Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie Trojka e-pik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie Trojka e-pik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

"81:1. Opowieści z Wysp Owczych" Marcin Michalski, Maciej Wasielewski


– W czym Wyspy Owcze są wyjątkowe, oprócz tego, że w codziennej gazecie można znaleźć adresy zamieszkania polityków, a na rozkładówce fotoreportaż o dzieciach bawiących się na śniegu?
– Jest mnóstwo takich rzeczy. Obowiązkowe ubezpieczenie od kolizji drogowej z owcą. Drugoligowa drużyna piłkarska lecąca na mecz helikopterem. Kwiaciarnia i poczta otwarte godzinę dziennie. Taksówkarz, który jedzie czterdzieści kilometrów na godzinę, mówisz mu, że zależy ci na czasie, a on przyspiesza do czterdziestu pięciu. Czteroletnie smyki zanurzone po pas w oceanie w marcu. Wymieniać dalej?
– Nie sądzisz, że wybieramy trochę tendencyjnie największe jaskrawości?
– A czy cokolwiek, o czym mówiliśmy, jest nieprawdą?



Wyspy Owcze, archipelag wysp na Morzu Norweskim, stał się celem wyprawy dwóch młodych reporterów - Marcina Michalskiego i Macieja Wasielewskiego. Zbiór opowiadań o wyspach i jej mieszkańcach - Farerach otwiera anegdota o pewnej młodej Farerce Johannie, która okradziona z pieniędzy i paszportu udaje się na madrycki posterunek policji. Tam, ku jej zaskoczeniu i przerażeniu, hiszpański posterunkowy nie wierzy w istnienie tego maleńkiego kraju... Ile wiedziałam o grupie wysepek leżących między Szkocją, Islandią i Skandynawią przed lekturą tej książki? Pewnie tyle samo co on.

Wyspy Owcze to osiemnaście maleńkich wysepek pozostających pod jurysdykcją Danii. Mieszka na nich niecałe 50 tys. ludzi, głównie rdzennych Farerów, ale także Duńczyków, Amerykanów, Brytyjczyków, a nawet Polaków. To głównie o nich i ich życiu piszą Michalski i Wasielewski. Dwójka autorów napotyka na wielu życzliwych i interesujących ludzi, dzięki którym odkrywają historię i kulturę tego kraju. Wyspy Owcze to miejsce, gdzie wszyscy, lepiej lub gorzej, ale się znają i są od siebie zależni. To kraj o najwyższym wskaźniku dzietności w całej Europie, miejsce, gdzie nie zamyka się drzwi na noc, a mieszkańcy mają hopla na punkcie piłki nożnej. Autorzy świetnie mieszają anegdoty z poważniejszymi rozważaniami dzięki czemu książka nie jest nudna. Serdecznie polecam każdemu kto poczuł się choć odrobinę zainteresowany Wyspami Owczymi. Dowiecie się dlaczego Farerowie polują na grindwale, czym jest czarniak, dlaczego na Wyspach Owczych nie rosną drzewa i wiele, wiele innych rzeczy.

Are you ready to go to Faroe Islands? Yes, I am.

7/10 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik i Polacy nie gęsi II.

niedziela, 27 października 2013

"Dziewczyna na klifie" Lucinda Riley

Trzydziestojednoletnia rzeźbiarka Grania Ryan, załamana po poronieniu, opuszcza Nowy York, narzeczonego Matta i wraca w rodzinne strony - do niewielkiego miasteczka nad zatoką Dunworley w Irlandii. Podczas spaceru nad brzegiem morza, w czasie burzy, kobieta spotyka rudowłosą dziewczynkę, w koszuli nocnej, stojącą na krawędzi klifu. Między Granią a ośmioletnią Aurorą Lisle, osieroconą przez matkę mieszkanką dworu Dunworley, szybko rodzi się silna więź. Ten fakt mocno niepokoi matkę Grani, Kathleen, która przestrzega córkę przed znajomością z rodziną Lisle'ów, obawiając się, że w ten sposób powiela wydarzenia z przeszłości, na których bardzo ucierpieli jej przodkowie. Dzięki starym listom z 1914 roku i opowieściom matki Grania dowiaduje się, jak bardzo splecione są losy dwóch rodzin. Nie wie też, jak bardzo zmieni się jej życie.

 "Dziewczyna na klifie" przenosi nas w różne czasy - od pierwszej wojny światowej, okres międzywojnia, po lata 70 XX wieku i współczesność. Odwiedzamy stary dwór w zielonej Irlandii, bombardowany Londyn i współczesny Nowy Jork. Autorka z rozmachem kreśli swoją historię, wprowadza wielu bohaterów, jednych poznajemy lepiej, a inni stanowią jedynie tło. Wątek historyczny był bardzo ciekawy, szkoda, że autorka nie zdecydowała się go bardziej rozbudować. Zdecydowanie bardziej zaciekawiły mnie losy prababki Grani - Marii i jej córek, którym niestety nie udzielono głosu.

Fabuła książki Lucindy Riley przywodzi na myśl powieści Kate Morton. Jest to historia dwóch irlandzkich rodzin, których losy są ze sobą ściśle splecione. Nie zabrakło też dramatycznego, lecz mocno przewidywalnego i miejscami ckliwego wątku współczesnego. Pierwsze sto stron nie zaciekawiło mnie, dopiero przeniesienie akcji w rok 1914 rozbudziło moje zainteresowanie tą historią.  Główną wadą "Dziewczyny na klifie" jest jej przewidywalność i stereotypowość bohaterów. Jedyne co mnie zaskoczyło to zakończenie wątku Aurory.

Pomimo cukierkowatości i pewnymi nieprawdopodobnymi wątkami (np. zostawienie Aurory pod opieką dopiero poznanej Granii) książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jest to ciepła historia o miłości, rodzinnych tajemnicach i przebaczeniu. Polecam (choć nie serdecznie i gorąco) miłośnikom powieści obyczajowych. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją.

7/10

czwartek, 24 października 2013

"Zatoka o północy" Diane Chamberlain

Diane Chamberlain to znana amerykańska autorka ponad dwudziestu książek, często porównywana z Jodi Picoult. Jej powieści to mieszanina romansu, kryminału i powieści obyczajowych. Tu na blogu opisywałam jedną z jej książek - "Tajemnicę Noelle".

Wszystkie dzieci popełniają błędy. Większość tych błędów zostaje łatwo zapomniana, ale niektóre są zbyt poważne, sieją zbyt wielkie spustoszenie, by mogły kiedykolwiek całkiem zniknąć z pamięci. Błąd, który popełniłam jako dwunastolatka, wciąż mnie prześladował, choć miałam już pięćdziesiąt trzy lata. [str. 7] Tymi słowami zaczyna się "Zatoka o północy". Julie Bauer nie może uporać się z błędem z przeszłości, w konsekwencji którego zginęła jej siedemnastoletnia siostra Izzy. Dzięki retrospektywom przenosimy się do roku 1962, do domku letniskowego w Bay Head Shore, gdzie letnie wakacje spędzają siostry - Isabel, Julie, Lucy, ich rodzice i dziadkowie. Beztroskie chwile przerywa morderstwo najstarszej z dziewczynek.
Lawinę wspomnień i ciąg wydarzeń, który doprowadzi do odkrycia mordercy, wywoła wizyta Abby Chapman, córki przyjaciela z dzieciństwa Ethana i lektura listu jej wuja Neda - chłopaka zamordowanej siostry. Julie spróbuje dowiedzieć się, kto naprawdę zamordował jej siostrę przed czterdziestoma laty.

Historię poznajemy z perspektywy trzech bohaterek. Wiodącą rolę pełni Julie - pisarka książek detektywistycznych dla dzieci i przewrażliwiona matka nastoletniej Shannon. Drugą narratorką jest jej młodsza siostra Lucy, która pamiętnego lata miała zaledwie osiem lat. Trzecią narratorką jest Maria, matka Julie, Lucy i Izzy. Autorka pokazała jak różnie każda z nich poradziła sobie po rodzinnej tragedii  - nieustraszona Julie wyrosła na bojaźliwą kobietę, Lucy stała się odważną i pewną siebie osobą, choć jako mała dziewczynka bała się własnego cienia. "Zatoka o północy" koncentruje się na trudnych relacjach siostrzanych, a także pomiędzy matką, a córkami - Marią, Julie, Isabel i Lucy oraz Julie i Shannon. Przede wszystkim jednak książka opowiada o tym, jak błędy z przeszłości, wpływają na teraźniejsze życie bohaterów, ich charakter i zachowanie.

Diane Chamberlain po raz drugi wciągnęła mnie w świat rodzinnych dramatów. Stworzyła ciekawą, niekiedy wzruszającą historię o skomplikowanych relacjach międzyludzkich i wielkiej tragedii jaka spotkała rodzinę Bauerów. Serdecznie polecam tę książkę wszystkim wielbicielom powieści obyczajowych. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją.

7/10


niedziela, 20 października 2013

Przegląd książkowy

Dziś krótki przegląd tego co przeczytałam w pierwszej połowie października. Zanim się obejrzałam miałam już takie zaległości blogowe, że nie było sensu pisać osobnych notek. Nie ukrywam, że zdecydowanie wolę ostatnio czytać niż pisać na blogu.


"Chłopiec, który zaginął" Dror A. Mishani


Pewnego dnia szesnastoletni Ofer wychodzi z domu do szkoły i znika bez śladu. Inspektor policji Abraham ma poczucie winy, bo zgłoszenie zaginięcia początkowo zignorował. Ale zdeterminowany, by odnaleźć chłopca, powoli zatraca się we frustrującym dochodzeniu. Im więcej bowiem Awi Awraham dowiaduje się o chłopcu i jego życiu, tym bardziej… oddala się od prawdy. Tylko jeden człowiek, sąsiad Ofera i jego korepetytor, Ze’ew Awni, ma coś do powiedzenia policjantowi. Ale czy jego zeznanie doprowadzi do rozwiązania sprawy, zanim będzie za późno?

Historia zaginionego nastolatka opowiedziana jest z perspektywy dwóch narratorów - inspektora policji Awiego Awrahama i byłego korepetytora Ofera, niespełnionego pisarza, z niezdrową obsesją na punkcie chłopca - Ze'ewa Awniego. Akcja książki biegnie niespiesznie, nie ma szalonych pościgów, za to wiele dialogów, monologów i dziwnych przemyśleń obu bohaterów. Ani Awni, ani Ze'ew nie przypadli mi do gustu, ten pierwszy był nieudolny i sabotował własne śledztwo, z kolei postępowania korepetytora nie mogłam zrozumieć żadną miarą. In plus niejednoznaczne zakończenie, in minus cała reszta. Książka przeczytana w ramach Kryminalnego wyzwania.

6.5/10

 
"Przypływ" Rolf i Cilla Borjlind

W księżycową noc młoda ciężarna kobieta pada ofiarą wyjątkowo okrutnego morderstwa. Przypadkowym świadkiem zbrodni jest mały chłopiec. Śledczemu Tomowi Stiltonowi nie udaje się ustalić motywu, ani znaleźć sprawców morderstwa. Nie zna on nawet tożsamości ofiary. Kilkadziesiąt lat później Olivia Rönning, studentka Wyższej Szkoły Policyjnej, przygotowuje referat na temat tej brutalnej zbrodni. Korzystając z wszelkich dostępnych źródeł, stara się wyłowić jak najwięcej informacji. Najtrudniej jest jednak dotrzeć do człowieka, który prowadził wtedy śledztwo - Tom Stilton zapadł się pod ziemię…
"Przypływ" otwiera przerażająca scena wyrafinowanego morderstwa kobiety w zaawansowanej ciąży, która wprowadzona do wykopanego na plaży dołu topi się podczas przypływu. Po trzydziestu latach tą sprawą zajmuje się młoda Olivia Ronning, która stopniowo odkrywa kim była zamordowana i czemu padła ofiarą przestępstwa. Główna zagadka kryminalna jest ciekawa, ale autorzy rozdrabniają się na drobne i wprowadzają typowe dla skandynawskich kryminałów wątki społeczne, co niepotrzebnie rozciąga akcję. "Przypływ" to typowy przykład skandynawskiego średniaka, który nie spowoduje szybszego bicia serca. Książka przeczytana w ramach Kryminalnego wyzwania, wyzwania Trójka e-pik, jako książka z motywem morza/oceanu i wyzwania Booktrotter.

6.5/10



"Czwarta ofiara" Mari Jungstedt


"Czwarta ofiara" to dziewiąta pozycja w cyklu gotlandzkim Mari Jungstedt. Tym razem Anders Knutas staje przed wyjątkowo trudnym zadaniem... W idyllicznej scenerii zachodniego wybrzeża Gotlandii dochodzi do okrutnej zbrodni. Ginie ścigany przez policję przestępca. Komisarz Knutas bada środowisko motocyklowe, z którym związana była ofiara, jednak wszystkie tropy prowadzą donikąd. Do śledztwa dołącza dziennikarz Johan Berg. Czas nagli, rośnie ryzyko, że zabójca uderzy ponownie... 
Powieści Mari Jungstedt są dla mnie książkowym odpowiednikiem kryminalnych seriali, takich jak CSI, Kości, czy Elementary. Wszystkie książki są do siebie podobne i po jakimś czasie zlewają się w jedną. Czemu je czytam? Chyba z przyzwyczajenia, poza tym dobrze się Jungstedt "jeździ" w środkach komunikacji miejskiej. Fabuła i bohaterowie "Czwartej ofiary" są mdłe, a zagadka kryminalna łatwa do rozwiązania. Kuleje też wątek obyczajowy książki, czyli życie prywatne Knutasa i jego partnerki Karin, nie mówiąc o odsuniętym na boczny tor dziennikarzu Johanie i jego żonie Emmie. Ta książka szybko wyparuje mi z głowy. "Czwartą ofiarę" przeczytałam w ramach wyzwania Booktrotter.

5.5/10

  
"Awantura o pieniądze albo życie" Eduardo Mendoza



Wielka, międzynarodowa afera i skromny, hiszpański fryzjer. Czy uda się zapobiec zamachowi na Angelę Merkel? Upalne hiszpańskie lato daje się we znaki mieszkańcom Barcelony niemal tak mocno jak wszechobecny kryzys finansowy. Damski fryzjer najchętniej spędziłby ten czas na słodkim "nicnierobieniu" w swoim bankrutującym salonie, ale kiedy jego bliski przyjaciel niespodziewanie znika, musi działać. Staje przed nim kolejne kryminalne wyzwanie. Okazuje się, że zaginięcie wiąże się z grubą, międzynarodową aferą, w której stawką jest życie samej Angeli Merkel. Kanclerz Niemiec odkryje przed bohaterem swoje nieznane, romantyczne oblicze…
Wielbicielom Mendozy nie trzeba przedstawiać fryzjera damskiego. "Awantura o pieniądze albo życie" to czwarta część przygód barcelońskiego fryzjera, który tym razem tropi zaginionego przyjaciela z psychiatryka Romula Przystojniaka. Książka Mendozy to satyra naszych czasów wyśmiewająca wszystkie absurdy współczesnego świata. Jak zwykle za sprawą hiszpańskiego pisarza bawiłam się świetnie. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako optymistyczna książka na jesienną chandrę.

7/10


"Zamiana" Zoe Beck 

 
Carla idzie na kilka dni do szpitala. Musi się na ten czas rozstać ze swoim dzieckiem. Kiedy pielęgniarka przynosi jej w końcu niemowlę, Carla z przerażeniem stwierdza, że to nie jej dziecko. Niestety, nikt jej nie wierzy… Fiona budzi się w wannie w swoim mieszkaniu. Na brzegu wanny stoją małe świeczki, na powierzchni wody pływają płatki kwiatów. Woda zabarwia się stopniowo na czerwono – jej krwią! Ostatkiem sił chwyta za słuchawkę telefonu. Kiedy trafia do szpitala, twierdzi, że ktoś próbował ją zabić. Niestety, nikt jej nie wierzy…
Fabuła "Zamiany" toczy się na przełomie lat 70 i 80 w Berlinie i opowiada historię bogatej Carli Armin, która uważa, że ktoś w szpitalu podmienił jej dziecko i współczesna historia Fiony, która budzi się w wannie z podciętymi w swoim londyńskim mieszkaniu i podejrzewa, że ktoś chciał ją zabić. Książka zaczyna się znakomicie - od od porwania sześciomiesięcznej dziewczynki i tajemniczej próby samobójczej młodej kobiety. Później akcja zwalnia, by znów przyspieszyć pod koniec. Debiutancka książka niemieckiej autorki to mieszanina thrillera psychologicznego z powieścią obyczajową, przy czym to drugie wypada lepiej. Wątek kryminalny jest dość przewidywalny, ale książka nadrabia nieźle zarysowanymi portretami psychologicznymi - szczególnie szukającej swojego dziecka Carli. "Zamiana" to średniej klasy czytadło, nie wyróżniające się niczym szczególnym. Pewnie wkrótce zapomnę, o co chodziło. Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako książka z dwutorową akcją i Kryminalnego wyzwania.

6.5/10

sobota, 15 czerwca 2013

"Tajny dziennik" Sebastian Barry

W przypadku książki Sebastiana Barry'ego dosłownie traktować można przysłowie "Nie oceniaj książki po okładce". Wydawca zdecydował się na ładną okładkę, która mi osobiście jednak kojarzy się z harlequinami. Co więcej, ani strój, ani buty nie pasują do czasów w jakich żyła główna bohaterka. Jeśli nie przeczytałabym recenzji Kasi.eire pewnie ominęłabym tę bardzo dobrą powieść.

Roseanne McNulty, prawie stuletnia staruszka od kilkudziesięciu lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Roscommon, który wkrótce ma ulec likwidacji. Doktor Grene musi zdecydować, którzy pacjenci trafią do innej placówki, a którzy będą mogli wrócić do normalnego życia. Intryguje go przypadek Roseanne, która w młodym wieku została uznana za psychicznie chorą. Powody umieszczenia jej w szpitalu pozostają nieznane, a dokumentacja gdzieś się zawieruszyła. Doktor postanawia zgłębić jej przypadek. Sama Roseanne, chcąc rozliczyć się z przeszłością, pisze tajny dziennik, w którym opowiada o dramatycznym dzieciństwie i młodości w ogarniętej wojną domową Irlandii, o niewyjaśnionej śmierci ojca oraz małżeństwie z ukochanym mężczyzną, które stało się przyczyną jej tragedii. Doktor Grene trafia na relację miejscowego proboszcza, który zafascynowany urodą młodej kobiety spisał jej historię. Jaka jest prawda?

Opowieść Roseanne jest historią nie tylko  jej życia, ale także opisem burzliwego okresu w historii jej narodu - od wydarzeń irlandzkiej wojny domowej, po bombardowanie Belfastu przez wojska niemieckie w czasie II wojny światowej. Jednocześnie z Roseanne, swój dziennik prowadzi doktor Grene, który początkowo miał zawierać notatki na temat zdrowia pacjentki, ale przerodził się w osobiste zapiski i refleksje lekarza. Stopniowo obie relacje łączą się, a doktor Grene, z relacji proboszcza Sligo poznaje dzieje Roseanne, jakże inne od tego co opisuje ona w swoim dzienniku. "Tajny dziennik" pokazuje jak trudne mogło być życie kobiety na początku XX wieku. Piękna Roseanne, prezbiterianka w katolickiej Irlandii nie mogła mieć lekkiego życia. Jej uroda i pochodzenie zrobiły z niej "wroga" miejscowego proboszcza ojca Gaunta, osoby, która w tamtych czasach miała ogromną władzę. Jeden fałszywy ruch i życie kobiety zawaliło się jak domek z kart.

Sposób narracji jest powolny, niekiedy bardzo poetycki. Nie jest to książka, którą czyta się w jeden wieczór, wymaga czasu i refleksji. Jednocześnie autor daje nam zaskakujące, iście hollywoodzkie zakończenie, które nie każdemu przypadnie do gustu.

Sebastian Barry przedstawił czytelnikom realistyczny obraz Irlandii w pierwszej połowie XX wieku. Osoby słabo orientujące się w historii zielonej wyspy (takie jak ja) mogą poczuć się zagubione w gąszczu informacji historycznych i politycznych. Z przykrością stwierdziłam, że niewiele wiem o historii Irlandii, a nazwiska polityków nie mówiły mi kompletnie nic. Czuję, że z tego powodu trochę mi umknęło, ale też zachęciło, żeby dowiedzieć się więcej na ten temat.

Treść "Tajnego dziennika" odbiega od opisu książki i jej okładki. Nie jest to kolejna lekka i przyjemna opowiastka, ale dobra i czasem bardzo bolesna powieść obyczajowa. Serdecznie polecam.

7.5/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Trójka e-pik (jako książka z motywem wojny), Z literą w tle i wyzwania Z półki. Jest to również kolejna, dopiero trzecia (z szesnastu) książka, którą postanowiłam przeczytać w 2013 roku.






sobota, 8 czerwca 2013

Książkowy przgląd tygodnia

"Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy" Wolf Kielich


XIX wiek, mężczyźni dzierżą władzę, kobiety siedzą w domu, grzejąc dłonie przy kominkach. Jednak nie wszystkie. Lady Hester Stanhope, Alexandrine Tinne, Ida Pfeiffer, Isabella Bird-Bishop, Marianne North, Mary Kingsley, Daisy Bates, Alexandra David Néel oraz inne odważne damy postanowiły wyrwać się z ram konwenansu, poczuć smak niezależności, dać upust swojej prawdziwej naturze, zaspokoić ciekawość - słowem, wyruszyć w daleki świat. I choć wiązało się to z wieloma niebezpieczeństwami - niekiedy większymi od tych, które mogły grozić mężczyznom - wszystkie dokonały wyczynów jak na tamte czasy niewiarygodnych, a przy tym niektóre wniosły znaczny wkład w rozwój nauki. W sukniach i kapeluszach przemierzały pustynie oraz morza, konno i na słoniach podróżowały przez egzotyczne kraje, przebywały wśród kanibali, w murach klasztorów, w indiańskich wigwamach, jadły mrówki i węże. Poznawały obce zwyczaje i rytuały, wykazując więcej tolerancji i zrozumienia niż mężczyźni dokonujący odkryć przeważnie z bronią gotową do strzału.

Jako dziecko fascynowały mnie wyprawy w nieznane i postacie odważnych ludzi, którzy wypełniali białe plamy na mapie świata. W mojej świadomości były to zawsze postacie męskie, takie jak, David Livingtone, Henry Morton Stanley, Roald Amundsen czy Hiram Bingham. Ale, jak się okazało, odkrycia nie były tylko domeną mężczyzn. Również wiele kobiet (głównie z zamożnych rodzin, ale nie tylko) oddawały się swoim pasjom, czyli podróżom. Wolf Kielich, holenderski autor, wziął na tapetę biografie czternastu niezwykłych kobiet żyjących w XIX wieku - okresie postępu, ale też pełnym konwenansów i niełatwym dla płci słabszej. Pomimo wielu przeszkód, decydowały się one znosić trudy podróży, a czasem brak akceptacji społeczeństwa. Spośród kilkunastu bohaterek tej książki najbardziej zaimponowały mi Kate Marsden, która odbyła podróż wgłąb Syberii, Ida Pfeiffer, która w podeszłym wieku odbyła podróż dookoła świata i Mary Slessor, pochodząca z gminu misjonarka, która zamieszkała wśród dzikiego plemienia w dzisiejszej Nigerii i została pierwszą kobietą-wicekonsulem. Kielich stworzył ciekawą, dobrze napisaną książkę, którą niejednokrotnie czyta się jak wciągającą powieść przygodową. Serdecznie polecam!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik jako biografię.

8/10

"Ulubione rzeczy" S.J. Bolton



 Lacey Flint, młoda londyńska policjantka z ponurą, głęboko skrywaną przeszłością, jest zafascynowana postaciami seryjnych morderców, zwłaszcza najsłynniejszego: Kuby Rozpruwacza, nigdy nieschwytanego rzeźnika wiktoriańskiego Londynu. Ale jako detektyw nigdy jeszcze nie prowadziła sprawy zabójstwa, nie widziała z bliska zwłok. Aż do pewnego wieczoru,gdy na parkingu obok jej samochodu osuwa się na ziemię straszliwie poraniona kobieta, która umiera na jej rękach...Lace zostaje przewieziona na przesłuchania. Uczestniczy w śledztwie, ale wie, ze jest obserwowana. A potem dostaje list – przerażająco znajomy, przypominający jej coś, co – jak sądziła – pogrzebała głęboko w przeszłości. Naśladujący listy Rozpruwacza do Scotland Yardu. A kolejne zabójstwa są wierną repliką bestialskich zbrodni sprzed stu lat. Tyle że ich sceną są miejsca dobrze znane Lacey...Co łączy policjantkę z zabójcą… Kolejne tropy prowadzą do niej samej. A najważniejszą zagadką w tej makabrycznej szaradzie może okazać się odpowiedź na pytanie: kim naprawdę jest Lacey Flint…

Gdy poznajemy główną bohaterkę Lacey, na jej rękach właśnie umiera brutalnie zaatakowana kobieta. Kolejne morderstwa są rażąco podobne do tych, które ponad sto lat temu popełnił morderca zwany Kubą Rozpruwaczem. Współczesny zabójca zdaje się fascynować nie tylko Kubą, ale również Lacey. Fabuła "Ulubionych rzeczy" jest niestety dość przewidująca. Autorka trzyma się klisz znanych z literatury kryminalnej, co sprawia, że czytelnik w połowie książki może domyślić się, o co chodzi. Mimo tego książkę czyta się łatwo i szybko, jest to czytadło, które odpręży po męczącym dniu, więc jeśli macie na to ochotę i chcecie poznać hipotezy dotyczącej postaci Kuby Rozpruwacza, to "Ulubione rzeczy" będą dla Was niezłą rozrywką.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z półki i wyzwania Z literą w tle.

7/10

"Plac dla dziewczynek" Lena Oskarsson





Urokliwe miejsce na szwedzkiej prowincji nad jeziorem Skiresjon, niedaleko Vimmerby, gdzie urodziła się Astrid Lindgren. Brutalne i perwersyjne morderstwo burzy sielankę i elektryzuje miejscową społeczność. Oprócz policji własne śledztwo prowadzi również jedna z mieszkanek – Zuza Wolny, imigrantka z Polski. Szuka nie tylko mordercy, ale również miłości i nie powstrzymuje jej nawet to, że na jednym zabójstwie się nie kończy. Odkrywa drugą stronę szwedzkiego raju – szokujące namiętności, złe pożądanie, traumy, z którymi dorosłe „dzieci z Bullerbyn” nie potrafią się uporać.


Dawno nie czytałam książki, w której żaden z bohaterów nie wzbudził we mnie ani trochę sympatii. Postaci jest sporo, a jedną z ważniejszych jest Zuza Wolny, sfrustrowana pani magister, opiekująca się starą Szwedką, gruby i samotny policjant Gustavsson, słynny fotograf Lars, 14-letnia, znudzona lolitka Frida, jej matka lekomanka Anchee i jeszcze kilka innych osób. A wszystkie seksualnie sfrustrowane (może taki problem na szwedzkiej wsi? :/). Początek ciągnął się jak flaki z olejem, później akcja przyspieszyła, a końcówka nawet trochę zaskoczyła. Czemu jednak nie podobała mi się ta książka? Powodów jest kilka. Od początku nastawiona byłam negatywnie, a to przez politykę wydawnictwa. Kim jest Lena Oskarsson? Według Czarnej Owcy - to artystyczny pseudonim uznanej szwedzkiej psycholożki specjalizującej się w terapii par, a o prawo do sfilmowania powieści ubiegają się dwie wytwórnie filmowe. Szkoda tylko, że o Flickornas Torg (tytuł oryginału, jak głosi okładka) nikt w Szwecji ( i szwedzkim internecie) nie słyszał. Nie lubię takich kombinacji...Poza tym książka wydała mi się momentami niesmaczna.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy kryminały, jako powieść z akcją rozgrywającą się w małym miasteczku.

6/10

Tak mi minął czytelniczo ten tydzień, zaczęłam też czytać "Żonę sułtana" i "Tajny dziennik". A Wam jak się czytało w tym tygodniu? 

niedziela, 26 maja 2013

"Ziarno prawdy" Zygmunt Miłoszewski

W październiku ukazała się moja opinia o pierwszej z cyklu książce Miłoszewskiego, której głównym bohaterem jest prokurator Teodor Szacki (możecie przeczytać tu). Mimo pewnych wad spodobał mi się styl autora i wreszcie (przy okazji Wyzwania Trójka e-pik) przeczytałam wydane w 2011 roku "Ziarno prawdy", drugą książkę z niepokornym, już nie-warszawskim prokuratorem. I to powieść jeszcze lepszą niż "Uwikłanie".


Jest lodowata wiosna roku 2009. Prokurator Teodor Szacki nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by zamieszkać w sielankowym Sandomierzu. Gdzie miał zacząć nowe wspaniałe życie, a został samotnym i budzącym nieufność obcym. Tuż po Wielkanocy pod murami starej synagogi zostają znalezione zwłoki powszechnie lubianej działaczki społecznej o nieskazitelnej reputacji. W nieprzyjaznej rzeczywistości Szacki dostaje śledztwo tylko dlatego, że jako jedyny nie jest powiązany z denatką. Szybko dowiaduje się, że małe miasto może mieć wielkie tajemnice. Powracają dawne winy i zbrodnie, w XXI wieku odżywają antysemickie przesądy i legenda o krwi; histeria i psychoza skutecznie ryglują wszystkie drzwi i usta. Wśród zagadek i kłamstw prokurator próbuje odnaleźć ziarno prawdy.

W wyniku wydarzeń mających miejsce w "Uwikłaniu" Teodor przenosi się do Sandomierza, który wbrew temu co próbują nam wmówić producenci "Ojca Mateusza", nie jest stolicą zbrodni i występku. Najpoważniejszymi problemami, z którymi musi zmierzyć się tamtejsza policja i prokuratura to kradzieże i bójki. Ale do czasu...bowiem znalezione zostaje ciało Elżbiety Budnik, żony miejscowego radnego. Tą sprawą zajmie się Teodor Szacki - nowy szeryf w mieście - samotny, sfrustrowany, obcy w mieście, gdzie wszyscy się znają i wszystko o wszystkich wiedzą. Sprawę komplikuje fakt, że denatce poderżnięto gardło chalefem - nożem do rytualnego uboju używanego przez żydowskich rzeźników. W Sandomierzu - mieście o antysemickiej przeszłości może to oznaczać prawdziwy skandal. W "Ziarnie prawdy" Miłoszewski nie obawia się kontrowersyjnych tematów i jednocześnie jest świetny obserwatorem. Stosunki polsko-żydowskie to od zawsze sprawa drażniąca, a autor obnaża wiele grzeszków Polaków.  

"Ziarno prawdy" ma dwóch głównych bohaterów - Szackiego i Sandomierz. Ten pierwszy, miejscami trochę żałosny i zagubiony, w końcu zdobył zdobył moją sympatię. Smutny prokurator na szczęście ożywił się, zmobilizował i doprowadził sprawę do końca. Drugi bohater - Sandomierz, w oczach przyjezdnego jawi się zarówno jako małomiasteczkowa dziura, jak i (prawie) raj na ziemi. Mam ochotę na wyprawę do tego intrygującego miasta.

"Ziarno prawdy" mogę spokojnie polecić wszystkim wielbicielom kryminałów. Warto przebrnąć przez siermiężny początek, by poznać rozwiązanie zagadki śmierci Elżbiety Budnik. Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania Trójka e-pik i Polacy nie gęsi.

7.5/10

niedziela, 19 maja 2013

"Sekret drzewa oliwnego" Courtney Miller Santo


Pomysł na książkę pojawił się w głowie Courtney Miller Santo  po narodzinach jej córki, piątego pokolenia w rodzinie. Prababka autorki zmarła w wieku 104 lat, a ostatnie dwadzieścia lat mieszkała w Corning, małym miasteczku w Północnej Kalifornii, które jest znane ze swoich gajów oliwnych. Courtney Miller Santo jest dziennikarką, autorką opowiadań, a "Sekret drzewa oliwnego" to jej debiutancka powieść.

"Sekret drzewa oliwnego" to książka o trudnych relacjach międzyludzkich. Książka podzielona jest na pięć części, których bohaterkami są Anna, Bets, Callie, Deb i Erin. Historia zaczyna się od mającej 112 lat nestorki rodu Anny, którz pragnie zostać najstarszą osobą na świecie. Mimo podeszłego wieku zachowała trzeźwość umysłu i dobrą formę fizyczną. Anna jest pierwszą z rodu niezwykle żywotnych kobiet z rodziny Kellerów. Razem z nią, na farmie oliwkowej Hill House w dolinie Sacramento mieszka dziewięćdziesięcioletnia córka Bets i sześćdziesiokilkuletnia wnuczka Callie. Kobiety łączą skomplikowane relacje, które widać szczególnie po powrocie Erin, wnuczki Callie, oraz jej matki Deb, która siedziała w więzieniu za zabójstwo męża. Skrywane od lat tajemnice wychodzą na światło dzienne wraz z doktorem Hashmim, genetykiem zafascynowanym długowiecznością pierworodnych córek tej niezwykłej rodzinny. Jego przybycie wyzwoli lawinę wydarzeń, której nikt się nie spodziewał.
  
Chyba niewielu z nas ma szansę dobrze poznać swoich pradziadków, nie mówiąc o dalszych członkach rodziny. Dwudziestoczteroletnia Erin nie tylko poznała swoją praprababkę Annę i prababkę Bets, ale została przez nie wychowana. Domniemany gen długowieczności pozwolił jej i czytelnikom poznać interakcje pomiędzy kilkoma pokoleniami kobiet z jednej rodziny. Courtney Miller Santo daje głos każdej ze swoich bohaterek, poczynając od głowy rodu, po najmłodszego członka rodziny. Każdy rozdział pozwala poznać różne punkty widzenia i perspektywy, odkrywa skrywane przez kobiety tajemnice, a dzięki licznym retrospekcjom daje wgląd w przeszłość kobiet .  Każda z bohaterek książki jest inna, wyjątkowa, nie każdą polubiłam, ale autorce udało się stworzyć pięć różnych, ciekawych osobowości. "Sekret drzewa oliwnego" skupia się na szczególnych i zazwyczaj trudnych relacjach jakie łączą matki i córki. Wyraźnie wyczuwalne jest napięcie i animozje pomiędzy bohaterkami, które nie potrafią się między sobą dogadać.    

 "Sekret drzewa oliwnego" jest dobrą powieścią obyczajową z interesującymi bohaterkami, ale jeśli mam być całkowicie szczera to czegoś mi w niej zabrakło. Szkoda, że autorka nie rozwinęła wątków najciekawszych postaci - Anny, Bets i Deb, która według mnie została potraktowana po macoszemu. Nie jest to typowa saga rodzinna, chłodne relacje między bohaterkami sprawiły, że nie potrafiłam zaangażować się w tę historię i przejąć ich losami. Szkoda, bo początek zapowiadał się bardzo dobrze.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik jako powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych.

7/10

sobota, 11 maja 2013

"Złomiarz" Paolo Bacigalupi

Mam słabość do powieści dystopijnych i antyutopii, dlatego nie mogłam przejść obok "Złomiarza" Paolo Bacigulpiego, książki, która w 2012 roku wygrała nagrodę Locusa w kategorii - powieść młodzieżowa i nagrodę Michaela L. Prinzta  w 2011 roku. Książkę przeczytałam w ramach wyzwań Z literą w tle, Trójka e-pik (powieść, której autor został nagrodzony) i Czytam Fantastykę.

 
Gdy poznajemy Nailera, głównego bohatera "Złomiarza", właśnie gramoli się ciasnym kanałem technicznym i zbiera lekkie materiały - miedziane okablowanie na wraku wielkiego tankowca. Wraz z przyjaciółką Pimą należy do lekkiej ekipy Bapiego, gdzie musi wyrobić normę, inaczej jago tatuaże zostaną przecięte, a on wyrzucony na plażę. Nailer mieszka z zdolnym do wszystkiego, uzależnionym od alkoholu i narkotyków ojcem, Richardem Lopezem na Bright Sands Beach w Zatoce Meksykańskiej. Po gwałtownym sztormie Nailer wraz z Pimą znajdują wrak pięknego klipra. Jest to dla nich szansa na rozpoczęcie nowego życia - po sprzedaży znalezionych na żaglowcu przedmiotów spłacą długi i staną się bogaci. Gdy znajdują przygniecioną przez meble, ale żywą dziewczynę, Nailer staje przed trudnym wyborem - zrabować ze statku wszystko co cenne czy uratować jedyną ocalałą osobę, piękną i bogatą dziewczynę, która mogłaby zapewnić mu lepsze życie…

Bacigualpi snuje ciekawą wersję przyszłości. W jego świecie brakuje ropy naftowej, samochody posiadają jedynie bogacze (zwani przez bohaterów lalusiami), a głównym środkiem transportu stają się żaglowce. Na kuli ziemskiej zaszły poważne zmiany klimatyczne, wiele znanych nam miast, takich jak Nowy Orlean, zostało całkowicie zalanych, a naukowcy stworzyli półludzi - nadludzko silne stworzenia o genach człowieka, psa i tygrysa, używane w ochronie i na wojnie. Życie zwykłych ludzi, jest trudne, brakuje jedzenia i lekarstw, a dzieci, takie jak Pima i Nailer są wykorzystywane do ciężkiej pracy. 

Gdziekolwiek stał wielki statek, roiły się przy nim, jak muchy, bandy złomiarzy, jak ekipa Nailera. Wgryzały się w żelazne mięso i kości. Wlokły rozczłonkowane trupy starego świata po plaży, na wagi i do wytapiaczy, które pracowały dwadzieścia cztery godziny na dobę ku chwale i zyskom firmy Lawson & Carlson - to oni dorabiali się na złomiarskiej krwi i pocie. (str. 11-12)

"Złomiarz" to ciekawa i wciągająca powieść dystopijna dla młodzieży. Autor kreuje intrygującą i prawdopodobną wersję naszego świata w niedalekiej przyszłości, a także wiarygodne i sympatyczne postacie. Pomimo tego książka nie wzbudziła we mnie większych emocji, ani nie zaskoczyła mnie niczym. Trudno kibicować było bohaterom, gdyż fabuła zmierzała w dokładnie przewidzianym kierunku. Szkoda też, że Bacigualpi nie zdecydował się na rozwinięcie wątku półludzi, a szczególnie jednej z postaci pobocznych - Młota.
  
Choć autor nie uniknął schematów to książkę przeczytałam szybko i z przyjemnością. Nie zrażajcie się oceną - jest to dobra książka, ale po wielu pozytywnych recenzjach "Zatopionych miast" oczekiwałam czegoś odrobinę lepszego. Jeśli macie ochotę sprawdzić na własnej skórze, jak skończyła się ta historia zapraszam na rozdanie "Złomiarza", które nastąpi już wkrótce.

6.5/10


niedziela, 28 kwietnia 2013

Laura Esquivel "Przepiórki w płatkach róży"

Tita, najmłodsza z trójki rodzeństwa, pochodzi z tradycyjnej meksykańskiej rodziny de la Garza, mieszkającej nieopodal granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Na ranczu silną ręką rządzi Mama Elena, owdowiała matka Tity i jej dwóch sióstr Rosaury i Gertrudis. Zgodnie z jej życzeniem Tita, jako najmłodsza córka nie może wyjść za mąż, gdyż jej obowiązkiem jest opieka nad matką aż do jej śmierci. Tita zakochuje się jednak, z wzajemnością w młodym sąsiedzie Pedrze. Gdy, Elena odmawia mu ręki najmłodszej córki, Pedro by być bliżej ukochanej godzi się ożenić się ze starszą siostrą Tity, Rosaurą. Tita, od najmłodszych lat wychowywana i karmiona przez kucharkę Nachę przejawia nadzwyczajne zdolności kulinarne. Jedzenie staje się dla niej sposobem wyrażenia emocji, a jej potrawy mają wręcz magiczne działanie.

Książka jest podzielona na dwanaście rozdziałów, a każdy z nich rozpoczyna przepis tradycyjnego dania meksykańskiej kuchni. Tita poprzez swoje niezwykle wyszukane dania (np. tytułowe przepiórki w płatkach róży, gwiazdkowe bułeczki czy champandongo) wyraża swoje uczucia, silnie oddziałując na wszystkich jedzących potrawy. Jeśli podczas gotowania była smutna, to bezbrzeżny smutek poczuje każdy degustujący danie, jeśli szczęśliwa, wpadnie w ekstatyczną radość.

Zdawało się, że za sprawą niezwykłej alchemicznej reakcji jej jestestwo rozpłynęło się w różanym sosie, w przepiórczym mięsie, w winie i we wszystkich zapachach unoszących się nad stołem. W ten sposób przenikała do ciała Pedra — lubieżna, pachnąca, gorąca, absolutnie zmysłowa.




Taka dokładnie jest ta powieść - lubieżna, pachnąca, gorąca, absolutnie zmysłowa. Prawie czuć zapach gotowanych potraw, które w tej książce mają niebagatelne znaczenie - pozwalają się porozumiewać dwojgu zakochanym, którym nie dane było być razem. Dzięki powieści Laury Esqiuvel czytelnicy mogą poznać odrobinę wspaniałej meksykańskiej, kuchni, tradycji, historii (akcja powieści toczy się w czasach Rewolucji Meksykańskiej) i wierzeń indiańskich, a także poznać koleje nieszczęśliwej miłości  Pedra i Tity.

Jest to jedna z moich ulubionych książek z nurtu realizmu magicznego. Polecam serdecznie! Książkę przeczytałam (ponownie) w ramach wyzwania Trójka e-pik.

7.5/10

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"W ofierze Molochowi" Asa Larsson

"W ofierze Molochowi" to piąta już część kryminalnej serii o prokurator Rebece Martinsson. Powieść została nagrodzona przez Szwedzką Akademię Kryminału i uznana za najlepszą książką kryminalną 2012 roku. Mnie do przeczytania najnowszej książki Larsson nic przekonywać nie musiało, bo od dawna bardzo lubię jej kryminały.

Rebeka, jej sąsiad Siving i zaprzyjaźniony z nimi policjant Krister znajdują zwłoki brutalnie zamordowanej kobiety. W lesie ukrywa się jej 7-letni, śmiertelnie wystraszony wnuk Markus, który najprawdopodobniej był świadkiem śmierci babci. To nie pierwsza tragedia w tej rodzinie - ojciec ofiary został pożarty przez niedźwiedzia, syn potrącony przez niezidentyfikowanego kierowcę, a babcia zamordowana. Czy na rodzinie ciąży klątwa? A może ktoś próbuje zgładzić wszystkich jej członków? Zanim Rebeka zdąży odpowiedzieć na te pytania, sprawę odbiera jej antypatyczny karierowicz Carl von Post. Pani prokurator nie daje się zbyć, bierze zaległy urlop i prowadzi śledztwo na własną rękę. Równocześnie śledzimy losy zamordowanej babki ofiary - Eliny Petersson, która w 1914 roku przybyła do Kiruny by objąć posadę nauczycielki.

Zarówno część współczesna, jaki i historyczna jest przez autorkę bardzo dobrze opisana. Wątek zamordowanej przed laty nauczycielki i jego rozwiązanie było przewidywalne, ale tę wadę przysłoniło ciekawe tło historyczne, jakim była rozwijająca się na początku XX wieku Kiruna. Szkoda, że autorka bardziej skupiła się na romansie Eliny niż sytuacji społecznej jaka panowała w Szwecji w tym okresie. Wielką zaletą tej i poprzednich książek Larsson są wątki zwierzęce - w przypadku "W ofierze Molochowi" wątek psów i ich bliskich relacji z właścicielami. Co wrażliwszych psiarzy (w tym mnie) końcówka książki może mocno poruszyć.

Seria o prokurator Martinsson nie jest pozbawiona wad. Postać nikczemnego van Postena wydaje się wręcz nieprawdopodobnie głupia - czy tacy ludzie na prawdę istnieją? Druga sprawa to końcówka - owszem emocjonująca, ale czy główna bohaterka w każdym tomie musi prawie tracić życie? Skoro już ponarzekałam, muszę też pochwalić - "W ofierze Molochowi" czyta się błyskawicznie, historia wciąga, tajemnicze morderstwa intrygują, a ja z przyjemnością wróciłam do bohaterów książki, jak do starych dobrych znajomych.

Dla mnie książki Asy Larsson pozostają jednymi z najlepszych skandynawskich autorów na naszym rynku wydawniczym. Jeśli jeszcze nie czytaliście - zacznijcie od pierwszego tomu, nawet jeśli was nie porwie, to kolejne są lepsze.

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania Trójka e-pik

środa, 26 grudnia 2012

"Wielki Gatsby" Francis Scott Fitzgerald

"Wielki Gatsby" jest jedną z najbardziej znanych powieści XX wieku, czytaną jako lektura w amerykańskich liceach i wielokrotnie ekranizowaną. Jest to jedna z tych książek, którą chciałam przeczytać od zawsze.

Narratorem powieści jest Nick Carraway, młody mężczyzna, który przeprowadza się z Zachodu na Wschód USA do Nowego Jorku w 1922 roku. Wynajmuje dom w West Egg na Long Island, tuż obok tajemniczego bogacza Jaya Gatsbyego. Historia zaczyna się, gdy Nick odwiedza swoją daleką kuzynkę Daisy Buchanan i jej męża Toma, z którym znał się ze studiów na Yale, mieszkających w bardziej luksusowej okolicy - East Egg. Tam spotyka piękną Jordan Baker grającą profesjonalnie w golfa, z którą połączy go uczucie. Po pewnym czasie Nick otrzymuje zaproszenia na jedno ze słynnych przyjęć w rezydencji Gatsbyego. Między mężczyznami tworzy się nić sympatii.

"Wielki Gatsby" nie jest książką z szaloną akcją - wręcz przeciwnie - przez lwią jej część dzieje się niewiele. Bohaterowie snują się z przyjęcia na przyjęcie, a wszystko zmierza ku doskonale wyczuwalnej wielkiej katastrofie. Powieść Fitzgeralda rozprawia się z "amerykańskim snem". Pokazuje lata 20 XX wieku - okres prosperity jako czas rozkładu moralnego i społecznego. Bohaterowie powieści to w większości zepsuci bogacze - chciwi i cyniczni. Gatsby wierzy, że jego bogactwo pozwoli mu pozyskać utraconą przed laty miłość Daisy. Jednak różnica statusów społecznych i jej głęboko materialstyczny sposób życia uniemożliwia ich związek i tak na kawałki rozsypuje sie amerykański sen bohatera.

Fitzgerald wykreował ciekawe postaci, z których jednak główny bohater - tajemniczy Gatsby był dla mnie najmniej interesujący. Intrygującymi postaciami było dekadenckie małżeństwo Buchananów, cyniczna Jordan i kochanka Toma - Myrtle. Nick Carraway nie jest typowym bohaterem, a raczej obserwatorem i komentatorem.

"Wielki Gatsby" nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak początkowo sądziłam. Nie porwał mnie blichtr przyjęć i gorzkie zakończenie, jakie zaserwował czytelnikom autor, ale widzę wartość tej książki. Czuję się lekko zawiedziona.

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania Listopadowego i Trójka e-pik.
 
 

niedziela, 23 grudnia 2012

"Obserwator" Charlotte Link

Dobrych kilka lat temu zachwyciłam się "Domem sióstr" niemieckiej autorki Charlotte Link. Od tej pory staram się czytać wszystkie jej książki, choć żadna nie podobała mi się jak ta pierwsza. Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako powieść z dreszczykiem i wyzwania Booktrotter.

Seria okrutnych morderstw wstrząsa Londynem. Psychopata morduje starsze, samotne kobiety, które z pozoru nie mają ze sobą więcej wspólnego. Dopiero trzecie morderstwo, inne od poprzednich naprowadza policję na trop Samsona Segala, trzydziestoletniego bezrobotnego, który mieszka w pobliżu jednej z ofiar. Samson to odludek mieszkający ze swoim bratem i nienawidzącą go bratową. Całymi dniami obserwuje ludzi, szczególnie samotne kobiety i robi szczegółowe notatki dotyczące ich życia. Jego ulubionym "obiektem" zostaje idealna, z pozoru rodzina Wardów, a szczególnie piękna Gillian Ward. Perfekcyjna, bogata i szczęśliwa rodzina to tylko fasada. Gillian czuje się nieszczęśliwa, zaniedbywana przez męża i odtrącona przez nastoletnią córkę. Nawiązuje romans z tajemniczym trenerem córki, byłym policjantem Johnem Burtonem. Chwila słabości będzie miała dla niej zabójcze konsekwencje.

Gdyby nie potwornie nudne pierwsze dwieście stron powieści moja ocena tej książki byłaby lepsza. Jednak  bardzo trudno było mi przebrnąć przez jej początek . Pomimo dwóch zabójstw fabuła toczyła się powoli, wręcz leniwie i działała usypiająco. Rozważania zarówno Samsona, jak i Gillian nudziły mnie. Byłam o krok od porzucenia książki, gdy wydarzyło się trzecie zabójstwo, zaskakujące i nie przewidziane przeze mnie. Od tej pory akcja przyszpieszyła, a książkę czytało się znacznie lepiej.

Charlotte Link stworzyła interesującą fabułę, z ciekawym motywem. Jej książka nie jest typowym kryminałem, raczej dobrą obyczajówką z wątkiem kryminalnym. I pod względem obyczajowym jest to niezła powieść, jednak próby autorki mylenia tropów były nieudane. Ilekroć Link kierowała myśli czytelnika na potencjalnego mordercę, od razu wykreślałam go z mojej listy podejrzanych. Sama postać mordercy wydała mi się ciekwa, choć jego motywacje lekko nciągane.

"Obserwator" zdecydowanie nie jest najlepszą książką niemieckiej autorki. Przede wszystkim jest ona nadmiernie rozwleczona, spokojnie można by skrócić ją o około 200 stron. Nie rezygnuję jeszcze całkiem z Charlotte Link, jednak mam nadzieję, że kolejne książki będą znacznie lepsze niż ta.

piątek, 14 grudnia 2012

"Morderstwo w Boże Narodzenie" Agatha Christie

Książkami Agathy Christie zaczytywałam się jako młoda dziewczyna, przeczytałam wszystkie jej powieści dostępne w bibliotece i sama zgromadziłam całkiem niezły zbiór. Do dziś książki Królowej Kryminału stoją na honorowym miejscu w mojej biblioteczce. Dzięki wyzwaniu
Trójka e-pik postanowiłam odświeżyć sobie "Morderstwo w Boże Narodzenie", z moim ulubionym detektywem Herculesem Poirot.

Zbliża się Boże Narodzenie. Senior rodu Simeon Lee do swej rezydencji zaprasza rodzinę. Spotkanie jest nietypowe, gdyż Lee niemal nie utrzymywał z dziećmi kontaktów. Mało przyjemnej atmosfery nie poprawia pojawienie się uchodzącego za czarną owcę syna, a tym bardziej wnuczki, którą rodzina widzi po raz pierwszy. W ponurych nastrojach podsycanych pragnieniem odziedziczenia jak największego spadku zebrani dowiadują się o zabójstwie złośliwego milionera.

Do akcji wkracza niezastąpiony Herkules Poirot. Przed detektywem trudna zagadka - okazuje się bowiem, że z sypialni Simeona zniknęły diamenty, nie wszyscy goście ujawnili prawdziwą tożsamość, a zamordowany miał niejednego wroga…


Z pozoru święta Bożego Narodzenia to okres pojednania i pokoju. Czy jest to jednak prawda? Na pewno nie wypadku rodziny Lee. Głowa rodu, ekscentryczny i złośliwy starzec Simeon Lee pod pozorem pogodzenia się z synami i jedyną wnuczką sprowadza do rodzinnej posiadłości swoich najbliższych. Jego cel jest jednak inny - dla własnej uciech prowokuje i napuszcza na siebie poszczególnych członków rodziny. Jego brutalne morderstwo nie dziwi - jakby sam się o to prosił. Sprawę prowadzi bystry inspektor Sugden, ale niestety dla mordercy w okolicy jest też słynny belgijski detektyw.

Morderstwo Simeona Lee jest  zagadką zamknietego pokoju i nie sposób jest się nie uśmiechnąć przy tym cytacie: "Czy pan chce mi powiedzieć, inspektorze, że to jedna z tych historii, opisanych w lichych krymianałach, o facecie zamordowanym w zamkniętym pokoju przez siły nadprzyrodzone?"* Tak to właśnie taka historia, ale na pewno nie jest to lichy kryminał, bo książkę Chritsie czyta się bardzo dobrze.

Agatha Christie przedstwiła w swej krótkiej powieści całą gamę interesujących postaci, z których każda miała powód i sposobność by zamordować staruszka i ustami Herculesa Poirot pięknie to wyjaśniła. Choć nie jest to najlepsza książka tej znakomitej autorki to znów dałam się porwać jej stylowi, nie odkryłam kim jest morderca, ani jaki był jego motyw.

Lektura tego kryminau zaostrzyła mój apetyt na inne książki Królowej Kryminału, w grudniu chciałabym przeczytać jeszcze "Tajemnicę gwiazdkowego puddingu".



*Agatha Christie "Morderstwo w Boże Narodzenie" Prószyński i S-ka, 2001, str. 55

piątek, 30 listopada 2012

"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde

"Portret Doriana Graya" to powieść znanego i kontrowersyjnego XIX-wiecznego  irlandzkiego literata. Pierwsza edycja działa Wilde'a ukazała się w 1890 roku na łamach Lippincott’s Magazine. Pełna wersja książki ukazała się w 1891 roku i nie została przyjęta dobrze, krytycy zarzucili jej amoralność. Zaczynając czytać Doriana Graya miałam niewielkie pojęcie o czym traktuje powieść, a jej fabułę znałam jedynie w zarysie. Choć jest to bardzo popularna książka moja wiedza na jej temat była niewielka, ale dzięki temu miałam większą przyjemność z jej czytania.

Młody arystokrata Dorian Gray poznaje malarza Bazylego Hallawarda, który zafascynowany jego urodą maluje jego portret. Podczas jednej z sesji malowania Hallawarda odwiedza dobry przyjaciel - cyniczny lord Henryk (Harry) Wotton. Przemowa Harrego o nieuchronnym przemijaniu młodości i piękna denerwuje Doriana, gdyż uświadamia sobie on, że jego najbardziej imponujące cechy pewnego dnia bezpowrotnie przeminą. Chłopak przeklina swój portret, który kiedyś będzie przypominał mu o utraconym pięknie i młodości. Wypowiada też znamienne w skutkach słowa:

Jakie smutne! Ja się zestarzeję i będę brzydkim i odpychającym. Ale portret ten na zawsze pozostanie młody. Nigdy nie będzie starszy niż w dzisiejszym, czerwcowym dniu. Gdybyż mogło być przeciwnie! Gdybym ja wiecznie pozostał młody, a obraz się starzał! Wszystko bym za to oddał, wszystko! Tak nie ma nic na świecie, czego bym za to nie oddał. Poświęciłbym własną duszę!*

Dorian Gray zaprzedaje swoją duszę, by wiecznie pozostać młodym i pięknym. Zaprzyjaźnia się z Harrym Wottonem i wiedzie rozpustne życie, ale każdy jego występny czyn uwidacznia się na portrecie, który staje się ohydną, groteskową maską.

Książkę Wilde można odczytać na wielu poziomach. Traktuje ona o nadrzędności młodości i piękna, sztuce rozumianej jako wartość sama w sobie i negatywnych konsekwencjach wpływu na innych ludzi. Historia Doriana jest tak naprawdę pretekstem do zaprezentowania przez Wilde'a swoich poglądów.

"Portret Doriana Graya" czytałam z wielkim zainteresowaniem i w wielkim skupieniu. Nie jest do lektura, którą można czytać w komunikacji miejskiej. Wymaga ciszy, spokoju, skupienia i czasu na przemyślenie. Dlatego też czytałam ją dość długo, a w międzyczasie pochłaniałam inne książki.  "Portretem" się delektowałam, choć nie jest to lektura łatwa. Co zaskakujące, mimo upływu lat nadal odnosi się do naszych czasów, gdzie panuje kult piękna i młodości. Jego stała aktualność i piękny język jakim jest napisany sprawia, że sięgają po nią kolejne pokolenia ludzi.

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania Listopadowego i Trójka e-pik
 



* Oscar Wilde "Portret Doriana Graya" Wydawnictwo Zielona Sowa, 2009 str. 23

piątek, 23 listopada 2012

"Zapłatą będzie śmierć" Inge Lohnig

O zakup książki Inge Lohnig (będę pisać bez kropek nad "o" bo nie wiem jak się coś takiego tworzy) mogę obwinić blogerów :) Naczytałam się zachęcających recenzji, a na blogu Krimifantamania można nawet wygrać drugą książkę autorki - "W białej ciszy". W ramach nadrabiania zaległości (i wyzwań Trójka e-pik i Z literą w tle) przeczytałam pierwszy z cyklu - kryminał z inspektorem Duhnfortem w roli głównej.

Agnes Gaudera, w rok po śmierci męża i córeczki, kupuje dom w spokojnej wsi pod Monachium. W dniu jej przeprowadzki ginie pięcioletni Jackob. Gdy mały się nie odnajduje, na miejsce, przybywa policja z inspektorem Duhnfortem na czele. Agnes, nowa mieszkanka, odegra niebagatelną rolę w odkryciu ponurych tajemnic sielskiej wsi i schwytaniu niebezpiecznego psychopaty.

Mimo iż, "Zapłatą będzie śmierć" jest debiutem autorki, zaskakująco dobrze się tą książkę czyta. Pod względem stylistycznym jest dobrze napisana, a intryga jest ciekawie poprowadzona. Lohnig zgrabnie myli tropy (niestety dość szybko wytypowałam mordercę, ale zwalam to na karb masy przeczytanych kryminałów) i wprowadza ciekawy wątek poboczny w postaci historii Agnes.

W przypadku Agnes autorka poszła trochę na łatwiznę - nie ma to jak zaserwować bohaterowi porządą tragedię rodzinną. Jednak jej postać jest bardzo realistycznie przedstawiona, czasami może trochę drażni, ale na pewno czytelnik jej współczuje i z nią sympatyzuje. Pani Lohnig zastosowała ciekawy zabieg w postaci listu od męża, który muszę przyznać, w tej książce zaskoczył mnie najbardziej. Jedna rzecz tylko wydała mi się dziwna (ale może w Niemczech jest inaczej niż w Polsce?) - to, że Agnes miała tylko jedno zdjęcie córki i męża (w Niemczech nie noszą zdjęć bliskich w portfelach? może nie), czyżby dziadkowie, zarówno ze strony Agnes, jak i jej męża, nie posiadali zdjęć wnuczki? Agnes nie miała też ich zdjęć np. w telefonie komórkowym?

Drugim interesującym bohaterem jest komisarz Konstantin Duhnfort, samotny facet w średnim wieku, jednak sympatyczny i lubiący dobrą kuchnię. Miła odmiana po depresyjnych alkoholikach.

Blogerzy, Agnieszka z bloga krimifantamania i Inge Lohnig są dziś przyczyną mojego niewyspania. Po prostu musiałam dokończyć tę powieść. Teraz idę zapolować na kolejny tom, chętnie dowiem się co słychać u sympatycznego Duhnforta i spółki.

czwartek, 22 listopada 2012

"Nie licząc psa" Connie Willis

O Connie Willis pierwszy raz przeczytałam na blogu młodej pisarki. Ta właśnie recenzja przekonała mnie, że jak najszybciej muszę zapoznać się z jakąkolwiek książką pani Willis. Padło na "Nie licząc psa".

Rok 2057 roku, Oxford. Dzięki naukowcom możliwe są podróże w czasie. Dzięki nim historycy mogą badać przeszłość. Bogata Amerykanka, Lady Schrapnell postanawia odbudować Katedrę w Coventry zniszczoną podczas nalotów niemieckich w 1940 roku. W celu dokładnej rekonstrukcji wysyła historyków w przeszłość. Główny bohater książki Ned Henry zostaje wysłany do 1940 roku by odzyskać zaginioną "strusią nogę biskupa"(nie zdradzę co to jest). Ned cierpi jednak na dyschronię, spowodowaną zbyt wieloma przeskokami. Objawia się ona dezorientacją, sennością, zaburzeniami wzroku i trudnościami w rozróżnianiu dźwięków. Zanim wróci do formy potrzebuje dwóch tygodni urlopu (od skoków i nieznośnej Lady Schrapnell).
Historyczka, Verity Kindle ratuje przed utonięciem i przenosi kota z czasów wiktoriańskich do 2057 roku i tym samym narusza reguły kontinuum czasoprzestrzennego. Ned jest jedyną osobą, która może przenieść się do 1888 roku by zapobiec nieodwracalnej zmianie biegu historii. I tak Ned trafia w sam środek epoki wiktoriańskiej, gdzie poznaje młodego studenta Terence'a i jego buldoga Cyryla, profesora Peddicka, rozkapryszoną pannicę Tossie, jej kotkę Księżniczkę Ardżumand i jeszcze kilka nie mniej interesujących postaci.

Opisałam zaledwie drobny fragment fabuły, która z każdą stroną co raz bardziej się gmatwa. Pojawiają się nowe postacie (nie licząc psa), a bohaterowie, co rusz "skaczą" w inne czasy. To bogactwo jest początkowo bardzo męczące. Trudno zorientować się w sytuacji, a rozmowy bohaterów dotyczące podróży w czasie, kontinuum i poślizgów niewiele wyjaśniają. Jednak im dalej tym historia co raz bardziej wciąga i bawi. Próby przywrócenia prawidłowego biegu historii przez Verity i Neda generują wiele pomyłek i zabawnych sytuacji. "Nie licząc psa" to pierwszorzędna komedia pomyłek. Connie Willis nawiązuje do wielu dzieł literackich i pisarzy. Już sam tytułu nawiązuje do powieści Jeroma "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)", autorka wzorowała się również na takich klasykach kryminału jak Agatha Christie, Arthur Conan Doyle i Willkie Collins (jeśli ktoś nie czytał "Kamienia księżycowego" to natknie się na ogromny spoiler!).

"Nie licząc psa" trafiło na mój mały kryzys czytelniczy dlatego choć to bardzo dobra książka czytałam ją stosunkowo długo. Zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki, nawet tych, którzy nie przepadają za fantastyką i sf.



piątek, 16 listopada 2012

"Zoo City" Lauren Beukes

Trudno zakwalifikować mi "Zoo City" do jednego gatunku literackiego. Lauren Beukes serwuje nam prawdziwą mieszankę urban fantasy i kryminału. Z okładki krzyczą to czytelnika nagrody jakie otrzymało "Zoo City" m.in. Arthur C. Clarke Award. Jest taka książka, której ciężko pisze się recenzję - sama nie wiem czy mi się podobała czy nie.

Zoo City najgorsza dzielnica Johanesburga, największego miasta w RPA i czwartego co do wielkości w Afryce, jest egzotyczna nie tylko przez swoje położenie, ale również dlatego, że krążą po nim "zoolusi" - ludzie zanimalizowani, którym po popełnionym morderstwie "przypisany" zostaje zwierzak. Zinzi winna śmierci swojego brata dostała Leniwca, który wszędzie jej towarzyszy. Z tym brzemieniem wiąże się również dar -  magiczne znajdywanie zagubionych przedmiotów i ludzi. Dziewczyna podejmuje się odszukania pierścionka pewnej starszej pani, która wkrótce później zostaje brutalnie zamordowana. Zinzi dostaje też zlecenie odnalezienia młodej gwiazdy muzyki, żeńskiej połówki duetu bliźniaków iJusi. Lauren Beukes plastycznie opisuje Zoo City jako slumsy pełne złodziei, prostytutek, narkomanów i mętów wszelakiej maści. Wśród nich krąży Zinzi i próbuje połączyć cienkie nitki, które prowadzą ją do wyjaśnienia morderstwa i zniknięcia dziewczyny, a pomaga jej w tym niezawody Leniwiec.

Autorka miała bardzo ciekawy pomysł, ale niestety gorzej z wykonaniem. Akcja toczy się powoli i dość chaotycznie. Autorka szybko porzuca pierwsze morderstwo i wprowadza drugi wątek - poszukiwania nastoletniej gwiazdy muzyki. Niewiele również wyjaśnia w kwestii "zoolusów", większość informacji jest podana w formie krótkich artykułów i wpisów internetowych, ale nie rozjaśniają one zbytnio sprawy zanimalizowania. Autorka też dość oględnie traktuje problem zwierzaka Zizi i morderstwo jej brata.

"Zoo City" to pierwsza książka z gatunku urban fantasy jaką czytałam. Choć wykonanie mnie nie przekonało to sam pomysł był ciekawy i zachęca do poznania innych książek tego typu. Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania Trójka e-pik.

niedziela, 11 listopada 2012

"Ptasiek" William Wharton

"Ptasiek" to literacki debiut amerykańskiego pisarza Wiliama Whartona wydany w 1979 roku. Popularność przyniosła autorowi ekranizacja jego powieści z 1984 roku w reżyserii Alana Parkera. Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania Trójka e-pik, jako książkę wydaną przed rokiem 2000.

"Ptasiek" opowiada historię dwójki przyjaciół Ala Columbato i chłopaka zwanego Ptaśkiem. Autor posłużył się narracją dwutorową. Pierwszym z narratorów jest Al, który leczy rany po wydarzeniach II wojny światowej i odwiedza swojego przyjaciela w szpitalu psychiatrycznym. Tam próbuje do niego dotrzeć wspominając stare czasy. Drugim narratorem jest Ptasiek, który w formie pamiętnika opisuje swoje życie, przed wojną.

"Ptasiek" jest pozycją bardzo nietypową. Już sama narracja zaskakuje - wydarzenia przeskakują od teraźniejszych do wspomnień z dzieciństwa i młodości. Niezwykłą postacią jest też tytułowy Ptasiek - chłopak z małego amerykańskiego miasteczka z obsesją na punkcie ptaków. Jego historię poznajemy z dwóch perspektyw - jego samego i jego przyjaciela Ala, który stopniowo przybliża czytelnikom zmiany zachodzące w zachowaniu Ptaśka i pokazuje jaką drogę przebył przed przybyciem do szpitala psychiatrycznego.

Historia Ptaśka to opowieść o szaleństwie, inności, niezrozumieniu i przyjaźni. Hodowla kanarków, która najpierw jest hobby, a nawet sposobem by zarobić trochę pieniędzy przeradza się w obsesję, zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością a snem. Ptasiek w snach staje się ptakiem, zakochuje się, zakłąda rodzinę, a sen staje się dla niego bardziej realny niż "prawdziwe" życie. Prawdopodobnie stres i okropności wojny wywołują głęboką traumę, i tak mówi o swoim przyjacielu Al Columbato:

Patrzę na Ptaśka: siedzi w kucki, obserwuje mnie, bezbronny, cały miękki, oczy puste. Zaczynam się domyślać, że i jego samego musieli gdzieś tam po drodze splugawić. I on już teraz siebie nie chce.

Czytając "Ptaśka" nie raz ogarniały mnie wątpliwości, czy powinnam dalej czytać, szczególnie w rozdziałach Ptaśka dotyczących ptaków. Dłużyły mi się opisy o hodowli bohatera, a przy opisie ptasiej kupy prawie się poddałam. Jednak jakiś wewnętrzny przymus kazał mi pozostać przy książce i bardzo się z tego cieszę. Jest to mądra, stawiająca pytania o istotę naszego człowieczeństwa i sens wojny, książa. Jest też źródłem wielu cytatów wartych zapamiętania:

Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę. Jak się z nią włazi w paradę zbyt wielu ludziom, mówią na niego wariat.

Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.

Nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu sens.

Ptaki tak samo jak ludzie, od tak dawna żyją w klatkach, że pozapominały masę rzeczy, które powinny im przychodzić naturalnie.

Książka niesamowicie zaostrzyła mój apetyt na ekranizację.
 
 

czwartek, 25 października 2012

"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia

W zeszłym roku na blogach czytałam wiele pozytywnych opinii o książce "Biała jak mleko, czerwona jak krew" młodego włoskiego pisarza i nauczyciela Alessandro D'Avenii. Pod wpływem impulsu i przepięknej okładki szybko ją kupiłam i odłożyłam na półkę. W tym miesiącu w wyzwaniu Trójka e-pik, jedną z kategorii była książka autora z rejonu basenu Morza Śródziemnego, co skłoniło mnie do sięgnięcia po debiut D'Avenii.

Bohaterem i narratorem książki jest siedemnastoletni Leo, uczeń liceum. Leo postrzega świat poprzez kolory. Jego ulubionym jest czerwony, a najbardziej znienawidzonym biały, o którym pisze tak: Biel jest kolorem, którego nie znoszę. Białe plamy na mapie, białe noce, biały wiersz, wywiesić białą flagę, dostać białej gorączki, mieć białe skronie...Właściwie biel nie jest w ogóle kolorem. Jest niczym.* Leo jest zakochany po raz pierwszy, a jego wybranką jest piękna, eteryczna Beatrice o ognistorudych włosach i zielonych oczach. Jest to historia o pierwszej miłości, o rozczarowaniach, marzeniach, Bogu i śmierci...

Leo jest zwariowanym nastolatkiem, a jego przemyślenia na temat szkoły, nauczycieli, życia czasem bawią, a czasem wzruszają. Nie można odmówić mu uroku i pewnej świeżości. Czasem jego słowa wydają się nieco pompatyczne, ale kładę to na karb młodości i szczenięcego zakochania. Jego uczucie do Beatrice jest piękne, rozwija się i dojrzewa, ale równie ciekawe są jego relacje z przyjaciółką Sylvią, rozmowy z ojcem i Naiwniakiem - młodym nauczycielem historii i filozofii.

"Biała jak mleko..." to piękna historia o pierwszej miłości, ale też o dojrzewaniu. Leo uczy się cieszyć życiem, doceniać to co ma i bliskie mu osoby. D'Avenia prezentuje być może proste prawdy, ale na szczęście, bez pompatyczności i silenia się na nowe "guru" współczesnej młodzieży.

Wydawnictwo Znak postarało się o naprawdę piękną okładkę i ładne wydanie, ale na litość, jak w książce, w której tak istotne są kolory i po wielokroć podkreślane było, że bohaterka ma zielone oczy, można było "zostawić" modelce oczy niebieskie? Może jestem czepialska, ale dla mnie to duże niedopatrzenie.