poniedziałek, 30 lipca 2012

"Lala" Jacek Dehnel

"Lala" Jacka Dehnela to powieść wzbudzająca wiele emocji - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Opinie na jej temat są skrajnie różne. Niektórzy zachwycają się kwiecistym językiem i dojrzałością stylu, inni zarzucają autorowi zbytnie zmanierowanie i brak oryginalności. O debiut Dehnela spierają się krytycy. Mi o tej książce przypomniała niedawno Kalio - Joanna Gołaszewska na swoim blogu http://kalioczyta.blogspot.com/2012/07/lala-jacek-dehnel.html.

Jest rok 1919. W Kielcach przychodzi na świat dziewczynka. Roztargniona rodzina przez pięć lat nie może się zebrać, aby nadać jej imię. Mówią o niej „Lalka”, „Laleczka”, „Lalunia”. W końcu rodzice wywiązują się ze swojego obowiązku, jednak dziewczynka na zawsze już pozostaje Lalą. W powieści Jacka Dehnela imię bohaterki nabiera jednak dodatkowych znaczeń. z jednej strony jest wyrazem czułości, jaką przez całe życie otaczana była przez bliskich, z drugiej zaś metaforą jej starczego bezwładu i zdziecinnienia, powolnego zapadania w letarg, którego jesteśmy świadkami w ostatniej części utworu.

Rozpięta pomiędzy tradycją rodzinnej sagi, biografii, powieści o dojrzewaniu i wywiadu-rzeki, „Lala” jest historią kobiety, która wbrew temu, co nieustannie powtarzała, zawsze miała więcej rozumu niż szczęścia. Dzięki temu udało jej się dokonać rzadkiej sztuki – przeżyła bezpiecznie i względnie pogodnie najokrutniejsze chyba stulecie w historii Europy. Perspektywa wkraczającego w dorosłość wnuka, z której śledzimy dawne i obecne losy bohaterki, dodaje książce specyficznego uroku.


Tytułowa Lala - Helena Bieniecka, babcia autora jest centralną postacią tej nietypowej książki. Jest to poniekąd historia jej życia opowiedziana w krótkich, niechronologicznych historiach i anegdotach przetykanych często dygresjami. "Lala" przedstawia czytelnikowi cały wachlarz postaci od dziadków, wujków i cioć, po sąsiadów, służących i znajomych.  Początkowo niezwykle łatwo jest się pogubić w koligacjach rodzinnych bohaterki i masie postaci i ich nazwisk. Łatwo zrezygnować z tej książki zarzucając jej chaotyczność, jednak jest ona jak najbardziej uzasadniona. Jak pisze autor: "Opowieść babci, jak już wspomniałem, nie ma ram ani krańców - jest rozmyta, rozgałęziona wszerz i w głąb, nieogarniona."

 Na początku książki poznajemy bohaterów. Oprócz Lali, jej rodziny i znajomych są to także sam autor i jego przyjaciele. Sytuacje jak najbardziej realne przeplatają się z dość nieprawdopodobnymi. Lala, kobieta o silnej osobowości przedstawia cały szereg oryginalnych postaci: dziadka Brokla i babcię Wandę, szalone ciotki i wujów, rodziców, ukochanych Julka i Zygmunta.

Wraz z rozwojem historii autor częściej przenosi się w teraźniejszość. Lala jest coraz bardziej zniedołężniała, a jej historie mieszają się i plączą. Tu wkracza autor, który pisze: "Tę historię opowiem już za babcię. Coraz więcej opowiadam za babcię."

"Lala" nie jest tylko opowieścią o życiu Heleny Bienieckiej, ale też o starości i przemijaniu. Autor bez ogródek opisuje intymne szczegóły z życia starszej, często bezradnej kobiety. Kontrastuje ze sobą dwa portrety tej samej osoby: młodej, pełnej życia, zadziornej Lali i bezradnej, walczącej z zanikami pamięci i własnym ciałem starszej pani.

Jest to książka napisana pięknym językiem, autor - reinkarnacja prawie-dziadka Juliana Rogozińskiego, posługuje się kwiecistym językiem i lubuje w długich opisach. Ta, stylizowana na staroświecką estetyka, nie spodoba się każdemu. Ja jestem jednak zachwycona. Warto było przebrnąć przez trudne pierwsze strony i dać porwać się tej gawędzie. Dehnel w pierwszym rozdziale wspomina: "[...]  kiedy niczego nie zapisywałem, tylko opowiadałem moim przyjaciołom, kuzynkom, ukochanym i pasażerom ekspresów relacji Gdańsk - Warszawa i Warszawa - Gdańsk." Zazdroszczę tym pasażerom i od tej pory będę pana Dehnela w pociągu wypatrywać.

sobota, 28 lipca 2012

"Dom na szczycie klifu" Hannah Richell

Do zakupu książki Hannah Richell zachęciły mnie piękna okładka, ze starym, angielskim domem wsród zielonych wzgórz i intrygujący opis z tyłu książki. Lubię powieści psychologiczne z tzw. "tajemnicą", więc ta książka wydawała się idealna na wakacje.

Główną bohaterką jest Dora, młoda, robiąca karierę dziewczyna mieszkająca w Londynie. Wraz z narzeczonym, artystom Danem urządza swoje pierwsze mieszkanie. Dowiaduje sie, że jest w ciąży, jednak nie potrafi się tym cieszyć. Prześladują ją wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wraz z siostrą Cassie miały opiekować się młodszym braciszkiem Alfiem. Chwila nieuwagi wystarczyła by chłopiec się zgubił. Prawdopodobnie utonął, choć nigdy nie znaleziono jego ciała. Ta tragedia na zawsze zmieniła rodzinę Dory i Cassie. Wzajemne zarzuty i obwinianie się doprowadziły do całkowitego rozpadu rodziny.

Motto książki głosi: "Powrót do domu jest zaledwie początkiem." Dora chcąc uporać się z wyrzutami sumienia postanawia wrócić do tytulowego domu na szczycie klifu i odkrywa głęboko skrywane tajemnice. Hisotrię rodziny Tide'ów poznajemy z trzech perspektyw: matki - Helen i jej dwóch córek - Cassie i Dory. Dzięki retrospektywom poznajemy historię rodziny i pięknego, starego domu.

"Dom..." to smutna historia rozkładu rodziny. Dramatyczne wydarzenia odcisnęły piętno na każdym z jej członków. Pomimo upływu lat trzy kobiety nie mogą pogodzić się w decyzjami jakie podjęły wcześniej. Każda z nich cierpi w milczeniu obwiniając się o stratę dziecka.

Dora, przytłoczona odpowiedzialnością za nienarodzone dziecko i wciąż walcząca z poczuciem winy postanawia rozliczyć się z każdym członkiem rodziny. Zaczyna od matki Helen, która obwinia ją o zaginięcie Alfiego. Helen, z kolei opowiada swoją historię od poznania męża Richarda. Początkowo bohaterka ta nie budziła mojej sympatii i trudno było jej współczuć, co zmieniło się pod koniec książki. Niemniej ważną postacią, choć mniej eksponowaną, jest Cassie, którą poznajemy najpierw jako zbuntowaną nastolatkę dręczoną przez poczucie winy.

Wina i kara jaką narzuciły sobie bohaterki są tu pojęciami kluczowymi. Dora nie może pogodzić się ze stratą brata, nie potrafi też założyć własnej rodziny. Helen pozostaje w domu otoczona pamiątkami po synu, rozpamietując wciąż wydarzenia sprzed lat. Cassie odcina się od rodziny. Bez pogodzenia się z tym co się stało i zostawienia tragedii za sobą bohaterowie nie mogą ruszyć dalej ze swoim życiem. Symboliczna podróż w przeszłość daje nadzieję na nowy początek dla Dory i jej bliskich.

Debiutancka książka Hannah Richell jest dobrym studium rozpadu rodziny, pokazuje jak radzi sobie ona z cierpieniem i stratą. Mimo, że kończy się typowym happy endem to jest to książka, która wzbudziła wiele emocji i wzruszeń. Polecam.

czwartek, 26 lipca 2012

Luther Sezon 1

Dla widzów o mocnych nerwach

Oprócz tego, ze jestem nałogową czytaczką książek, to jestem również serialoholiczką. Oglądam wszystko - kryminały, dramaty, komedie i seriale medyczne. Lato jest okresem, w którym zazwyczaj nadrabiam zaległości, w planach mam obejrzenie m.in. "Homeland". Niedawno oglądałam też dobry szwedzko-duński Most nad Sundem.

Na wielu forach i blogach co jakiś czas czytałam o "Lutherze", kryminalnej produkcji BBC. Ta brytyjska telewizja słynie z interesujących i świetnie zagranych seriali, takich jak "Wallander" czy "Sherlock".

Detektyw John Luther wraca do pracy po długim urlopie, na który został wysłany przymusowo po zakończonym traumą pościgu za seryjnym mordercą dzieci Henrym Madsenem.
Jego pierwszym dochodzeniem po przerwie jest sprawa zabójstwa rodziców młodej geniuszki, Alice Morgan. Detektywa i Alice zaczyna łączyć łączy dziwna więź - oboje wydają się czerpać dużą przyjemność ze swoich pojedynków słownych i nieustannej rywalizacji. Jednocześnie Luther podejmuje próbę naprawienia swojego związku, który ucierpiał w wyniku jego zaangażowania w sprawę Madsena. Czy detektywowi uda się odbudować małżeństwo z Zoe?

Ten zaledwie 6-odcinkowy serial wzbudza niemałe emocje. Główny bohater John Luther to facet z problemami. Żona rzuciła go dla innego, a on cały czas pozostaje pod obserwacją wydziału wewnętrznego.Luther nie jest bohaterem jednoznacznie złym lub dobrym.  Jest to bohater wybuchowy, czasem agresywny, ale kierujący się w pracy i życiu własnym kodeksem moralnym. Luther czesto balansuje na granicy prawa  Jego sposób postępowania świetnie oddaje rozmowa z jego młodym pomocnikiem: "To co robisz jest złe. Dlaczego to robisz? Bo to słuszne." Luther jest bezgranicznie oddany pracy, na czym cierpi jego życie prywatne. Obsesyjnie, po trupach dąży do celu. W pracy często posługuje się intuicją i przeczuciami, nie waha się ryzykować.

Fascynująca jest jego relacja z psychopatką Alice Morgan. Zaczyna ich łączyć niespotykana więź, może nawet zaczątek uczucia. Jest to świetnie zagrany wątek. Te dwie postacie przyćmiewają wszystkie inne. Genialna kreacja Idrisa Elby i Ruth Morgan.


Oprócz ciekawych, charyzmatycznych postaci dostajemy równie najwyższej próby śledztwa. Luther, pracuje w Serious Crime Unit, jednostce zajmującej się najbardziej poważnymi przestępstwami -morderstwami, porwaniami, pedofilią. Pracuje nad sprawami seryjnych morderców i gwałcicieli. Serial porusza również tak palące sprawy społeczności brytyjskiej jak depresja i przestępczość wśród weteranów.

Jeszcze jedną zaletą serialu jest jego oprawa muzyczna. Piosenka otwierająca serial to "Paradise Circus" Massive Attack. Możemy także usłyszeć Muse, Becka, Emilianę Torrini, Suede i Się Furler.

 Serdecznie polecam! Teraz będę namawiała do obejrzenia wszystkich przyjaciół i znajomych.

środa, 25 lipca 2012

"Dziewczyna ze śniegiem we włosach" Ninni Schulman

Värmland, najbardziej malowniczy zakątek Szwecji. Sylwestrowe popołudnie, Minus dwadzieścia sześć stopni.
Dziennikarka Magdalena Hansson wraca po spokój do rodzinnego miasteczka…
Szesnastoletnia Hedda wychodzi na zabawę sylwestrową...
Nikt jej już więcej nie zobaczy…

Czas mija bez żadnej wiadomości. A potem zostaje znalezione ciało nagiej dziewczyny. Czy to Hedda?
Magdalena Hansson wróciła do Hagfors z adoptowanym synkiem, wyczerpana i załamana po trudnym rozwodzie. Ma nadzieję, że spokój rodzinnego miasteczka przywróci jej radość życia i poczucie bezpieczeństwa. A pisanie artykułów dla lokalnej gazety nie będzie tak stresujące jak praca w sztokholmskim dzienniku. Nie wie, jak bardzo się myli…
Przypadkiem angażuje się emocjonalnie w sprawę zaginięcia Heddy. Zaczyna prowadzić samodzielne, niezależne od policji śledztwo. Narażając życie, dociera do mrocznej prawdy ukrytej za fasadą jej rodzinnego miasteczka…


"Dziewczyna..." to debiut dziennikarki Ninni Schulman z 2010 roku. Główna bohaterka, Magdalena po latach pracy w Sztokholmie wraca, wraz z synkiem do rodzinnej miejscowości. Chociaż Magda wysuwa się na pierwszy plan to poznajemy wydarzenia także z perspektywy dwójki policjantów - Petry Wilander i Christera Berglunda. Każde z nich, oprócz śledztwa w sprawie zaginionej nastolatki, boryka się z problemami osobistymi. Petra martwi się o dorastająca córkę, a Christer staje przed trudnym wyborem.  Będzie lojalny wobec rodziny czy dopełni obowiązków służbowych?

Oprócz ciekawych wątków osobistych zarówno Magdaleny, jak i pary policjantów dostajemy przyzwoicie rozwinięty wątek główny. Zaginiona nastolatka, jak się okazuje miała swoje tajemnice. I tu chyba każdy rodzic zastanowi się jak dobrze zna swoje dziecko. Autorka zwodzi nas i podsuwa błędne tropy do samego końca.

W Polsce w tej chwili upalne lato, prawie 30 stopni Celsjusza. Tymczasem akcja powieści przenosi nas w świat mroźnej, prowincjonalnej Szwecji. Dominuje atmosfera przenikliwego zimna, która świetnie pasuje do wydarzeń. Ma ona też niemały wpływ na bohaterów. W pozornie sielskiej mieścinie, gdzie wszyscy znają się od podszewki, emocje aż buzują. Spokojny sąsiad może skrywać mroczną tajemnicę. Nawet w najmniejszej mieścinie może czaić się zło.

"Dziewczyna ze śniegiem we włosach" to udany debiut. Oczywiście zawsze można znaleźć jakieś minusy. Mnie śmieszyły szczególnie zmiany statusu facebooka Magdaleny, np. "Magdalena Hanson myśli." Ale można powiedzieć, że jest to znak naszych czasów...  

Chłopiec, który przestał płakać
W kolejnych tomach liczę na rozwinięcie kilku wątków osobistych i kolejnej dobrej zagadki kryminalnej.

Wydawnictwo nie podaje daty publikacji kolejnej książki, ale z pomocą google i tłumacza widzę, że zapowiada się całkiem ciekawie. Tym razem Magdalena Hanson na tropie seryjnego podpalacza.

wtorek, 24 lipca 2012

Czytamy fantastykę

O całej akcji przeczytałam na blogu Agnieszki: http://krimifantamania.blogspot.com. Fantastyka to, oprócz kryminałów, mój ulubiony gatunek książek. Zaczytuję się nią już od dobrych kilkunastu lat kiedy to koleżanka zaczęła polecać mi książki m.in. Sapkowskiego i Pratchetta. No i wpadłam. Od tego czasu przeczytałam już sporo, ale ciągle mi mało.

Ulubione książki z szeroko pojętej fantastyki to: saga wiedźmińska Sapkowskiego (którą zaczęłam czytać ponownie po wielu latach), "Diuna"  Herberta, "Gra Endera" Carda, cykl "Pieśń Lodu i Ognia" Martina, "Achaja" Ziemiańskiego i wiele, wiele innych.

Z racji tego, że blog tworzę od niedawna recenzje fantasyki są tylko dwie:

Brent Weeks "Droga cienia"   http://ksiazkiagaty.blogspot.com/2012/07/droga-cienia-brent-weeks.html
Andrzej Sapkowski "Pani Jeziora" http://ksiazkiagaty.blogspot.com/2012/07/pani-jeziora.html

Co dalej w planach? Na pewno opowiadania wiedźmińskie Sapkowskiego, dalsze tomy Aniołów Nocy, 3 i4 tom "Kłamcy" Jakuba Ćwieka. Mam też ochotę na "Sto Tysięcy Królestw".

Więcej informacji na stronie: http://czytamyfantastyke.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1200724

poniedziałek, 23 lipca 2012

"Droga cienia" Brent Weeks

Dla Durzo Blinta zabijanie to sztuka, a w tym mieście on jest największym artystą. Dla Merkuriusza przetrwanie nie jest rzeczą pewną. Nie ma żadnej gwarancji przeżycia. Jako szczur z ulicy wychował się w slumsach i nauczył się szybko oceniać ludzi. I podejmować ryzyko. Na przykład zgłaszając się na ucznia do Durzo Blinta. Jednak żeby zostać przyjętym do terminu, Merkuriusz musi odrzucić swoje dawne życie i przyjąć nową tożsamość. Jako Kylar Stern musi nauczyć się poruszać w świecie zabójców - w świecie niebezpiecznych polityków i dziwnej magii. I musi rozwijać talent do zabijania. (opis wydawcy)

Trylogia Nocnego Anioła, której pierwszą częścią jest "Droga cienia" zwróciła moją uwagę m.in. wysokimi ocenami na Lubimy czytać. Mam też niejasne wrażenie, że ktoś, kiedyś polecał ją na jakimś blogu. Po przeczytaniu, w krótkim odstępie czasowym dwóch, dość podobnych powieści ("Kłamstwa Locka Lamory" i "Honor złodzieja") mogłam poczuć przesyt. Ale tak się nie stało. "Droga cienia" to całkiem przyzwoity kawałek fantasy.

Autor nie wystrzegł się jednak błędów. Akcja książki była nierówna, początek dość powolny i nużący, z kolei apogeum nastąpiło około pięćdziesiąt stron przed końcem. Po nim napięcie zwyczajnie "siadło". Końcówka, mimo, że trochę nudna dała nadzieję na ciekawe rozwinięcie w kolejnych tomach. Najciekawszy dla mnie będzie z pewnością wątek Logana.

Wydanie książki pozostaje również wiele do życzenia. Liczne i dość rażące błędy edytorskie.

Trochę ponarzekałam, ale tak naprawdę to "Droga cienia" mi się podobała. A podobała na tyle, że dziś z biblioteki przyniosłam drugi tom "Na krawędzi cienia".

niedziela, 22 lipca 2012

"W pułapce dziecinstwa" Joselito Michaud

Zwlekałam z recenzją książki Michauda. Dłuższy czas nie wiedziałam co o niej myśleć i nie wiedziałam czy tak na prawdę mi się podobała. Choć słowo "podobała" nie jest tu może użyte właściwie. W  żadnym wypadku książka o takim cierpieniu dziecka podobać się nie może.

Jest to powieść osnuta na wspomnieniach z dzieciństwa autora. Głównego bohatera, Oliviera poznajemy, gdy ma zaledwie kilka lat. Porzucony w dzieciństwie, jest przenoszony z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Chłopiec od początku nie ma szczęścia, nie dość, że porzucony przez matkę, to z kochającej rodziny zostaje przeniesiony do domu pełnego przemocy. I tam zaznaje prawdziwego okrucieństwa, od którego do końca życia nie potrafi się uwolnić. Gdy już wydaje się, że będzie szczęśliwy wydarza się nieszczęście, które zaważy na jego dalszym życiu.

Jest to smutna historia, którą trudno ocenić. Nie podobały mi się krótkie, czasem kilkuzdaniowe rozdziały opatrzone tytułami. Miałam wrażenie, że jest to zabieg sztucznego wydłużania książki. Ponadto, szczególnie na początku, drażniące były komentarze, życiowe mądrości wręcz, w ustach zaledwie pięcioletniego dziecka. Wstrząsający sekret reklamowany na okładce też nie był aż tak szokujący, łatwo i szybko można było domyślić się o co chodzi.

Książka porusza ważne problemy i w pewien sposób stała się pewnie dla autora swoistą khatarsis, jednak oceniając jej poziom literacki to wypada w mojej opinii raczej słabo.

piątek, 20 lipca 2012

Rzecz o mych smutnych dziwkach- film

Tylko dla prawdziwych fanów Marqueza

Kiedy parę dni temu otrzymałam zaproszenie na przedpremierowy seans zekranizowanej powieści Gabriela Garcii Marqueza bardzo się ucieszyłam. Niestety nie zdążyłam przeczytać ksiażki przed pójsciem do kina. No właśnie niestety... Kto wie jak odebrałabym film po lekturze? Może byłby lepszy?

Ostatnią, króciutką powieść Marqueza przeniósł na ekran w 2011 roku duński reżyser Henning Carlsen. Fabuła opowiada o dziennikarzu El Sabio, który w przeddzień swoich dzięwięćdziesiątych urodzin postanawia spędzić noc z nastoletnią dziewicą. To marzenie pomaga mu urzeczywistnić znajoma burdelmama. Oprócz tego El Sabio wspomina niektóre momenty swojego życia. Już w dzieciństwie szybko poznał smak miłosci w burdelu, do którego wracał przez całe życie. Dopiero u jego schyłku dowiedział się co to znaczy kochać.

Nie wiem co takiego jest w powieściach Marqueza, że tak trudno je zekranizować. Zarówno "Rzecz...", jak i "O milości i innych demonach" zupełnie nie oddają klimatu książek. Przede mną jeszcze ekranizacja "Miłości w czasach zarazy", ale po seansie "Rzeczy..." nie będę się spieszyć żeby ją obejrzeć. Całe szczęście "Sto lat samotności" nie zostało przeniesione na ekran.

I jeszcze uwaga techniczna. Nie wiem czy w powieści było tak "jasno" i słonecznie, ale w filmie uniemożliwiało to niestety skutecznie czytanie napisów.

czwartek, 19 lipca 2012

"Altana" Mary Nichols

Mistrzowsko splecione ze sobą losy dwóch kobiet, którym los nie szczędził trosk i dramatów. Przez wojenną zawieruchę rozdzielone ze swymi ukochanymi musiały odważnie stawić czoła rzeczywistości. Lady Helen Barstairs zgodnie z wolą rodziców poślubia przyjaciela swojego brata. Gdy małżonek wyrusza na front, ona przeżywa krótki, ale namiętny romans, którego owocem jest córka. Laura Drummond pochodzi z prostej robotniczej rodziny. Poznajemy ją w przeddzień jej ślubu z młodym arystokratą, pilotem myśliwców RAF-u, Robertem Rawtonem. Niestety, Bob ginie, a ona zostaje sama z ich wspólną, wielką tajemnicą. Bombardowany Londyn, angielskie wyższe sfery i mimo wszystko szczęśliwe zakończenie. (opis wydawcy)

Długo zastanawiałam się co napisać o tej książce. Z jednej strony podobała mi się i była miłą odmianą od czytanych zazwyczaj przeze mnie kryminałów i fantastyki, ale nie spełniła moich oczekiwań. Klimatyczna okładka i opis na okładce zapowiadała klimatyczną, opowieść dziejącą się w ciągu dwóch wojen światowych.

W książce niewiele jest jednak historii pierwszej wojny światowej i młodej Helen. Autorka skupiła się na Laurze i tym co się z nią działo w czasie wojny. Książka "rozkręciła się" po około stu stronach i po poznaniu się Helen i Laury. Jest to sprawnie napisany romans historyczny (?), który dobrze się czyta, ale jednak czegoś mi zabrakło. Fabuła była raczej przewidywalna, niewiele było tu niespodzianek.

Podsumowując jest to dobra lektura na okres wakacyjny, ale będzie raczej szybko zapomniana.

środa, 18 lipca 2012

Uczeń

"Uczeń" to druga powieść duetu  

W Sztokholmie dochodzi do serii brutalnych morderstw, których ofiarami są kobiety. Śledztwo prowadzone przez zespół pod wodzą Torkela Höglunda nie posuwa się naprzód.
Morderstwa w najdrobniejszych szczegółach przypominają zbrodnie popełnione przez Edwarda Hinde, seryjnego mordercę, którego Sebastian Bergman pomógł aresztować piętnaście lat temu. Hinde jednak nadal odsiaduje wyrok. Policja jest przekonana, że ma do czynienia z naśladowcą.
Sebastian Bergman, specjalista od seryjnych zabójstw, postanawia uczestniczyć w śledztwie. Wkrótce odkrywa, że wszystkie te morderstwa skierowane są przeciwko niemu...


"Ciemne sekrety", poprzedni tom opowiadający o Bergmanie był raczej kryminałem z klasyczną zagadką morderstwa, "Uczeń" jest raczej thrillerem. Dostajemy tu nie zagadkę, lecz pojedynek dwóch przeciwników: seryjnego mordercy (a nawet dwóch) z profilerem i ekipą policyjną. Duży nacisk położony jest na prywatne życie bohatera, który usiłuje uporać się z przeszłością. Fabuła jest dość przewidywalna, ale mimo tego książkę czyta się bardzo dobrze. Ciekawym aspektem były fragmenty dotyczące profilowania. Mam nadzieję, że w kolejnych powieściach duetu będzie tego jeszcze więcej. Co ciekawe, można było poznać nie tylko odczucia policjantów kierujących śledztwem i głównego bohatera mierzącego się z problemami osobistymi, ale także myśli i motywacje mordercy.

Chętnie przeczytam kolejny tom chociażby, żeby zobaczyć czy Sebastian wróci do pracy (i do Ellinor!) i jak ułożą się relacje między nim a Vanją.

wtorek, 17 lipca 2012

Call the Midwife

"Call the Midwife" to serial BBC z 2012 roku, który powstał na podstawie wspomnień, Jennifer Worth, położnej z londyńskiego East Endu.

Fabuła skupia się na młodej, dopiero zaczynającej pracę położnej Jenny Lee, która w latach 50-tych przybywa do Nonnatus House, małego zakonu, w którym pracują i mieszkają zakonnice i położne. Przyzwyczajona do innego życia i sterylnych, szpitalnych warunków Jenny doznaje szoku pracując w ubogiej części Londynu.

Historia toczy się jednak nie tylko wokół młodej Jenny. Dostajemy tu również szereg interesujących postaci, zarówno sióstr i położnych, jak i kobiet, którym pomagają. Moją ulubioną postacią jest Chubby, niezgrabna i nieśmiała położna z wyższych sfer. W przyszłym sezonie liczę też na rozwinięcie wątku Cynthii i Trixie.

Na szczególną uwagę zasługuje atmosfera lat 50 i sytuacja kobiet w tym okresie. Przez sześć odcinków serialu poznajemy wiele bohaterek rodzących dzieci, niektóre, ich pierwsze, a jedna nawet dwudzieste piąte. Każda z nich jest na swój sposób interesująca. Za jedne z ciekawszych wątków uważam historię młodej prostytutki, przypadek Davida i Margaret oraz Winnie i  Teda.

Serial pokazuje nieupiększone życie bohaterek. Często zmagają się z biedą, niekiedy brudem, zaniedbaniem lub nieświadomością. Położne, przyzwyczajone do innego świata muszą zwalczyć swoją niechęć i uprzedzenia by w końcu zauważyć, że to te kobiety, które rodzą dzieci w trudnych warunkach, ale z uśmiechem na ustach (choć to może lekka przesada ;) ) są heroinami.

Co takiego magicznego jest w tym serialu, że jest jednym z najpopularniejszych w Wielkiej Brytanii? Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu jest świetnie odtworzona atmosfera lat 50- muzyka, stroje, samochody. Do tego ciekawa fabuła i interesujące postacie nie tylko pierwszo i drugoplanowe, ale nawet te z trzeciego planu.

Gorąco polecam!!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Łowcy głów

Norwesko - niemiecki film z 2011 roku powstał na podstawie książki Jo Nesbø o tym samym tytule. Tej książki nie czytałam, ale bardzo lubię powieści tego autora, których głównym bohaterem jest Harry Hole. Podobno amerykańskie wytwórnie są zainteresowane nakręceniem filmu na podstawie "Pierwszego śniegu".

Główny bohater filmu Roger zdaje się mieć wszystko, o czym trzydziestoletni mężczyzna mógłby marzyć – jest najlepszym norweskim headhunterem, ma przepiękną żonę prowadzącą ekskluzywną galerię oraz luksusową willę. Sęk w tym, że - aby wieść wystawne życie - Roger musi od czasu do czasu uzupełniać zasoby finansowe wymyślnymi kradzieżami dzieł sztuki. Pewnego dnia żona przedstawia mu przystojnego klienta Clasa Greve'a (znany z serii "Gra o tron" Coster-Waldau), który dzięki intratnej posadzie w koncernie elektronicznym, wszedł w posiadanie drogocennego obrazu. Planując perfekcyjny napad na rezydencję Greve'a, Roger nie przypuszcza nawet, że trafił na wyjątkowo trudnego i przebiegłego przeciwnika. (opis ze ze strony filmwebu)


"Łowcy głów" nie jest typowym kryminałem czy thrillerem. Główny bohater nie ma postury, czy charyzmy typowych hollywoodzkich postaci. Wręcz przeciwnie, swój nikły wzrost, jak sam mówi musi czymś rekompensować. Dlatego też i,  jak mu się przynajmniej wydaje, aby zatrzymać przy sobie piękną żonę, kradnie dzieła sztuki. Jednakże, żeby utrzymać wysoki standard życia jest zmuszony do wytężonej "pracy". Tak też poznaje przystojnego Clasa Greve, specjalistę od śledzenia ludzi. I tu zaczyna się robić na prawdę interesująco. Zabawa w kotka i myszkę Rogera i Clasa nadają filmowi tempa. Sceny "śmiertelnie" poważne przeplatają się ze scenami ocierającymi się o śmieszność (np. scena w toalecie czy z psem).

Nie jest to film wybitny, ale to solidnie zrealizowane kino akcji z domieszką humoru. I ten humor właśnie sprawia, że łatwiej strawić jest tych kilka idiotyzmów, które pojawiają się w fabule.





niedziela, 15 lipca 2012

Pani Jeziora

Coś się kończy coś się zaczyna.


Potwór zaatakował z ciemności, z zasadzki, cicho i wrednie.
Zmaterializował się nagle wśród mroku jak wubuchjący płomień.
Jak jęzor płomienia.

Piąty - i ostatni - tom sagi o wiedźminie Geralcie, pięknej czarodziejce Yennefer i Cirilli - dziecku przeznaczenia.
Jaki los czeka wiedźmina? Czy dane mu będzie połączyć się z miłością jego życia? Czy ziści się złowieszcza przepowiednia i czy przetrwa świat ogarnięty morderczą wojną? Świat elfów, ludzi i krasnoludów.

O ostatnim tomie sagi o wiedźminie napisano już wiele, a nawet powstało kilka prac licencjackich i magisterskich. Fabuły streszczać nie będę, by nie psuć nikomu przyjemności. Najdłuższa i końcowa powieść Sagi o Wiedźminie zdecydowanie nie była najlepszą częścią. Początek i koniec książki wydaje się być nieco przegadany. Samo zakończenie też nie satysfakcjonuje. Nie wiem czy to dlatego, że tak trudno pożegnac się z bohaterami, czy to, że nie do końca pogodzić się można z losem jakim zgotował im autor.

Trudno wyraża sie myśli, o książce i sadze, która tak wiele dla człowieka znaczy. Sagę czytałam najpierw jako nastolatka, wręcz dziecko i teraz w wieku już zdecydowanie starszym dostarcza tych samych emocji i wzruszeń co dawniej...

Zdecydowanie polecam

Teraz przedemną jeszcze 2 tomy opowiadań na co bardzo się cieszę.