"Zły wilk" to szósta z kolei powieść niemieckiej pisarki Nele Neuhaus, której bohaterami są Pia Kirchhoff i Oliver von Bodenstein. Znana autorka tym razem podjęła mocny, choć może nieco oklepany temat, ale obroniła się i stworzyła trzymający w napięciu kryminał.
Grupka pijanych w sztok nastolatków natyka się na pływające w Menie ciało zamordowanej szesnastolatki. Mimo wysiłków policji okrutnie potraktowanej dziewczyny nie udaje się zidentyfikować. Znana prezenterka telewizyjna Hanna Herzman przypadkowo trafia na materiał życia, którym narazi się na śmiertelne niebezpieczeństwo. Ślady prowadzą do fundacji Sonnenkinder prowadzonej przez wpływową rodzinę Finkbeinerów, znanych frankfurckich filantropów. W sprawę zamieszany jest też były adwokat, który po odsiedzeniu wyroku za pedofilię mieszka na obrzeżach miasta. Wszystkie te wątki łączą się w jeden, mrożący krew w żyłach finał.
"Zły wilk" to mocna książka, bo nic tak nie porusza ludzi, jak czytanie o krzywdzie dzieci. Kirchoff, Bodensteinowi i ich ekipie trafia się wyjątkowo paskudna sprawa. Gang pedofilski, w skład którego wchodzi bezwzględna śmietanka Frankfurtu, nie zawaha się użyć swych rozległych macek, by powstrzymać policję i prasę przed odkryciem prawdy.
Choć książkę oceniam wysoko, nie obyło się bez drobnych wpadek. "Zły wilk" jest powieścią jednak dość przewidywalną, uważny czytelnik domyśli się kto stoi za siatką pedofilów. In plus - ograniczenie wątku prywatnego Oliviera Bodenstiena i zastąpienie go znacznie ciekawszą Pią Kirchoff.
Polecam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lipca 2015
niedziela, 30 marca 2014
"On wrócił" Timur Vermes
Książka Timura Vermesa narobiła sporo szumu na niemieckim rynku książki. "On wrócił" sprzedała się za naszą zachodnią granicą w ponad 700 tysiącach egzemplarzy. Pomimo kontrowersyjnego tematu ta powieść nie odbiła się szerokim echem wśród polskich mediów, ani nie oburzyła/poruszyła polskich czytelników.
Kim jest tytułowy "on"? To Adolf Hitler, który 31 sierpnia 2011 roku budzi się na niezabudowanej parceli, gdzieś w Berlinie. Nie pamięta co mu się przydarzyło, ani jak się tam znalazł. Okolica nie wygląda tak, jak zapamiętał. Gdy nie poznaje go trzech młodych chłopaczków, Hitler wie, że coś jest nie tak. Szczęśliwie trafia w ręce obrotnego właściciela kiosku, który w jego osobie widzi niezły interes. I tak Führer trafia do popularnego w Niemczech satyrycznego programu telewizyjnego, gdzie gra...samego siebie. Początkowo uznany za nieszkodliwego wariata i świetnego aktora, stopniowo zaczyna zdobywać co raz większe wpływy i powoli realizuje własny plan.
- Niech mi pan powie, nie splądruje mi pan chyba kiosku?
Spojrzałem na niego z oburzeniem.
- Czy ja wyglądam na zbrodniarza?
Popatrzył na mnie.
- Wygląda pan jak Adolf Hitler.
- No właśnie - powiedziałem.*
Trudno ocenić książkę Vermesa. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czytałam i pewnie prędko nie przeczytam. Z jednej strony, to książka momentami dość zabawna, ale w sposób, który wywołuje raczej krzywy uśmiech niż salwy śmiechu. Szczególnie początek książki generuje wiele "zabawnych" sytuacji. Ot choćby Hitler w pralni chemicznej Yilmaz. Im dalej jednak tym ton książki staje się poważniejszy, bowiem kariera jaką robi Führer jest zawrotna. "On wrócił" to doskonała satyra społeczeństwa niemieckiego, a nawet całej cywilizacji Zachodu. Oczywiście najwięcej tu odniesień do niemieckiej polityki i kultury, ale obserwacje Vermesa na temat np. współczesnej telewizji czy prasy są bardzo trafne.
Czemu więc ta książka nie poruszyła polskiego czytelnika tak jak niejednego Niemca? Ja upatrywałabym tego w mocnym osadzeniu powieści w niemieckich realiach. Osoba, taka jak ja, która niezbyt dobrze orientuje się w polityce i kulturze naszych zachodnich sąsiadów, zwyczajnie nie wyłapie pewnych rzeczy. Szkoda, że tłumaczka nie dodała żadnych przypisów. To na pewno wzbogaciłoby polskie wydanie i ułatwiło czytelnikom życie. Drugą rzeczą, która zupełnie mnie nie porwała, były przedłużające się rozważania Hitlera, na dłuższą metę zwyczajnie męczące.
Pomimo pewnych wad "On wrócił" to jedna z najciekawszych książek jakie miałam w tym roku przyjemność przeczytać. A puenta genialna i przerażająca.
Książkę "On wrócił" otrzymałam od księgarni Libroteka
* str. 27-28
Kim jest tytułowy "on"? To Adolf Hitler, który 31 sierpnia 2011 roku budzi się na niezabudowanej parceli, gdzieś w Berlinie. Nie pamięta co mu się przydarzyło, ani jak się tam znalazł. Okolica nie wygląda tak, jak zapamiętał. Gdy nie poznaje go trzech młodych chłopaczków, Hitler wie, że coś jest nie tak. Szczęśliwie trafia w ręce obrotnego właściciela kiosku, który w jego osobie widzi niezły interes. I tak Führer trafia do popularnego w Niemczech satyrycznego programu telewizyjnego, gdzie gra...samego siebie. Początkowo uznany za nieszkodliwego wariata i świetnego aktora, stopniowo zaczyna zdobywać co raz większe wpływy i powoli realizuje własny plan.
- Niech mi pan powie, nie splądruje mi pan chyba kiosku?
Spojrzałem na niego z oburzeniem.
- Czy ja wyglądam na zbrodniarza?
Popatrzył na mnie.
- Wygląda pan jak Adolf Hitler.
- No właśnie - powiedziałem.*
Trudno ocenić książkę Vermesa. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czytałam i pewnie prędko nie przeczytam. Z jednej strony, to książka momentami dość zabawna, ale w sposób, który wywołuje raczej krzywy uśmiech niż salwy śmiechu. Szczególnie początek książki generuje wiele "zabawnych" sytuacji. Ot choćby Hitler w pralni chemicznej Yilmaz. Im dalej jednak tym ton książki staje się poważniejszy, bowiem kariera jaką robi Führer jest zawrotna. "On wrócił" to doskonała satyra społeczeństwa niemieckiego, a nawet całej cywilizacji Zachodu. Oczywiście najwięcej tu odniesień do niemieckiej polityki i kultury, ale obserwacje Vermesa na temat np. współczesnej telewizji czy prasy są bardzo trafne.
Czemu więc ta książka nie poruszyła polskiego czytelnika tak jak niejednego Niemca? Ja upatrywałabym tego w mocnym osadzeniu powieści w niemieckich realiach. Osoba, taka jak ja, która niezbyt dobrze orientuje się w polityce i kulturze naszych zachodnich sąsiadów, zwyczajnie nie wyłapie pewnych rzeczy. Szkoda, że tłumaczka nie dodała żadnych przypisów. To na pewno wzbogaciłoby polskie wydanie i ułatwiło czytelnikom życie. Drugą rzeczą, która zupełnie mnie nie porwała, były przedłużające się rozważania Hitlera, na dłuższą metę zwyczajnie męczące.
Pomimo pewnych wad "On wrócił" to jedna z najciekawszych książek jakie miałam w tym roku przyjemność przeczytać. A puenta genialna i przerażająca.
Książkę "On wrócił" otrzymałam od księgarni Libroteka
* str. 27-28
niedziela, 23 grudnia 2012
"Obserwator" Charlotte Link
Dobrych kilka lat temu zachwyciłam się "Domem sióstr" niemieckiej autorki Charlotte Link. Od tej pory staram się czytać wszystkie jej książki, choć żadna nie podobała mi się jak ta pierwsza. Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik, jako powieść z dreszczykiem i wyzwania Booktrotter.
Seria okrutnych morderstw wstrząsa Londynem. Psychopata morduje starsze, samotne kobiety, które z pozoru nie mają ze sobą więcej wspólnego. Dopiero trzecie morderstwo, inne od poprzednich naprowadza policję na trop Samsona Segala, trzydziestoletniego bezrobotnego, który mieszka w pobliżu jednej z ofiar. Samson to odludek mieszkający ze swoim bratem i nienawidzącą go bratową. Całymi dniami obserwuje ludzi, szczególnie samotne kobiety i robi szczegółowe notatki dotyczące ich życia. Jego ulubionym "obiektem" zostaje idealna, z pozoru rodzina Wardów, a szczególnie piękna Gillian Ward. Perfekcyjna, bogata i szczęśliwa rodzina to tylko fasada. Gillian czuje się nieszczęśliwa, zaniedbywana przez męża i odtrącona przez nastoletnią córkę. Nawiązuje romans z tajemniczym trenerem córki, byłym policjantem Johnem Burtonem. Chwila słabości będzie miała dla niej zabójcze konsekwencje.
Gdyby nie potwornie nudne pierwsze dwieście stron powieści moja ocena tej książki byłaby lepsza. Jednak bardzo trudno było mi przebrnąć przez jej początek . Pomimo dwóch zabójstw fabuła toczyła się powoli, wręcz leniwie i działała usypiająco. Rozważania zarówno Samsona, jak i Gillian nudziły mnie. Byłam o krok od porzucenia książki, gdy wydarzyło się trzecie zabójstwo, zaskakujące i nie przewidziane przeze mnie. Od tej pory akcja przyszpieszyła, a książkę czytało się znacznie lepiej.
Charlotte Link stworzyła interesującą fabułę, z ciekawym motywem. Jej książka nie jest typowym kryminałem, raczej dobrą obyczajówką z wątkiem kryminalnym. I pod względem obyczajowym jest to niezła powieść, jednak próby autorki mylenia tropów były nieudane. Ilekroć Link kierowała myśli czytelnika na potencjalnego mordercę, od razu wykreślałam go z mojej listy podejrzanych. Sama postać mordercy wydała mi się ciekwa, choć jego motywacje lekko nciągane.
"Obserwator" zdecydowanie nie jest najlepszą książką niemieckiej autorki. Przede wszystkim jest ona nadmiernie rozwleczona, spokojnie można by skrócić ją o około 200 stron. Nie rezygnuję jeszcze całkiem z Charlotte Link, jednak mam nadzieję, że kolejne książki będą znacznie lepsze niż ta.
Seria okrutnych morderstw wstrząsa Londynem. Psychopata morduje starsze, samotne kobiety, które z pozoru nie mają ze sobą więcej wspólnego. Dopiero trzecie morderstwo, inne od poprzednich naprowadza policję na trop Samsona Segala, trzydziestoletniego bezrobotnego, który mieszka w pobliżu jednej z ofiar. Samson to odludek mieszkający ze swoim bratem i nienawidzącą go bratową. Całymi dniami obserwuje ludzi, szczególnie samotne kobiety i robi szczegółowe notatki dotyczące ich życia. Jego ulubionym "obiektem" zostaje idealna, z pozoru rodzina Wardów, a szczególnie piękna Gillian Ward. Perfekcyjna, bogata i szczęśliwa rodzina to tylko fasada. Gillian czuje się nieszczęśliwa, zaniedbywana przez męża i odtrącona przez nastoletnią córkę. Nawiązuje romans z tajemniczym trenerem córki, byłym policjantem Johnem Burtonem. Chwila słabości będzie miała dla niej zabójcze konsekwencje.Gdyby nie potwornie nudne pierwsze dwieście stron powieści moja ocena tej książki byłaby lepsza. Jednak bardzo trudno było mi przebrnąć przez jej początek . Pomimo dwóch zabójstw fabuła toczyła się powoli, wręcz leniwie i działała usypiająco. Rozważania zarówno Samsona, jak i Gillian nudziły mnie. Byłam o krok od porzucenia książki, gdy wydarzyło się trzecie zabójstwo, zaskakujące i nie przewidziane przeze mnie. Od tej pory akcja przyszpieszyła, a książkę czytało się znacznie lepiej.
Charlotte Link stworzyła interesującą fabułę, z ciekawym motywem. Jej książka nie jest typowym kryminałem, raczej dobrą obyczajówką z wątkiem kryminalnym. I pod względem obyczajowym jest to niezła powieść, jednak próby autorki mylenia tropów były nieudane. Ilekroć Link kierowała myśli czytelnika na potencjalnego mordercę, od razu wykreślałam go z mojej listy podejrzanych. Sama postać mordercy wydała mi się ciekwa, choć jego motywacje lekko nciągane.
"Obserwator" zdecydowanie nie jest najlepszą książką niemieckiej autorki. Przede wszystkim jest ona nadmiernie rozwleczona, spokojnie można by skrócić ją o około 200 stron. Nie rezygnuję jeszcze całkiem z Charlotte Link, jednak mam nadzieję, że kolejne książki będą znacznie lepsze niż ta.
piątek, 23 listopada 2012
"Zapłatą będzie śmierć" Inge Lohnig
O zakup książki Inge Lohnig (będę pisać bez kropek nad "o" bo nie wiem jak się coś takiego tworzy) mogę obwinić blogerów :) Naczytałam się zachęcających recenzji, a na blogu Krimifantamania można nawet wygrać drugą książkę autorki - "W białej ciszy". W ramach nadrabiania zaległości (i wyzwań Trójka e-pik i Z literą w tle) przeczytałam pierwszy z cyklu - kryminał z inspektorem Duhnfortem w roli głównej.
Agnes Gaudera, w rok po śmierci męża i córeczki, kupuje dom w spokojnej wsi pod Monachium. W dniu jej przeprowadzki ginie pięcioletni Jackob. Gdy mały się nie odnajduje, na miejsce, przybywa policja z inspektorem Duhnfortem na czele. Agnes, nowa mieszkanka, odegra niebagatelną rolę w odkryciu ponurych tajemnic sielskiej wsi i schwytaniu niebezpiecznego psychopaty.
Mimo iż, "Zapłatą będzie śmierć" jest debiutem autorki, zaskakująco dobrze się tą książkę czyta. Pod względem stylistycznym jest dobrze napisana, a intryga jest ciekawie poprowadzona. Lohnig zgrabnie myli tropy (niestety dość szybko wytypowałam mordercę, ale zwalam to na karb masy przeczytanych kryminałów) i wprowadza ciekawy wątek poboczny w postaci historii Agnes.
W przypadku Agnes autorka poszła trochę na łatwiznę - nie ma to jak zaserwować bohaterowi porządą tragedię rodzinną. Jednak jej postać jest bardzo realistycznie przedstawiona, czasami może trochę drażni, ale na pewno czytelnik jej współczuje i z nią sympatyzuje. Pani Lohnig zastosowała ciekawy zabieg w postaci listu od męża, który muszę przyznać, w tej książce zaskoczył mnie najbardziej. Jedna rzecz tylko wydała mi się dziwna (ale może w Niemczech jest inaczej niż w Polsce?) - to, że Agnes miała tylko jedno zdjęcie córki i męża (w Niemczech nie noszą zdjęć bliskich w portfelach? może nie), czyżby dziadkowie, zarówno ze strony Agnes, jak i jej męża, nie posiadali zdjęć wnuczki? Agnes nie miała też ich zdjęć np. w telefonie komórkowym?
Drugim interesującym bohaterem jest komisarz Konstantin Duhnfort, samotny facet w średnim wieku, jednak sympatyczny i lubiący dobrą kuchnię. Miła odmiana po depresyjnych alkoholikach.
Blogerzy, Agnieszka z bloga krimifantamania i Inge Lohnig są dziś przyczyną mojego niewyspania. Po prostu musiałam dokończyć tę powieść. Teraz idę zapolować na kolejny tom, chętnie dowiem się co słychać u sympatycznego Duhnforta i spółki.
Agnes Gaudera, w rok po śmierci męża i córeczki, kupuje dom w spokojnej wsi pod Monachium. W dniu jej przeprowadzki ginie pięcioletni Jackob. Gdy mały się nie odnajduje, na miejsce, przybywa policja z inspektorem Duhnfortem na czele. Agnes, nowa mieszkanka, odegra niebagatelną rolę w odkryciu ponurych tajemnic sielskiej wsi i schwytaniu niebezpiecznego psychopaty. Mimo iż, "Zapłatą będzie śmierć" jest debiutem autorki, zaskakująco dobrze się tą książkę czyta. Pod względem stylistycznym jest dobrze napisana, a intryga jest ciekawie poprowadzona. Lohnig zgrabnie myli tropy (niestety dość szybko wytypowałam mordercę, ale zwalam to na karb masy przeczytanych kryminałów) i wprowadza ciekawy wątek poboczny w postaci historii Agnes.
W przypadku Agnes autorka poszła trochę na łatwiznę - nie ma to jak zaserwować bohaterowi porządą tragedię rodzinną. Jednak jej postać jest bardzo realistycznie przedstawiona, czasami może trochę drażni, ale na pewno czytelnik jej współczuje i z nią sympatyzuje. Pani Lohnig zastosowała ciekawy zabieg w postaci listu od męża, który muszę przyznać, w tej książce zaskoczył mnie najbardziej. Jedna rzecz tylko wydała mi się dziwna (ale może w Niemczech jest inaczej niż w Polsce?) - to, że Agnes miała tylko jedno zdjęcie córki i męża (w Niemczech nie noszą zdjęć bliskich w portfelach? może nie), czyżby dziadkowie, zarówno ze strony Agnes, jak i jej męża, nie posiadali zdjęć wnuczki? Agnes nie miała też ich zdjęć np. w telefonie komórkowym?
Drugim interesującym bohaterem jest komisarz Konstantin Duhnfort, samotny facet w średnim wieku, jednak sympatyczny i lubiący dobrą kuchnię. Miła odmiana po depresyjnych alkoholikach.
Blogerzy, Agnieszka z bloga krimifantamania i Inge Lohnig są dziś przyczyną mojego niewyspania. Po prostu musiałam dokończyć tę powieść. Teraz idę zapolować na kolejny tom, chętnie dowiem się co słychać u sympatycznego Duhnforta i spółki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


