bywały skazane na porażkę jedynie dlatego, że kochały. To książka o miłości i zdradzie, ale przede wszystkim o wielkiej tajemnicy.

Główną bohaterką powieści jest Asia, czterdziestoletnia szczęśliwa mężatka, matka Kamili. Równocześnie z jej wątkiem poznajemy historie jej matki Krystyny i babki Marii. Kobiety z rodu Asi to piękne, rudowłose i zielonookie czarownice, które z pokolenia na pokolenie przekazują sobie cenną rodzinną pamiątkę - pierścień "miłości i przebaczenia". Do reklamowanej z tyłu książki "tajemnicy" autorka zaczyna zbliżać się mniej więcej w połowie książki. Znaczną jej część zajmuje głównej bohaterce zorientowanie się, że jej ukochany mąż "Piotruś" ją zdradza. Tu fabuła zaczyna się odrobinę rozkręcać. Asia znajduje nową prace, przeprowadza się do Berlina i w końcu trafia do Paryża, gdzie testament jej antenatki Laverny doslownie wpada jej w ręce. Więcej fabuły nie zdradzę.

Bardzo lubię sagi rodzinne, a wszystkie tomy "Cukierni pod Amorem" czytałam z ogromną przyjemnością. Jednak autorce "Matek, żon..." jeszcze sporo brakuje do pani Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk. Jej bohaterki, szczególnie Asia i Krystyna to niemiłosiernie denerwujace baby, których zachowanie powodowało zgrzytanie zębami. Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie Maria, ale niestety jej wątek jest dość okrojony. W książce roi się od schematycznych zagrań. Mąż zdradzający z przyjaciółką, tragiczny wypadek czy tajemniczy spadek. Kolejnymi rzeczami, która bardzo mnie drażniły były powtórzenia (to Ave Maria...) i notoryczne zdrobnienia imion (Mareczek, Piotruś, Kazio itp.).

Druga częśc książki skupia się na losach przodkiń Asi. Tutaj autorkę wyraźnie poniosła wyobraźnia. Nie dość, że namieszała w losach kilku postaci historycznych, to do powieści obyczajowej dodała wątki fantastyczne, co niekoniecznie dodało historii uroku.

Nie wiem jeszcze czy przeczytam kolejny tom zapowiadany przez wydawnictwo na październik. Spodziewałam się dobrej sagi rodzinnej, a dostałam opowieść o marudnej singielce, jej niezwykłych przodkiniach z niedobrymi mężczyznami w tle. Może, jeśli autorka poprawi styl i przestanie znęcać się nad postaciami historycznymi kolejny tom będzie bardziej strawialny.