poniedziałek, 30 lipca 2012

"Lala" Jacek Dehnel

"Lala" Jacka Dehnela to powieść wzbudzająca wiele emocji - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Opinie na jej temat są skrajnie różne. Niektórzy zachwycają się kwiecistym językiem i dojrzałością stylu, inni zarzucają autorowi zbytnie zmanierowanie i brak oryginalności. O debiut Dehnela spierają się krytycy. Mi o tej książce przypomniała niedawno Kalio - Joanna Gołaszewska na swoim blogu http://kalioczyta.blogspot.com/2012/07/lala-jacek-dehnel.html.

Jest rok 1919. W Kielcach przychodzi na świat dziewczynka. Roztargniona rodzina przez pięć lat nie może się zebrać, aby nadać jej imię. Mówią o niej „Lalka”, „Laleczka”, „Lalunia”. W końcu rodzice wywiązują się ze swojego obowiązku, jednak dziewczynka na zawsze już pozostaje Lalą. W powieści Jacka Dehnela imię bohaterki nabiera jednak dodatkowych znaczeń. z jednej strony jest wyrazem czułości, jaką przez całe życie otaczana była przez bliskich, z drugiej zaś metaforą jej starczego bezwładu i zdziecinnienia, powolnego zapadania w letarg, którego jesteśmy świadkami w ostatniej części utworu.

Rozpięta pomiędzy tradycją rodzinnej sagi, biografii, powieści o dojrzewaniu i wywiadu-rzeki, „Lala” jest historią kobiety, która wbrew temu, co nieustannie powtarzała, zawsze miała więcej rozumu niż szczęścia. Dzięki temu udało jej się dokonać rzadkiej sztuki – przeżyła bezpiecznie i względnie pogodnie najokrutniejsze chyba stulecie w historii Europy. Perspektywa wkraczającego w dorosłość wnuka, z której śledzimy dawne i obecne losy bohaterki, dodaje książce specyficznego uroku.


Tytułowa Lala - Helena Bieniecka, babcia autora jest centralną postacią tej nietypowej książki. Jest to poniekąd historia jej życia opowiedziana w krótkich, niechronologicznych historiach i anegdotach przetykanych często dygresjami. "Lala" przedstawia czytelnikowi cały wachlarz postaci od dziadków, wujków i cioć, po sąsiadów, służących i znajomych.  Początkowo niezwykle łatwo jest się pogubić w koligacjach rodzinnych bohaterki i masie postaci i ich nazwisk. Łatwo zrezygnować z tej książki zarzucając jej chaotyczność, jednak jest ona jak najbardziej uzasadniona. Jak pisze autor: "Opowieść babci, jak już wspomniałem, nie ma ram ani krańców - jest rozmyta, rozgałęziona wszerz i w głąb, nieogarniona."

 Na początku książki poznajemy bohaterów. Oprócz Lali, jej rodziny i znajomych są to także sam autor i jego przyjaciele. Sytuacje jak najbardziej realne przeplatają się z dość nieprawdopodobnymi. Lala, kobieta o silnej osobowości przedstawia cały szereg oryginalnych postaci: dziadka Brokla i babcię Wandę, szalone ciotki i wujów, rodziców, ukochanych Julka i Zygmunta.

Wraz z rozwojem historii autor częściej przenosi się w teraźniejszość. Lala jest coraz bardziej zniedołężniała, a jej historie mieszają się i plączą. Tu wkracza autor, który pisze: "Tę historię opowiem już za babcię. Coraz więcej opowiadam za babcię."

"Lala" nie jest tylko opowieścią o życiu Heleny Bienieckiej, ale też o starości i przemijaniu. Autor bez ogródek opisuje intymne szczegóły z życia starszej, często bezradnej kobiety. Kontrastuje ze sobą dwa portrety tej samej osoby: młodej, pełnej życia, zadziornej Lali i bezradnej, walczącej z zanikami pamięci i własnym ciałem starszej pani.

Jest to książka napisana pięknym językiem, autor - reinkarnacja prawie-dziadka Juliana Rogozińskiego, posługuje się kwiecistym językiem i lubuje w długich opisach. Ta, stylizowana na staroświecką estetyka, nie spodoba się każdemu. Ja jestem jednak zachwycona. Warto było przebrnąć przez trudne pierwsze strony i dać porwać się tej gawędzie. Dehnel w pierwszym rozdziale wspomina: "[...]  kiedy niczego nie zapisywałem, tylko opowiadałem moim przyjaciołom, kuzynkom, ukochanym i pasażerom ekspresów relacji Gdańsk - Warszawa i Warszawa - Gdańsk." Zazdroszczę tym pasażerom i od tej pory będę pana Dehnela w pociągu wypatrywać.

7 komentarzy:

  1. Kielce, moje Kielce... Jak ja za nimi tęsknię...
    Choćby dlatego przeczytam z chęcią tę książkę, w ramach patriotyzmu lokalnego :)
    Poza tym książka sama w sobie wydaje się być ciekawa. Lubię takie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę warto przeczytać, wystarczy tylko przeprnąć przez te 100 pierwszych stron i dalej już leci samo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podobała "Lala", ma w sobie niesamowity klimat, próbuje zatrzymać rzeczy, przedmioty, atmosferę, które znikają bezpowrotnie... A sam Dehnel pisze też fajne felietony w "Polityce", za które bardzo go cenię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Felietonów nie czytałam, ale nabrałam ochoty na inne ksiażki Dehnela. Ciekawe czy są tak dobre jak "Lala?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kupiłam jakiś czas temu, bo autor miał być w naszym mieście, więc nie wypada nie przeczytać. Słuchałam kiedyś w Dwójce w interpretacji Hycnara. Ale - interpretacja to interpretacja, wolę sama sobie przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym posłuchać, to taka powieść - gawęda więc powinna być "opowiadana".

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam osobisty stosunek do książek, które dzieją się w mieście w którym żyję.

    OdpowiedzUsuń